Inwestorzy zagraniczni są ostrożni, bo w Polsce niełatwo założyć firmę, a potencjalnych chętnych dodatkowo odstraszają wskaźniki makroekonomiczne.
Przez ostatnie lata przyzwyczailiśmy się do porównań z krajami Europy Wschodniej. Wówczas — jeśli chodzi o klimat inwestycyjny, wypadaliśmy jako gwiazda. Po 1 maja bardziej naturalnym odniesieniem są dla nas państwa bardziej zaawansowane w rozwoju gospodarczym. W tym gronie wypadamy kiepsko.
Brak pewności...
— 66,6 proc. przedsiębiorców działających w Polsce twierdzi, że prawo jest niestabilne, a co gorsza — nieprzewidywalne. Menedżerowie muszą poświęcać prawie 10 proc. czasu pracy na przedzieranie się przez coraz nowe przepisy — podkreśla Luis Alvaro Sanchez, ekonomista Banku Światowego.
To zniechęca do inwestowania w Polsce. Tymczasem konkurentów, czekających na zagraniczne inwestycje, jest wielu.
— Musimy zdać sobie sprawę, że konkurujemy nie tylko z krajami Unii Europejskiej, ale także z najatrakcyjniejszymi inwestycyjnie państwami, takimi jak Chiny czy Indie — mówi Ryszard Petru, główny ekonomista Banku BPH.
...i niska wydajność
Wskaźniki makroekonomiczne są dla Polski niekorzystne. Warto się im jednak dokładniej przyjrzeć i wyciągnąć wnioski dla firm.
— Nasza produktywność jest globalnie niska. To wina rolnictwa i przemysłu. Jednak z analiz wynika, że w sektorze usług Polska jest efektywniejsza od sąsiadów. Logiczne jest więc inwestowanie w tej dziedzinie — mówi Ryszard Petru.
Bez wątpienia atrakcyjność Polski dla inwestorów zmniejsza wykazywana niska wydajność pracy.
— Jest ona 3 razy niższa od unijnej — mówi Luis Alvaro Sanchez.
Ciekawe wnioski pojawiają się, gdy obliczenia dotyczą tylko zatrudnionej ludności. Wówczas wyniki niemal się zrównują. Stąd wniosek, że wysokie bezrobocie to problem nie tylko w sferze socjalnej, ale też kalkulacjach makrowskaźników. A to właśnie nimi kierują się często inwestorzy zagraniczni.