Komedie najlepsze w czasach kryzysu

PAP
22-03-2009, 09:37

W okresie kryzysu gospodarczego zmniejszy się w Polsce produkcja filmów bardzo ambitnych, smutnych i poważnych, wzrośnie natomiast liczba produkcji rozrywkowych, jak komedie czy filmy taneczne - oceniają w rozmowach z PAP znani polscy producenci filmowi.

Kryzys gospodarczy może sprzyjać kinu komercyjnemu - uważają producenci.

Przewidują też, że w czasie kryzysu liczba widzów w polskich kinach wcale się nie zmniejszy, lecz przeciwnie - wzrośnie.

Andrzej Saramonowicz, producent komedii "Lejdis" i "Idealny facet dla mojej dziewczyny", zauważył - powołując się na badania frekwencji w polskich kinach - że w ciągu pierwszych dwóch miesięcy 2009 r. widzów w kinach było więcej, niż w analogicznym okresie w roku ubiegłym.

"Z tego, co obserwuję, kryzys nie wpływa na to, by mniej ludzi chodziło do kin - chodzi nawet więcej. Jest zbyt wcześnie, by wyciągać wnioski. Ale być może można powiedzieć, że kryzys służy kinu? Ludzie - nie mogący pozwolić sobie na różne dobra konsumpcyjne, na które wcześniej mogli sobie pozwolić - uciekają bowiem w rozrywkę" - powiedział PAP Saramonowicz. "Podobnie było w momencie wielkiego kryzysu w Stanach Zjednoczonych w 1929 roku" - przypomniał.

Także Michał Kwieciński, szef znanej firmy producenckiej Akson Studio i reżyser filmowy, jest zdania, że kryzys gospodarczy może sprzyjać kinu - ale tylko rozrywkowemu, komercyjnemu.

Produkcja filmów komercyjnych w Polsce w okresie kryzysu będzie rozwijać się bardzo sprawnie - uważa Kwieciński. "Nie przewiduję tutaj zapaści na rynku. Przeciwnie. Będzie teraz powstawało bardzo dużo komedii, na przykład romantycznych, a także filmów muzycznych" - ocenił w rozmowie z PAP.

"W latach trzydziestych, w czasie wielkiego kryzysu w Ameryce, ludzie chętnie chodzili do kina, a filmy rozrywkowe święciły prawdziwe triumfy. Przypuszczam, że i my pójdziemy tą drogą" - powiedział Kwieciński.

Szef Akson Studio spodziewa się natomiast, że w okresie kryzysu może wystąpić poważny zastój na rynku produkcji niekomercyjnych - filmów bardziej ambitnych, poważniejszych. "Jeżeli chodzi o kino niekomercyjne, mam obawy, że napotka ono teraz trudności. Producenci będą obawiali się, że w czasie kryzysu ludzie nie wybiorą się do kin na filmy smutne" - tłumaczył Kwieciński.

Również w ocenie Saramonowicza ludzie w okresie kryzysu będą chodzili do kin na komedie, filmy wesołe, z optymistycznym przekazem, chętniej niż na dramaty. "Tak jest zresztą zawsze. Tak zwane kino artystyczne - mówię tak zwane, bo często z artyzmem nie ma nic wspólnego - gromadzi w Polsce bardzo mało widzów. Takie filmy kosztują średnio ok. 4-6 mln złotych, a przychodzi na nie maksimum 100-150 tys. osób. Siłą rzeczy, muszą więc przynosić straty" - powiedział Saramonowicz.

Dyrektor Wytwórni Filmów Dokumentalnych i Fabularnych w Warszawie, bardzo doświadczony producent filmowy Włodzimierz Niderhaus, obawia się efektów, jakie wywrze na polską produkcję filmową kryzys gospodarczy. Jak powiedział, ma obawy co do budżetów przyszłych, dopiero planowanych filmów. "To będą trudne pieniądze do zdobycia" - ocenił.

"Oczywiście Polski Instytut Sztuki Filmowej ma swój budżet. I jeżeli eksperci Instytutu uznają te projekty za interesujące, można liczyć na pierwszą połowę budżetu. Natomiast ta druga połowa - będzie trudna do zdobycia" - spodziewa się Niderhaus. Na owe drugie połowy budżetów filmów fabularnych składają się np. środki przekazywane przez prywatne firmy, stacje telewizyjne - przypomniał.

