Maksymilian Klank, szef Kompanii Węglowej, zabrał się za porządki kadrowe. Już dwie kopalnie straciły swoich dyrektorów.
Szef największego koncernu węglowego w Europie postanowił nie tylko gruntownie zreformować strukturę organizacyjną, ale i kadrową. Kryterium oceny podległych mu dyrektorów zakładów wydobywczych jest jedno: będą wyniki, będzie praca. Na początek szef Kompanii Węglowej (KW) odwołał dwóch dyrektorów kopalni, które miały najgorsze wyniki finansowe. Posadę stracił Henryk Korus z KWK Jankowice w Rybniku. Na jego miejsce został powołany Wojciech Zasadni. Kopalnia zatrudnia 4,7 tys. osób. Z danych, do których dotarliśmy, wynika, że KWK Jankowice traciła na 1 tonie sprzedanego węgla prawie 70 zł, koszty wydobycia wynosiły około 160 zł, a sprzedano surowiec po 90 zł. Strata netto KWK przekroczyła 60 mln zł.
— Niedopuszczalna jest sprzedaż węgla poniżej kosztów wydobycia — ucina Maksymilian Klank.
Stanowisko stracił też Aleksander Cholewiński, dyrektor KWK Bielszowice w Rudzie Śląskiej. Jego miejsce zajął Janusz Niechwiadowicz. KWK Bielszowice sprzedawała węgiel ze stratą ponad 35 zł na tonie, a ujemny wynik netto przekroczył 30 mln zł. Kopalnia zatrudnia 4,4 tys. górników.
Prezes Kompanii Węglowej zdecydował, że dyrektorzy kopalni będą mieli większy zakres kompetencji. Jest to o tyle ciekawe, że KWK nie mają osobowości prawnej.
— Na dyrekcji kopalni będzie spoczywać odpowiedzialność za wyniki finansowe i restrukturyzację zatrudnienia — dodaje prezes Klank.
Do końca roku kopalnie mają poprawić wyniki na sprzedaży węgla. Z wstępnych danych wynika, że KW w lipcu uzyskała dodatnią akumulację (czyli różnicę między cenami zbytu i wydobycia) wynoszącą 1,09 zł. Średnie koszty wydobycia sięgnęły 126,15 zł na tonie, a zbytu — 127,24 zł.
— W sierpniu akumulacja będzie wyższa i wyniesie około 2 zł na tonie — uważa szef KW.
Wydobycie Kompanii Węglowej w lipcu wyniosło 5,1 mln ton węgla, z tego na rynek krajowy trafiło 3,8 mln ton, a na eksport 1,3 mln ton.