Indeksy spadały niemal przez cały dzień, goszcząc w zielonej strefie tylko przez kilka minut. Tym samym Wall Street wpisała się w ogólnoświatowy trend spadkowy wywołany głównie obawami o globalne spowolnienie gospodarcze i sytuację w finansach części państw strefy euro i Stanów Zjednoczonych.

Na finiszu poniedziałkowej sesji indeks Dow Jones IA notował przecenę rzędu 2,37 proc., wskaźnik S&P500 spadał o 2,85 proc. zaś Nasdaq tracił 3,29 proc.
Opublikowane dane makro, choć zaskoczyły pozytywnie, jedynie na moment dały nadzieję, na zmianę niekorzystnej tendencji. We wrześniu 2011 r. indeks ISM dla amerykańskiego przemysłu wzrósł nieoczekiwanie do 51,6 pkt. Analitycy oczekiwali tymczasem spadku do 50,3 pkt wobec 50,60 pkt. miesiąc wcześniej. Lekkim optymizmem powiało z rynku budowlanego. Wydatki na inwestycje budowlane w sierpniu zwiększyły się o 1,4 proc. Prognoza zakładała spadek w ujeciu miesięcznym o 0,3 proc.
Podaż zdominowała sektor wydobywczy i paliwowy. Wszystko przez spekulacje, że w najbliższym czasie spadnie popyt na syrowce, takie jak ropa i miedź, co znalazło już swoje odzwierciedlenie w ich mocnej przecenia. Towarzyszyła temu korekta notowań m.in. takich gigantów jak koncernu Alcoa, największego amerykańskiego producenta aluminium.
W mocnej czerwieni toczył się również handel akcjami banków. Szczególnie słabo prezentował się Citigroup, któremu grozi trzecia od 2004 r. kara w Japonii.
Jedną z niewielu jasnych „gwiazd” sesji były walory Yahoo. Popularny portal i wyszukiwarka internetowa stała się obiektem deklaracji ze strony Alibaba Group Holding, że koncern jest zainteresowany przejęciem sieciowego giganta.