Klimaty z oper Wagnera

Karolina Guzińska
05-03-2004, 00:00

Ruiny, warownie, zamki. Wszystkie aspirują do własnej legendy: a to okrutny właściciel, którego duch straszy nocą, a to nieszczęśliwa miłość...

Anno 923 — podczas klęski głodu — arcybiskup Moguncji imieniem Hatto spalił żywcem żebraków w Bingen. Miał przy tym krzyknąć: „Słuchajcie! Słuchajcie mysiego pisku!”. W odwecie nękały go hordy agresywnych myszy i choć uciekł do wysokiej wieży, mali prześladowcy w końcu go pożarli (skąd my to znamy... podanie o Popielu jest o stulecie starsze). Legenda? Pewnie tak, choć Mysia Wieża istnieje naprawdę. Jest atrakcją nadreńskiej miejscowości, rozsławionej przez Hildegardę z Bingen. Ta żyjąca w XII wieku charyzmatyczna mniszka wizjonerka, świetnie godziła administrowanie włościami z twórczością teologiczną, przyrodniczą i poetycką. Układała pieśni, znała się na botanice i astronomii, wygłaszała kazania, leczyła...

— Z Bingen wiodą też trasy turystyczne przełomami Renu. Podziwia się krajobraz wybrzeży: urwiste skały, winnice... I miejscowości, z których każda może się pochwalić odrestaurowanym zamkiem lub pozostałością jakiejś warowni — dodaje Jacek Stasiński, stały współpracownik Orbis Travel.

Najbardziej uczęszczany szlak prowadzi z Bingen do Koblencji. Między oboma miastami wznosi się 28 zamków! Najciekawsze i najbardziej znane to Rheinstein, Pfalz, Burg Katz i Burg Maus, Rheinfels, Marksburg, Stolzenfels. I urwisko, gdzie siadywała ku- sicielska wodnica Lorelei, wo- dząc żeglarzy na manowce, a także Deutsches Eck — malownicze połączenie dwóch rzek: Renu i Mozeli.

Kolebka germańskości

Ren należy do najważniejszych szlaków handlowych Niemiec. Dla gości z Polski, nienawykłych już do takich widoków, atrakcją są barki, wożące rzeką towary (po Renie wciąż pływa więcej jednostek transportowych niż turystycznych).

Ale Nadrenia to także kolebka germańskich mitów i ballad. Stąd wywodzi się narodowy epos: „Pieśń o Nibelungach”, ukazujący świat gwałtownych namiętności, krwawych wydarzeń, walk o władzę... Podziwianych dziś nadreńskich zamków nie stawiano dla ozdoby. To obronne warownie, niedostępne orle gniazda na stromych skałach.

— Dlatego bawi mnie określanie zamków nad Renem niemiecką wersją zamków nad Loarą. To zupełnie co innego! Loara jest leniwą, spokojną rzeką na nizinie, gdzie pobudowano pałace-rezydencje w otoczeniu ogrodów. Tymczasem wody Renu — od Bingen aż do zamku Marksburg koło Braubach — są gwałtowne, spiętrzone. Potem rzeka łagodnieje, a skały ustępują miejsca wzgórzom, na których uprawia się winorośle. Oba krajobrazy przywodzą na myśl muzykę — Ren i średniowieczne zamki mają klimat jak z oper Wagnera: ciężki, mroczny, z odrobiną grozy. Loara zaś i jej pałace to raczej Strauss — lekki, zwiewny, radosny... — porównuje Jacek Stasiński.

Nie tylko on jest zdania, że trasa „Zamki nad Renem” jest bardziej malownicza i tajemnicza niż Loara.

— Spływ Renem jest urokliwy krajobrazowo — strome zbocza, winnice, charakterystyczne budownictwo niemieckie i ruiny zamków na skałach robią wrażenie! Można wysiadać na poszczególnych przystankach, ale — ze względu na godziny pływania statków — nie wszystkie zamki da się zobaczyć za jednym zamachem. To możliwe podczas podróży samochodem — uważa Grażyna Ryba, z biura podróży Soltur.

