Wydaje się, że sytuacja gospodarki amerykańskiej jest gorsza niż się powszechnie wydaje. W komentarzach amerykańskich analityków padło ostatnio słowo: recesja. Także komentatorzy telewizyjni starają się przekonać widzów, że to tylko spowolnienie (slowdown) a nie zapaść tej największej ekonomii. Również wypowiedzi prezesów największych amerykańskich koncernów nie napawają optymizmem. Ci na dole (tj. zarządzający firmami) najszybciej odczuwają zmiany rytmu w jakim pulsuje ich biznes. Ci na górze z kolei (administracja) posiadając znacznie więcej informacji potrafią ogarnąć krajową gospodarkę z większej perspektywy. Obniżka podstawowych stóp procentowych o 0,5 punktu proc. czyli o 1 punkt proc. w ciągu zaledwie miesiąca - może świadczyć tylko i wyłącznie o gwałtownych działaniach administracji amerykańskiej zmierzających do szybkiego pobudzenia gospodarki. Obniżka stóp procentowych to głównie obniżenie kosztów kredytu a tym samym zachęcenie firm do zwiększania inwestycji. Posunięcie takie ma także na celu przekierowanie strumienia oszczędności z lokat bankowych właśnie na rynek kapitałowy.
Przypomnijmy regułę kupna akcji na rynku amerykańskim zgodnie z teorią M. Zweiga:
Jeśli podstawowa stopa kształtuje się poniżej 8%, sygnał zakupu akcji wystąpi po pierwszym jej obniżeniu. Natomiast jeśli stopa procentowa kształtuje się powyżej 8% sygnał kupna akcji następuje po jej jednorazowym obniżeniu o jeden punkt proc. lub też po dwóch kolejnych obniżkach.
Zgodnie z tą teorią inwestorzy w USA powinni szturmem przystąpić do zakupów akcji. Tymczasem wczorajsza sesja na Wall Street w niczym nie przypominała takiego zachowania. Wręcz przeciwnie – deprecjacje Nasdaqa i minimalny wzrost Dow Jonesa świadczą o tym, że rynek wcześniej zdyskontował już tą informację lub też o tezie zaprezentowanej w pierwszym zdaniu tego komentarza. Na akcjogramach obu indeksów pojawiły się wczoraj negatywne ostrzeżenia: doji na DJIA i gwiazda wieczorna na Nasdaq.
kliknij na wykres aby go powiekszyć
Jeśli rzeczywiście rynek wcześniej zdyskontował informację o obniżce stóp - to efekt stycznia w pierwszym roku nowego tysiąclecia był mało imponujący.
Przypomnijmy, że zgodnie z teoria Kondratiewa, na rok 2000 powinien przypaść dołek 52 letniego cyklu koniunkturalnego. Tymczasem wydaje się, że gospodarka amerykańska dopiero zaczyna spowalniać tempo wzrostu. Moim zdaniem przesunięcie takie wynika z polityki gospodarczej prowadzonej przez B. Clintona w ciągu jego dwukrotnej prezydentury. Był to jak wiemy niezwykle udany okres dla gospodarki amerykańskiej. Cóż kiedyś należy zapłacić ceną za 8 lat tłustych. Z tym właśnie problemem będzie się borykać administracja nowego gospodarza Białego Domu. Przypomnijmy jeszcze 4 letni cykl prezydencki, w rytmie którego faluje Wall Street: pierwsze 18 miesięcy po objęciu stanowiska przez nowego prezydenta rynek przejawia tendencję spadkową. Ostatnie dwa lata jego prezydentury charakteryzuje z kolei silna tendencja wzrostowa. Z uwagi na dwukrotny wybór poprzedniego prezydenta cykl ten został nieco naruszony, aby, moim zdaniem, teraz odrobić zaległości z 1997 r.
kliknij na wykres aby go powiekszyć
Dokładając do tego jeszcze teorię S. Bennera, która sprawdzała się całkiem dobrze przez większość poprzedniego stulecia otrzymujemy dwa ważne fakty: szczyt rynku finansowego powinien wystąpić w 2000 r. a najbliższe jego dno w 2003 r. Zdaję sobie sprawę z tego, że wygląda to mało optymistycznie. Należy jednakże pamiętać, że posunięcia FEDu będą miały wpływ na gospodarkę amerykańska dopiero po pewnym czasie tzw. okresie dostosowawczym i dopiero wtedy będziemy mogli ocenić ich słuszność.
Jak widać po otwarciu dzisiejszych notowań w Europie i Warszawie – wczorajsza decyzja FEDu została przyjęta dość chłodno. Należy pamiętać, że w określonych sytuacjach giełdy reagują z opóźnieniem na pozytywne informacje z makroekonomicznego otoczenia gospodarczego. Jeśli w ciągu najbliższego czasu nie zaobserwujemy szybkiej aprecjacji notowań na podstawowych giełdach naszego globu, to najprawdopodobniej oznaczać to będzie koniec lat tłustych.
Krzysztof Borowski