Kofeinowe objawienia

Z kawą jest trochę jak z winem: udane zbiory, marketing i upodobania elit windują nieraz ceny do wartości wybitnego bordoskiego trunku. Jednocześnie jednak dobra kawa daje podniebieniom coś więcej niż tylko ładunek kofeiny.

Co robią wykwintni smakosze czarnego naparu? Wybierają się w podróże do kawowych hacjend, licytują worki ziaren na zamkniętych aukcjach i traktują poczciwą lavazzę niczym piwosze stęchły podpiwek. Dzięki temu doświadczają nieba w gębie, choć płacą za to nieraz wygórowaną cenę. Jak zatem zasobny trzeba mieć portfel, by zasiąść nad filiżanką najwspanialszej kawy na świecie? Oto dziesiątka najwyżej wycenianych ziaren.

10. Starbucks Rwanda Blue Bourbon

Tak, to nie błąd redakcyjny: kawa masowej marki też może być wyjątkowa. Rwanda Blue Bourbon to nie tylko aksamitny smak ziaren z afrykańskich wzgórz.

Numer jeden. Black Ivory, „czarna kość słoniowa”. Filiżanka tego specjału kosztuje... około 200 zł. Sporo, ale 8 proc. dochodów ze sprzedaży tej najdroższej kawy świata wspiera fundację zajmującą się ochroną słoni.

To także przedsięwzięcie o posmaku public relations. Starbucks, wspierając plantatorów w krainie wojny, pokazuje, że kupowanie kawy może się stawać międzynarodową pomocą. Cena? Około 200 zł za kilogram.

9. Mi Esperanza

Ziarna „Mojej nadziei” pochodzą z Hondurasu, wschodzącej gwiazdy na rynku kawy premium. Zazwyczaj kilogramowe opakowanie kosztuje około 320 zł, a zawdzięcza to matce naturze: specyficzna gleba i warunki klimatyczne powodują, że Mi Esperanza nie ma typowego gorzkiego posmaku, ale nie traci przy tym nuty owoców, orzechów lub czekolady.

8. Los Planes

Dekadę temu hasło Chalatenango w Salwadorze nic nikomu nie mówiło. Dzisiaj jest podobnie, ale z jednym wyjątkiem — dla kawoszy z całego świata plantacja Sergio Ticasa to obowiązkowy przystanek w podróży do jednego z najbiedniejszych rejonów Ameryki Środkowej. Sam Ticas na biedę nie narzeka, przez lata dorobił się majątku i do pomocy w gospodarstwie zatrudnił okolicznych mieszkańców. To dzięki ich pracy z Chalatenango wyjeżdża w świat niemal 40 odmian smakowych kawy. Ticas wycenia je średnio na 350 zł za kilogram.

7. Fazenda Santa Ines

100 lat — tak daleko sięga tradycja uprawy kawy przez rodzinę Pereirów, od 1979 r. zarządzającą 215 hektarami upraw w regionie Carmo de Minas w Brazylii. Bywają lata, gdy za kilogram ziaren odmiany Yellow Bourbon zapaleńcy płacą ponad 400 zł. Kusi ich wyjątkowa kompozycja smakowa naparu: na podniebieniu robi się zaskakująco słodko i owocowo.

6. Jamaican Blue Mountain

Odmiana spotykana w Polsce, ale jej ceny od lat windują Japończycy. To oni kupują około 80 proc. rocznej produkcji ziaren, dojrzewających na zboczach jamajskich Gór Błękitnych. Azjaci chętnie przełykają cenę 400 zł za kilogram, bo Blue Mountain to obietnica łagodnego smaku i cudownie zrównoważonego aromatu.

5. Molokai

Molokai to nic innego jak zwyczajna wyspa na Hawajach. A Hawaje to wulkany i XIX-wieczna niemiecka kolonizacja. Plantację na ledwie 2 km kwadratowych założył Rudolph Wilhelm Meyer, niemiecki handlarz, niedoszły poszukiwacz złota. Szybko się przekonał, że wulkaniczne gleby wyspy wydają obfite owoce. Dziś Amerykanie uważają arabikę z Molokai za jedną z najlepszych kaw świata. Bez wahania wykupują ją na pniu, płacąc 110 dolarów (440 zł) za kilogram.

4. St. Helena Coffee

— Jedyne, co jest dobre na Świętej Helenie, to kawa — miał mawiać Napoleon Bonaparte, który dokonał żywota na tej atlantyckiej wyspie. Ziarna kawy z Jemenu, odmiany Bourbon, zawlekł tam w 1733 r. ówczesny właściciel wyspy — brytyjska The East India Company. I to był świetny pomysł, bo kawa w klimacie Św. Heleny dostaje niesamowitego kopa. Zapłaćcie państwo 640 zł za kilogram, to przekonacie się na własnej skórze (języku), jak to jest być Napoleonem.

3. Kopi Luwak

Oto jeden z majstersztyków marketingu XXI w. Przyjeżdża z Indonezji. Tam niemal każdy słyszał o niby lisie, trochę psie, a po części kocie — czyli o łaskunie muzangu, inaczej zwanym cywetą. I o tym, co kryją jego odchody. Łaskun grasuje na plantacjach kawy, a z jej ziaren, wybranych z rezultatów trawienia zwierzęcia, powstaje najsmaczniejsza (ponoć, choć są i tacy, którzy nią gardzą) i jedna z najdroższych (z pewnością) kawa świata. Paradoks? Oczywiście, w końcu w naukowym żargonie łaskun to Paradoxurus hermaphroditus.Niestety, nie wiemy, jak po łacinie brzmi: 2 tys. zł za kilogram.

2. Hacienda La Esmeralda

Panama, odmiana Gesha i rodzina Petersonów wywodząca się od byłego prezesa Bank of America. Ta trójka powinna mówić sama za siebie. Esmeralda od kilkunastu lat rządzi i dzieli we wszelkich konkursach wyłaniających najsmaczniejszą kawę świata. Zdaniem niektórych smakuje tak delikatnie, jak jaśminowa herbata, z wyraźnym aromatem cytrusów, szczególnie mandarynki. Kosztuje aż 2,8 tys. zł za kilogram i choć pewnie nie jest siedem razy smaczniejsza niż najlepsza Blue Mountain, to po prostu jest „naj”. Dlatego ma taką cenę na metce.

1. Black Ivory

Phi, co tam jelita łaskuna! W Tajlandii obrotni ludzie postawili na wypróżnienia… 20 słoni. Ich kwasy trawienne łamią kawowe proteiny. Rezultat? Kawa traci gorycz, a zyskuje wartość. Przepis jest prosty: ziarna trafiają do słoniowych wnętrzności na 15-70 godzin. Potem zaczyna się polowanie na chwilę słabości wielkiego ssaka. Efekty polowań są raczej średnie, bo przez to, że część ziaren jest przeżuta, a część trafia w krzaki, to z 33 kilogramów zjedzonych owoców udaje się zebrać jedynie kilogram dla smakoszy. Ale za to sprzedaje się go za 4 tys. zł. Rachunek wystawia przedsiębiorczy Kanadyjczyk, niejaki Blake Dinkin. &

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: KAROL JEDLIŃSKI

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Po godzinach / Kofeinowe objawienia