Klimatyczny mikrosukces

  • Jacek Kowalczyk
opublikowano: 27-10-2014, 00:00

Ciężar redukcji emisji CO 2, jaki musi wziąć na siebie polska gospodarka, będzie duży i bolesny, ale przynajmniej nie będzie już rósł

Unijny szczyt w Brukseli na temat nowych celów w polityce klimatycznej polska delegacja zakończyła z mieszanymi uczuciami. Udało się uniknąć porażki, ale trudno też mówić o sukcesie. Rada Europejska przyjęła część polskich postulatów, dzięki którym nasz kraj będzie mógł liczyć na nieco łagodniejsze traktowanie niż większość innych państw wspólnoty, jednak tak czy inaczej, musimy się przygotować na duży wysiłek i duże koszty związane z redukcją emisji.

DOBRE I TO:
DOBRE I TO:
Premier Ewa Kopacz na szczycie w Brukseli nie miała łatwego zadania — była autsajderem. Większość krajów Unii Europejskich mocno wspiera ambitne cele polityki klimatycznej i niemożliwe byłoby powstrzymanie tych zapędów. Każde ustępstwa wobec Polski można więc traktować jako cenną zdobycz.
M. ŚMIAROWSKI — KPRM

Unia uzdrawia świat

UE jako całość przyjęła bardzo ambitne cele — zbliżone do wstępnej propozycji Komisji Europejskiej. Jak ustalili przywódcy państw UE, wspólnota ograniczy emisje CO 2 co najmniej o 40 proc. do 2030 r. względem roku 1990. Ponadto zwiększy efektywność energetyczną minimum o 27 proc., a udział energii ze źródeł odnawialnych w całkowitym zużyciu energii elektrycznej w UE wzrośnie przynajmniej do 27 proc. Na szczęście ten wysiłek nie będzie rozłożony równomiernie na wszystkie państwa członkowskie. Rada zgodziła się na polski postulat, by kraje biedniejsze były traktowane ulgowo. Będą mogły przekazywać darmowe pozwolenia na emisję CO 2 elektrowniom do 2030 r. (Polska utrzymała poziom 40 proc. , czyli 280 mln darmowych przydziałów emisji dla energetyki).

Według polskiego rządu, nasza energetyka będzie mogła otrzymać dzięki temu pulę darmowych uprawnień o wartości 31 mld zł. Ponadto najmniej zamożne państwa UE podzielą się pieniędzmi ze specjalnej rezerwy utworzonej z 2 proc. pozwoleń na emisję. Według wyliczeń polskiego rządu, nasz kraj otrzyma dzięki temu około 7,5 mld zł do 2030 r. na modernizację energetyki. Pieniądze te mają być inwestowane w unowocześnianie branży, a formalnie będą nam przekazywane przez Europejski Bank Inwestycyjny.

— W exposé mówiłam, że z tego szczytu nie przyjedziemy z dodatkowymi obciążeniami i rzeczywiście nie ma dodatkowych obciążeń. Jest to gwarancja, że nie będą rosły ceny energii — przekonywała po szczycie premier Ewa Kopacz.

Zdaniem Janusza Steinhoffa, byłego wicepremiera i ministra gospodarki, polska delegacja ma prawo wracać do kraju we względnie dobrym nastroju. — Uwzględniając niewielkie możliwości, jakie miał polski rząd, konkluzje ze szczytu są dla nas dość pozytywne. Zabezpieczyliśmy sobie do 2030 r. prawa do emisji na poziomie zbliżonym do obecnego — mówi Janusz Steinhoff.

Będzie bolało

Mimo to pakiet klimatyczny będzie dla Polski bardzo wymagający.

— Zobowiązania do redukcji emisji CO 2, jakich podjęła się Unia, są bardzo ambitne i z pewnością obniżą konkurencyjność europejskiej gospodarki. Choć polskie obowiązki są nieco mniej restrykcyjne niż całej wspólnoty, to i tak są bardzo poważne. Z pewnością zapłacą za to energetyka i przemysł. Prawa do emisji, które dostaniemy, z pewnością nie wystarczą i firmy będą musiały przeznaczać duże kwoty na zakup dodatkowych — mówi były wicepremier.

Diabeł tkwi w szczegółach, które poznamy dopiero wówczas, kiedy powstaną projekty konkretnych rozwiązań legislacyjnych. Wydaje się, że od dodatkowych obciążeń uchroniły się polskie elektrownie, ale nadal nie wiadomo do końca, jak będzie wyglądał system dla przemysłu. Uzgodniono, że europejskie firmy przetwórcze będą miały (na poziomie całej UE) pewną pulę darmowych uprawnień, ale nie wiadomo dokładnie, jak ten system będzie funkcjonował i jakimi wymaganiami technicznymi zostanie obwarowany.

— Jeśli nie otrzymamy — podobnie jak energetyka — bezpłatnych uprawnień do emisji, los branży hutniczej będzie przesądzony: firmy przeniosą działalność poza Europę. Technologicznie do 2030 r. nie jesteśmy w stanie ograniczyć emisji CO 2 o ponad 40 proc. w stosunku do 1990 r. — twierdzi Stefan Dzienniak, prezes Hutniczej Izby Przemysłowo-Handlowej.

Zgodnie z dotychczasowymi przepisami, sektor stalowy już obecnie ma co roku o 200 tys. ton mniej bezpłatnych uprawnień emisyjnych.

— W efekcie w 2020 r. polskiemu hutnictwu zabraknie 1,5 mln ton uprawnień — szacuje Stefan Dzienniak.

Pakiet klimatyczny przeraża nie tylko polskie huty. Na początku października 60 szefów europejskich hut napisało list otwarty, podkreślając, że proponowane przez Brukselę rozwiązania dotyczące emisji w latach 2020-30 będą kosztować sektor stalowy 70-100 md EUR.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Kowalczyk [KAP]

Polecane