Czternasty premier beznumerowej Najjaśniejszej Rzeczypospolitej poszedł
jednak po bandzie i czasowo przebił wszystkich poprzedników, co przypominamy w
tabelce. Niniejszy komentarz ma 2,2 znormalizowanej strony (4000 znaków ze
spacjami), co i tak wystawia wytrzymałość czytelnika na ciężką próbę. Gdy w
piątek rano dostałem exposé na 56 stronach — aż mnie świerzbiło, żeby wziąć
flamaster i ciąć. Co byłoby czynnością i tak bez sensu, jako że Donald Tusk
wykonał 185-minutowy utwór „na motywach powieści”. Natychmiast pojawiły się
porównania do mów Fidela Castro, ale mnie technicznie skojarzyło się to z
homiliami Jana Pawła II, kiedy również staraliśmy się na bieżąco nanosić
poprawki na tekście udostępnionym, zwłaszcza dialogi z wiernymi. Tusk na sali
prowadził spontaniczne dialogi jedynie z niewiernymi, czyli z docinającymi mu
posłami PiS i LiD, a tak naprawdę przemawiał do Polaków. Exposé stało się
suplementem do kampanii wyborczej i wyrównało czas antenowy, którego podział
telewizja publiczna rażąco zniekształcila na korzyść PiS, co obnażył raport
OBWE. Tusk dokonał symbolicznej zemsty kibica Lechii Gdańsk za przerwanie
transmisji z jej meczu dla zrelacjonowania konwentyklu PiS w dzielnicy
Krzysztofa Putry...
Słuchając exposé można było bez pudła trafić , w których momentach
występuje wizjoner Tusk, a kiedy premier staje się jedynie lektorem
podrozdziałów wsta-wionych mu przez resorty — zwłaszcza, gdy w kilku kwestiach
gospodarczych przemówił najczystszym inżynierem Pawlakiem. Mimo prób redakcyjnej
unifikacji nie dało się tego uniknąć. Wyjściem bardzo racjonalnym, ale
niezastosowanym, byłoby… wyrzucenie całej części resortowej i odesłanie do
pierwszych konferencji prasowych ministrów. Dlatego gdyby do exposé odnieść
terminologię wojskową, to pomieszało ono szczeble dowodzenia — dotyczyło
strategii, ale schodziło na poziom operacyjny, a momentami zajmowało się
taktyką, i to nie pododdziału, lecz pojedynczego żołnierza — czego przykładem
był np. wątek... języka migowego.
Porównywanie programu rządu do realiów pola walki jest zasadne, chociaż
lejtmotywem Donalda Tuska stała się budująca narodowa zgoda oraz zaufanie,
odmienione 44 razy. Gdyby premier dokonał zapożyczenia z pamiętnego orędzia
biskupów polskich do niemieckich, całe emocjonalne exposé mógłby zatytułować
„Ufamy i prosimy o zaufanie”. W tytule chłodnego komentarza dziennikarskiego
muszę jednak dokonać modyfikacji — na razie to tylko wysoko oprocentowany
kredyt. Jego spłacanie trafi na warunki znacznie trudniejsze, niż miało
zaciąganie. Na stronach 4-5 rozpoznajemy cztery główne rafy na kursie kapitana
Tuska. A oprócz nich zagrażają dryfujące góry lodowe, zdradziecko zatapiające
nie tylko wiek temu „Titanica”, ale i statki współczesne — wycieczkowiec
„Explorer” poszedł na dno oceanu akurat w dniu naszego exposé.
Arytmetyczny wynik odłożonego na sobotę głosowania nad wotum zaufania
(patrz u góry strony) był bardzo zbliżony do uzyskanego 19 lipca 2006 r. przez
gabinet Jarosława Kaczyńskiego (240:205). Pytałem prominentów SLD i SdPl, czemu
właściwie klub LiD wcisnął nie żółte guziki wstrzymania się (efekt prawny byłby
taki sam), lecz czerwone przeciwko wotum — czyli tak jak PiS. Odpowiedź
brzmiała: gdyby tak Tusk przyszedł, pogadał… Później zapytałem o to samo
premiera, ale on się akurat wynikowi nie dziwił. Stwierdził, że PiS i LiD mają
etatystyczną wizję państwa, tak różną od jego pragnień uwolnienia ludzkiej
aktywności, że ich wspólnota jest całkowicie naturalna. A skoro już
wspomnieliśmy osobę byłego premiera Jarosława Kaczyńskiego, to na sąsiedniej
stronie cytujemy kilka jego myśli wygłoszonych po exposé. Owe konstrukcje słowne
potwierdzają to, co zawsze przypuszczałem — że prezes PiS jest inteligentny, ale
inaczej.