Zbliżający się „klif fiskalny” to główny czynnik zmian na amerykańskich rynkach w obecnej chwili. Przez większość czwartkowego handlu akcjami dominował pesymizm, którego źródłem była wypowiedź lidera większości w amerykańskim Senacie. Demokrata Harry Reid powiedział, że „klif fiskalny” będzie miał miejsce, bo Republikanie nie chcą współpracować. Reakcją był wzrost cen obligacji USA i umocnienie dolara. Na niewiele ponad godzinę przed końcem sesji indeksy rynków akcji ruszyły jednak zdecydowanie w górę po informacji o zwołaniu na niedzielę sesji Izby Reprezentantów, gdzie większość mają Republikanie. Pojawiły się także sygnały o gotowości do modyfikacji dotychczasowego stanowiska przez Biały Dom. Taniejące aktywa zaczęły odrabiać straty, drożejące oddawać zysk.
Ostatecznie na zamknięciu przeważały małe zmiany cen. Spadała wartość 8 z 10 indeksów głównych segmentów S&P500, ale tylko 3 o więcej niż 0,1 proc. Największe straty miały miejsce w segmentach użyteczności publicznej (-0,2 proc.), finansowym (-0,35 proc.) i materiałowym (-0,4 proc.). Najmocniejsze okazały się na finiszu segmenty dóbr codziennego użytku i dyskrecjonalnych dóbr konsumpcyjnych (po 0,1 proc.). Na zamknięciu taniało 54 proc. spółek z S&P500 i 71 proc. wchodzących w skład Nasdaq Composite. Z 30 blue chipów ze średniej Dow Jones na zamknięciu taniały 23. Najmocniej spadały kursy giganta IT, Cisco Systems oraz największego w Ameryce Północnej producenta aluminium, Alcoa. Najmocniej drożały akcje Microsoftu, IBM i UnitedHealth Group.