Kłopotów w Eurolandzie nadal nie brakuje

Przemysław Kwiecień
opublikowano: 2013-09-13 00:00

Komentarz giełdowy

Od kilku miesięcy rynki w Europie w coraz większym stopniu dyskontują ożywienie gospodarcze. Na długo po tym, jak koniunktura poprawiła się w USA, inwestorzy dostrzegli wreszcie symptomy w miarę konsekwentnej poprawy sytuacji na Starym Kontynencie. Efektem tego jest przede wszystkim wzrost rentowności długu oraz dobra koniunktura na większości rynków akcji. Euro też radzi sobie nie najgorzej. Jednak o kilku kwestiach warto pamiętać.

Choć koniunktura się poprawia, to nie jest tak, że wszystkie kraje strefy euro są już na prostej. Coraz głośniej ostatnio mówi się o tym, że Grecja potrzebować będzie kolejnego programu pomocowego. Co prawda, po nauczce z poprzednich lat, ceną za tę pomoc prawdopodobnie nie będą drakońskie cięcia, ale tak naprawdę więcej szczegółów poznamy dopiero po wyborach w Niemczech (22 września).

Nie najlepiej jest też w Portugalii. Mimo wzrostu gospodarczego w drugim kwartale zatrudnienie w portugalskim przemyśle konsekwentniespada w tempie 4 proc. rocznie i jest już 14 proc. poniżej maksimum sprzed kryzysu. Rentowność 10-latek od ponad tygodnia utrzymuje się powyżej 7 proc., a to oznacza, że pełny powrót Portugalii na rynek jest nierealny. Rząd właśnie ogłosił, że planuje w przyszłym roku deficyt na poziomie 4,5 proc. PKB, co może być i tak optymistycznym założeniem, mając na uwadze fakt, że w tym roku po lipcu jest już na poziomie 3,5 proc. Będzie zatem co finansować.

Ogniskiem ryzyka pozostają też Włochy, gdzie cały czas napięta sytuacja polityczna nie jest jedynym problemem. Jak pokazały opublikowane w tym tygodniu dane, po słabym drugim kwartale trzeci nie rozpoczął się lepiej. Produkcja w lipcu spadła aż o 1,1 proc. m/m. O ile dane o produkcji w strefie euro cechują się dość dużą zmiennością, o tyle w przypadku Włoch spadek oznacza zbliżenie się poziomu produkcji do minimum z recesji z 2009 r.

Wreszcie, poprawa koniunktury uzależniona jest od sytuacji w Chinach.

Percepcja chińskiej gospodarki w ostatnich tygodniach wyraźnie się poprawiła i kolejne instytucje zaczynają podnosić prognozy wzrostu dla tego kraju, co powinno sprzyjać eksportowi z Europy. Jednak wszystkie sygnały wskazują, że po czerwcowym kryzysie bankowym chińskie władze po cichu rozluźniły restrykcje, a to może oznaczać powtórkę z ubiegłego roku, kiedy poprawa koniunktury trwała tylko kilka miesięcy. Władzom zależy, aby wzrost gospodarczy w tym roku wyniósł deklarowane 7,5 proc.

Podsumowując, w europejskiej gospodarce jest lepiej i bez dwóch zdań prezesowi Europejskiego Banku Centralnego Mario Draghiemu należą się słowa uznania. Inwestorzy powinni jednak monitorować zagrożenia, aby upewniać się, że wyceny rynkowe korespondują z sytuacją gospodarczą.

Czytaj NA PULSINWESTORA.PB.PL

Giełdy będą kontynuowały swój rajd, ponieważ rynek byka na rynku akcji wszedł w nową fazę napędzaną wzrostem zysków, a nie jak dotąd jedynie rosnącą wyceną, uważa Peter Oppenheimer, strateg rynków globalnych Goldman Sachs.

Indie mogą być zarzewiem nadchodzącego kryzysu na rynkach wschodzących, twierdzi charyzmatyczny zarządzający Jeff Gundlach, nazywany „Królem obligacji”.