Romantyczne wariacje

Nie wszystkie nadreńskie zamki są autentyczne. Wiele przebudowano w epoce Romantyzmu: XIX-wieczna wariacja na temat Średniowiecza. Taką stylizacją jest Rheinstein na zakręcie Renu w pobliżu Bingen.

— W XIX wieku zamek był własnością księcia pruskiego Fryderyka Ludwika, który urządził w nim letnią rezydencję. Autentyczne, XIII-wieczne, pozostały tylko fundamenty. Resztę zaadaptowano w stylu romantycznym. Obecnie zamek pozostaje w rękach prywatnych, ale udostępniany zwiedzającym. Odbywają się w nim również „średniowieczne bankiety” — opowiada Jacek Stasiński.

Z Bingen niedaleko do Bacharach — rzymskiego Baccaracus. Ren jest tu wyjątkowo spiętrzony — wysokie skały, klify, wysepki. Płynąc tędy, ma się wrażenie nierealności.

Może dlatego, że niegdyś na rzece wznosił się ołtarz Bachusa, boga wina. Wysadzono go w powietrze w 1850 r. — ze względów technicznych, by ułatwić żeglugę. Mimo to Nadrenia wciąż słynie z doskonałych win reńskich!

— Winnice — i degustacja wina w lokalnych piwnicach — to dodatkowa atrakcja trasy „Zamki nad Renem”. W winobranie ciężko jest z zakwaterowaniem — tylu przyjeżdża turystów, żądnych uczestnictwa w winobraniu czy degustacji. Niektóre piwniczki proponują nawet naukę oceny gatunków wina, zakończoną nadaniem certyfikatu — wtrąca Grażyna Ryba.

Atmosferę grozy, tajemniczości, mistycyzmu okolic Bacharach i pobliskiego Kaub potęgują zamki: mniejszy Stahleck — pierwsza siedziba książąt Palatynatu (teraz schronisko młodzieżowe) i większy, Pfalzgrafenstein — lub po prostu Pfalz.

— Forteca o białych ścianach na wyspie pośrodku rzeki — zachowana w tak dobrym stanie, że na jej podstawie można sobie wyobrazić, jak wyglądały średniowieczne warownie. Budowę rozpoczęto w 1326 r. — fundatorem był książę Ludwik Bawarski — a w XVII w. dobudowano stanowiska obronne. Aż do 1867 r. w Pfalz pobierano myto od przepływających barek — przybliża historię Jacek Stasiński.

Atrakcją Kaub — skąd wypływają łódki wożące turystów do zamku Pfalz (za 1,5 euro) — jest kościół Najświętszej Marii Panny z charakterystycznego, czerwonego piaskowca. W okolicy warto też przenocować. W zamkach. Tym bardziej że XII-wieczny Gutenfels (dawna siedziba książąt Palatynatu) jest udostępniany do zwiedzania wyłącznie gościom hotelowym. Z zamku Schönburg natomiast pozostały tylko przepiękne ruiny, ale jedno skrzydło odbudowano i urządzono w nim hotel.

Mysz była pierwsza

By odnaleźć skałę Lorelei, trzeba dotrzeć do St. Goarshausen. Słynne urwisko — gdzie latem, w pięknej scenerii, odbywają się koncerty rockowe — wznosi się tuż za miastem. Legenda głosi, że czarodziejka siadywała tu, czesząc swe złote włosy i uwodząc śpiewem żeglarzy. Zwabieni rozbijali się o skały, tonąc w Renie. Faktycznie, w tym miejscu nurt jest silny i jeszcze w XIX-wieku przy wysokiej wodzie zdarzały się wypadki. Pewnie legendę dorobiono do nich...

