Komentarz Jacka Zalewskiego: Oda do przyszłości

Jacek Zalewski
09-05-2008, 07:55

Niemal cała Europa świętuje 9 maja — od  Cabo da Roca w Portugalii, czyli najbardziej wysuniętego na zachód przylądka naszego kontynentu, aż do symbolicznego słupa granicznego na Uralu, od którego zaczyna się Azja.

Dostrzegalna jest tylko subtelna różnica w sposobie świętowania. Po stronie unijnej odbywają się (ze względów praktycznych — głównie w sobotę) radosne parady w 58. rocznicę ogłoszenia przez francuskiego wizjonera Roberta Schumana deklaracji uznanej za akt założycielski jednoczącej się Europy. Za to przez Plac Czerwony w Moskwie przetoczą się rakiety i antyrakiety dla uczczenia 63. rocznicy zwycięstwa Związku Radzieckiego w Wielkiej Wojnie Ojczyźnianej 1941-45. No cóż, każdy świętuje, jak umie i lubi.


Polska od czterech lat ma szczęście znajdować się w strefie niebieskich baloników i złotych gwiazdek, a nie chrobotu czołgowych gąsienic przed mauzoleum Lenina. W tym roku szczególnym akcentem obchodów Dnia Europy jest dialog międzykulturowy — będą tańce różnych narodów, europejskie karaoke i inne tego typu igrzyska. W niczym nie umniejszając znaczenia tych widowiskowych wątków, zwłaszcza dla proeuropejskiego i tolerancyjnego wychowania młodzieży, wypada jednak chwilę się zastanowić, gdzie Polska znajduje się jako państwo zaliczające się do unijnej wielkiej szóstki.


Trudno nie uciec od takich refleksji zwłaszcza po zapaleniu przez Komisję Europejską zielonego światła do strefy euro dla Słowacji (patrz także felieton europosła Lewandowskiego na sąsiedniej stronie). 1 maja 2004 r. siedem nowych państw członkowskich Unii Europejskiej z byłego obozu moskiewskiego — pozostała trójka, czyli Słowenia, Cypr i Malta, już w punkcie startowym znajdowała się na znacznie wyższej półce PKB na mieszkańca — miało idealnie równe szanse. Gdyby wtedy przyjmowano zakłady, kto ze wschodnioeuropejskiej siódemki pierwszy wprowadzi euro — bukmacherzy zdecydowanie najwięcej płaciliby za obstawianie siermiężnej Słowacji. A jednak!


Niedawno w Bratysławie usłyszałem anegdotkę — którą podaję na odpowiedzialność kolegów ze słowackich mediów — że premier Robert Fico starał się, by Europejski Bank Centralny wyemitował również banknoty o nominałach jednego i dwóch euro, które funkcjonowałyby obok monet. Argumentował, że Słowacy są znacznie biedniejsi od obywateli państw z twardego jądra Unii Europejskiej i takimi małymi nominałami będą operowali statystycznie znacznie częściej, co w postaci monet fizycznie obciąży ich kieszenie. Bank rzecz jasna odpowiedział odmownie, zalecając Słowacji upowszechnienie obrotu bezgotówkowego...


Członkostwo w Unii Europejskiej przypomina jazdę w kolarskim peletonie. Stawka 27 zawodników podzielona jest na kilka grupek, w których trwają nieustanne przetasowania. Na przykład w czołówce przyjęta do Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej dwadzieścia dwa lata temu Hiszpania już przeskoczyła w PKB na mieszkańca jednego ze współzałożycieli wspólnoty — Włochy. My pedałujemy w ostatniej, pościgowej grupce, z której pojedynczy zawodnicy systematycznie będą śladem Słowacji odskakiwać do przodu. Na razie zdecydowanie za nami jadą Bułgaria i Rumunia, ale sytuacja jest dynamiczna. Obyśmy się nie obudzili w sytuacji, gdy za Polską będzie się telepał już tylko autobus z napisem „Koniec wyścigu”.

Jacek Zalewski, j.zalewski@pb.pl

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / Komentarz Jacka Zalewskiego: Oda do przyszłości