Na początku kwietnia władze Poznania podpiszą umowę na budowę spalarni w formule partnerstwa publiczno-prywatnego (PPP) z firmą Sita Zielona Energia, której udziałowcami są Sita Polska (podmiot zależny koncernu Suez Environnement) oraz Marguerite Waste Polska (z portfela funduszu inwestycyjnego Marguerite Fund).
Wartość prac przekracza 725 mln zł. Doświadczenia Poznania zbierze resort rozwoju regionalnego i opublikuje podręcznik dedykowany innym projektom w PPP. Będzie to obowiązkowa lektura dla Łodzi i Gdańska.
— W tym roku zostanie ogłoszone postępowanie na wybór partnera prywatnego. Wiemy już, że to żmudny proces, dlatego chcemy je zainaugurować jak najszybciej — mówi Marek Cieślak, wiceprezydent Łodzi. Poznań ogłosił postępowanie na początku 2011 r. — Mam nadzieję, że — dzięki doświadczeniom stolicy Wielkopolski — uda nam się proces przeprowadzić szybciej — mówi Marek Cieślak.
Miasto ma tego samego doradcę — Ernst & Young, który pomoże także wybrać najlepszą technologię. Spalarnia, do której będzie trafiać 200-250 tys. ton odpadów rocznie, pochłonie 600-800 mln zł. Miasto raczej nie skorzysta z unijnej dotacji. Podobnie będzie z Gdańskiem, który postępowanie na wybór partnera do budowy i zarządzania spalarnie chcą ogłosić na przełomie 2013-14 r. — Jesteśmy dwa kroki za Łodzią. W drugim kwartale ogłosimy przetarg na doradcę, który będzie potrzebowałczasu na ułożenie biznesu — mówi Wojciech Głuszczak, prezes Zakładu Utylizacyjnego w Gdańsku. Spalarnia będzie likwidować pozostałości po sortowaniu odpadów.
— Musimy porozumieć się z gminami i zagwarantować sobie strumień odpadów przez 25-30 lat — mówi Wojciech Głuszczak. Gdańsk chciał zawrzeć porozumienie z dziewięcioma zakładami zajmującymi się przetwarzaniem odpadów, ale na razie udało się z pięcioma. Instalacja może być więc mniejsza (na 150 tys. ton rocznie) i kosztować mniej niż 700 mln zł. Miasto wybierzetaką samą technologię jak Poznań. Eksperci nie martwią się o brak chętnych.
— Można się spodziewać dużej konkurencji między oferentami i to jest korzystne dla strony publicznej. Zwłaszcza w czasie spowolnienia gospodarczego — taki długoterminowy kontrakt z wiarygodnym partnerem, jakim niewątpliwie jest podmiot publiczny, jest atrakcyjny dla firm prywatnych. To było widać w Poznaniu, sądzę, że podobnie będzie w Łodzi i później w Gdańsku oraz na Śląsku (inwestycja Górnośląskiego Związku Metropolitalnego) — mówi Bartosz Mysiorski z Fundacji Centrum PPP. Jego zdaniem, brak unijnych dotacji wcale nie musi być przeszkodą. Przeciwnie, może spowodować, że projekty PPP będą łatwiejsze w przygotowaniu.
— Gdyby powstał tzw. PPP pipeline — harmonogram, kiedy, gdzie i jakie projekty PPP będą ogłaszane na przestrzeni trzech lat — zainteresowanie ze strony globalnych graczy PPP byłoby zdecydowanie większe. A większe zainteresowanie to większa konkurencja, to wysoka jakość i niższe ceny — uważa Bartosz Mysiorski.