Komentarz Adama Sofuła: Karkołomny plan

Adam Sofuł
18-12-2008, 07:45

Polska polityka toczy się według recepty Hitchcocka — najpierw trzęsienie ziemi (czyli weto), a teraz napięcie narasta: która frakcja w SLD zwycięży — czy opowiadający się za odrzuceniem weta Wojciech Olejniczak, czy też Grzegorz Napieralski, który jest za zakończeniem żywota rządowego projektu w sprawie pomostówek.

Jeszcze chyba nigdy wewnętrzne spory jednej (nie największej już) partii nie były z taką uwagą i z takim napięciem śledzone przez setki tysięcy potencjalnych wcześniejszych emerytów. Jednak w tym politycznym thrillerze (a może raczej tragikomedii) nie mogło zabraknąć niespodziewanych zwrotów akcji. I oto rząd obwieszcza, że ma plan B. To zwrot nieoczekiwany, bo polscy politycy przyzwyczaili nas przez lata do tego, że mają tylko plan A. I to też nie najlepszy. Jaki jest więc plan B? Karkołomny.

Według nieoficjalnych informacji (bo oficjalnie nikt do niczego się nie przyznaje) rząd chce przyznawać emerytury pomostowe (tym, którzy są uprawnieni) rozporządzeniem, tak jak obecnie w wyjątkowych przypadkach przyznaje się emerytury specjalne. Zaleta takiego rozwiązania jest oczywista: prezydent nie może zawetować rozporządzenia. Wadą — że w tym trybie przyznaje się emerytury imiennie, co może oznaczać konieczność wydania tysięcy stosownych rozporządzeń. Jeżeli więc jeszcze niedawno rząd szczycił się legislacyjną rewolucją październikową, to w przyszłym roku przy przyjęciu takiego scenariusza czekałaby nas chyba Wiosna Ludów. Takie rozwiązanie to wyraz desperacji rządu, który nie chce najwyraźniej przejść do historii jako rząd, który zdecydował się na ostateczne rozwiązanie kwestii wcześniejszych emerytur, a jednocześnie nie chce rezygnować z ograniczenia przywilejów. Powrót do dyskusji o ustawie o pomostówkach nie ma większego sensu, bo jej rezultaty byłyby podobne do obecnych. Chwyta się więc sztuczek prawnych, by ratować, co się da. Nie pierwszy raz zresztą, bo zawetowana wcześniej komercjalizacja szpitali też ma być realizowana za pomocą rozporządzeń.

Rozporządzenia to wyjście sprytne, ale ryzykowne, i to z kilku powodów. Po pierwsze dlatego, że przyznawanie emerytur decyzją premiera jest rozwiązaniem prowizorycznym (załóżmy, że jest możliwe i że to nie premier zostanie obarczony obowiązkiem wyliczania świadczeń). W założeniach taki system miałby funkcjonować do 2010 roku, czyli do wyborów prezydenckich. I tu problem — nie wiemy, kto wygra te wybory (chociaż możemy się domyślać, kto je przegra). Nowy prezydent będzie prawdopodobnie przychylniejszy ograniczeniu przywilejów emerytalnych, ale gwarancji nie ma. Po drugie, coraz liczniejsze próby rządzenia za pomocą rozporządzeń, z pominięciem parlamentu (intencją jest ominięcie prezydenckiego weta, ale skutkiem jest też mniejsza rola parlamentu), tworzą dość niebezpieczną praktykę ustrojową. Być może ograniczenie kompetencji parlamentu (np. wiele parlamentów nie ma inicjatywy ustawodawczej) nie byłoby niczym złym, tyle że lepiej, by takie rozwiązania były poprzedzone debatą konstytucyjną, a nie wprowadzane z marszu. W klinczu, w jakim znalazł się rząd, rządzenie rozporządzeniami może być jedynym wyjściem na przeforsowanie chociażby części swoich pomysłów. Ale Donald Tusk nie powinien się przywiązywać do takiego modelu sprawowania władzy.

Adam Sofuł

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Adam Sofuł

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Komentarz Adama Sofuła: Karkołomny plan