Komentarz Adama Sofuła: Szorstka nieprzyjaźń

Adam Sofuł
23-10-2007, 09:05

Platforma Obywatelska wysączyła ostatnie kropelki szampana i może się teraz zastanowić, co zrobić z władzą, którą powierzyli jej wyborcy.

Wbrew pozorom ma twardy orzech do zgryzienia, i to z kilku powodów. Pierwsze powyborcze komentarze mówiły o tym, że PO znokautowała PiS, ale to przesadna ocena. Nikt wprawdzie nie spodziewał się aż takiej przewagi, ale poparcie dla PO okazało się zbyt małe, by partia ta mogła rządzić samodzielnie, a to oznacza konieczność zawiązania koalicji. Naturalnym partnerem wydaje się Polskie Stronnictwo Ludowe (o ile po wydarzeniach sprzed dwóch lat możemy w ogóle mówić o naturalnych partnerach koalicyjnych), ale dotychczas ta partia okazywała się dość kłopotliwym koalicjantem. Nie będą to więc rządy usłane różami.

Tezy o nokaucie PiS nie potwierdzają wyniki uzyskane przez tę partię — po dwóch latach rządów zdobyła ona około dwóch milionów głosów więcej niż w poprzednich wyborach. Tego nie można lekceważyć. O ile Platforma zyskała od wyborców legitymację do tworzenia koalicji rządowej, o tyle PiS zyskało mandat, by być silną i liczącą się opozycją. Co więcej, nie będzie to opozycja osamotniona, bo wesprze ją prezydent Lech Kaczyński, który podczas kampanii wyborczej udowodnił, że oddanie legitymacji partyjnej PiS było dlań jedynie formalnością. PiS wprawdzie nie będzie dysponowało 184 głosami potrzebnymi do zablokowania odrzucenia prezydenckiego weta, ale z drugiej strony spodziewana koalicja PO-PSL też nie będzie miała 276 głosów, które dawałyby pewność odrzucenia takiego weta. Języczkiem u wagi stanie się LiD, który mimo niechęci do PiS, niekoniecznie musi w każdej sprawie wspierać rząd. Przynajmniej nie za darmo.

W stosunkach między głównymi ośrodkami władzy po „szorstkiej przyjaźni” i „szczerym braterstwie” wchodzimy znowu w okres kohabitacji, w którym rząd i prezydent będą stały po przeciwnych stronach politycznej barykady. Biorąc pod uwagę to, że obecny prezydent będzie walczył za trzy lata o reelekcję, w której głównym konkurentem może być najpoważniejszy dziś kandydat na premiera, ta barykada raczej się zwiększy. Zwiastunem konfliktów mogą być poniedziałkowe sygnały o tym, że prezydent chce zachować wpływ na obsadę niektórych resortów. A to z pewnością niejedyny i nie największy konflikt jaki pojawi się między dwoma ośrodkami władzy.

Od jutra idziemy do ciężkiej roboty — zapowiadał w niedzielny wieczór Donald Tusk, nawiązując do słów Lecha Wałęsy na zakończenie strajku w stoczni w sierpniu 1980 r. I to daje nadzieję, że zdaje sobie sprawę z politycznych ograniczeń, jakie go czekają, i że wyciągnie wnioski z porażki PiS. A rząd pod jego kierownictwem skoncentruje się nie na rozliczaniu rządów PiS, ale na realizacji rozbudzonych podczas kampanii nadziei.

Adam Sofuł

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Adam Sofuł

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Komentarz Adama Sofuła: Szorstka nieprzyjaźń