— Na szczycie skały jest punkt widokowy i schronisko młodzieżowe. Postawiono też posąg Lorelei. Można sobie zrobić z nią zdjęcie, ale... Czar pryska. Nie ma w tej podobiźnie za grosz lekkości, fantazji. Rzeźba jest ciężka, kiczowata — wybrzydza Jacek Stasiński.

Okolica słynie również z dwóch zamków o intrygujących nazwach: Burg Katz (Zamek Kot) i Burg Maus (Zamek Mysz). Burg Katz wybudował hrabia Katzenelnbogen (stąd nazwa), by przyćmić oddaloną o kilka kilometrów w dół rzeki siedzibę arcybiskupów Trewiru. Udało się — mniejszy zamek zaczęto nazywać „mysz”. Dziś to stacja hodowli orłów i sokołów. Dodatkowa atrakcja turystyczna. Drapieżne ptaki codziennie są wypuszczane — z daleka widać, jak krążą nad zamkiem.

Po drugiej stronie rzeki, w St. Goar, leży to, co pozostało z najpotężniejszej fortecy na zachodnim brzegu Renu — ruiny Rheinfels. Zbudowana w 1245 r., rozbudowana w ogromny kompleks zamków na przełomie XVI i XVII wieku, pozostała jedyną niezdobytą przez wojska Bonapartego niemiecką twierdzą.

— W 1796 r. zamek poddał się bez strzału. Francuzi uznali, że lepiej się go pozbyć i w następnym roku wysadzili fortecę w powietrze. To, co pozostało, niszczało. Do naszych czasów przetrwały fundamenty, gdzie urządzono muzeum — wyjaśnia Jacek Stasiński.

Nie przebudowaną i nie zniszczoną średniowieczną warownię ogląda się na wzgórzach za miastem Braubach. To zamek Marksburg, wzniesiony z piaskowca między XII a XIV wiekiem. Grube, kamienne mury, małe i ciemne komnaty, wąskie dziedzińce... I pokaźna kolekcja średniowiecznej broni w podziemiach. A dla ciekawych — zbiór narzędzi tortur: łańcuchy, dyby, koła do łamania kości, łoża do wyciągania kończyn...

— Dla mnie wyjątkowym miejscem w Marksburgu jest ogród botaniczny — zachował się w XIV-wiecznym układzie z czasów świetności zamku. To unikat w skali Niemiec — podkreśla Jacek Stasiński.

Zbroja Maksymiliana

Widokowo ciekawe są okolice Koblencji— tu Mozela wpada do Renu (tzw. Deutsches Eck). A na obrzeżach miasta wzniesiono zamek Stolzenfels. W stylu romantycznym, na miejscu XII-wiecznej warowni. Zaprojektował go architekt Karl Friedrich Schinkel.

— Pełna wariacja. Odzwierciedlenie XIX-wiecznych fantazji na temat Średniowiecza. Upiększony, przeładowany ozdobnikami, nabrał prawdziwie baśniowego charakteru. Wewnątrz znajduje się kolekcja broni z Andaluzji. Mauretański element, wynikły z ówczesnej fascynacji wyprawami krzyżowymi — twierdzi Jacek Stasiński.

Warto też zajrzeć do zamku Eltz pod Koblencją — leży nad Mozeląi jest jednym z najwspanialszych zamków Niemiec. Najeżona stożkowatymi wieżami, autentyczna XII-wieczna budowla. W zamku, rozbudowywanym przez kolejnych 400 lat, przetrwały oryginalne wnętrza. Z m.in. XVI-wieczną kolekcją arrasów, meblami, freskami Cranacha („Madonna z winogronami”) i pokaźnym zbiorem złota i srebra w skarbcu. Jest w nim także zbroja cesarza Maksymiliana I.

Koniec podróży. Tym, którzy czują niedosyt, proponujemy dalszy rejs — z Koblencji do Kolonii lub Bonn. Ale to już innym razem...

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Karolina Guzińska

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Po godzinach / Klimaty z oper Wagnera