Telewizja Polska bardzo ograniczyła swój wkład finansowy w budżety filmów fabularnych, podając jako argument brak pieniędzy - zwrócił uwagę Niderhaus. Także Michał Kwieciński ubolewa, że "TVP wycofała się praktycznie zupełnie z finansowania tego typu filmów - a było to bardzo ważne źródło dopełniające fundusze uzyskiwane z PISF".

Andrzej Saramonowicz zauważył natomiast, że "przemysł filmowy oznacza zawsze wysokie ryzyko - ale jednocześnie jest przemysłem mogącym generować szybkie i duże zyski".

"W przypadku, gdy inne pola eksploatacji inwestorów stają się bardzo ryzykowne - a dzisiaj się stają - być może rozwiązaniem dla inwestorów byłoby szersze wejście na rynek filmowy? Wydaje mi się, że takie tendencje powoli się pojawiają. Potencjalnie kino - w momencie, gdy inne rzeczy się nie udają - może być dobrym źródłem zarabiania pieniędzy" - zaznaczył Saramonowicz.

Jeśli chodzi o aktualne projekty filmowe - realizowane już od jakiegoś czasu - Niderhaus, Saramonowicz i Kwieciński nie odczuwają obaw.

"Mam szereg produkcji, które rozpocząłem i które mają budżety już zamknięte. Kryzys zatem na te budżety nie wpływa" - powiedział PAP Niderhaus. Jak tłumaczył, obecnie produkuje pięć filmów fabularnych, na które pieniądze są już pozyskane.

To, jak wymienił Niderhaus, "Generał Nil" w reżyserii Ryszarda Bugajskiego - o gen. Emilu Fieldorfie "Nilu", dowódcy Kedywu Komendy Głównej Armii Krajowej, który po wojnie został stracony w Polsce przez komunistów (film będzie miał premierę 17 kwietnia), polsko-czeska koprodukcja "Operacja Dunaj" w reżyserii Jacka Głomba - o inwazji wojsk Układu Warszawskiego na Czechosłowację w 1968 r. (jedną z ról w tym filmie gra Jirzi Menzel), "NN" Feliksa Falka - którego akcja rozegra się we Wrocławiu tuż po wielkiej powodzi z 1997 r., "Różyczka" Jana Kidawy-Błońskiego - inspirowana biografią pisarza Pawła Jasienicy, prześladowanego w PRL za działalność opozycyjną, oraz "Galerianki" Katarzyny Rosłaniec - o czternastoletnich dziewczynkach szukających w centrach handlowych mężczyzn - "sponsorów".

Andrzej Saramonowicz przyznał, że nie odczuwa skutków kryzysu gospodarczego. "Właśnie założyłem nową firmę producencką - San Graal. Będę w niej również tworzyć filmy i seriale, ale samodzielnie, już bez Tomasza Koneckiego" - powiedział PAP. "Nie mam też większych problemów z funduszami, bo inwestorzy chętnie proponują mi swoje wejście w produkcję filmową. Jestem więc pełen optymizmu, jeśli chodzi o przyszłość mojej nowej firmy. Obecnie pracuję nad trzema projektami - serialem i dwoma filmami fabularnymi" - opowiadał Saramonowicz.

Michał Kwieciński produkuje aktualnie fabularny film kinowy Jana Jakuba Kolskiego "Wenecja", na motywach opowiadań Włodzimierza Odojewskiego. Jego budżet został zamknięty około dwóch tygodni temu - powiedział PAP Kwieciński. Szef Akson Studio ma także w produkcji fabularną "Joannę" Feliksa Falka. O ten projekt Kwieciński jest spokojny. "Ten film ma dość niski budżet. Poza tym dostałem już dotację z PISF" - tłumaczył.

Jednocześnie Kwieciński przypuszcza, że z pewnych typów filmów, na przykład o sprawach wojennych, będzie musiał - z uwagi na kryzys - w najbliższym okresie niestety zrezygnować, ponieważ obawia się, iż nie zdobędzie wystarczającej ilości środków, żeby "złożyć" budżety takich filmów.

Joanna Poros (PAP)

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: PAP

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Gospodarka / Komedie najlepsze w czasach kryzysu