Kompromis trudny, lecz do utrzymania

Jacek ZalewskiJacek Zalewski
opublikowano: 2023-05-10 20:00

Kończąca się w czwartek comiesięczna sesja Parlamentu Europejskiego (PE) w Strasburgu obejmowała Dzień Europy.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Świętowanie 9 maja wyszło jednak nie tak, jak to sobie wyobrażali szefowie instytucji Unii Europejskiej. Niemiecki kanclerz Olaf Scholz w programowym wystąpieniu podobno miał objąć wspólnotowe przewodnictwo na drodze ku reformom, podbudowując przy okazji marną pozycję osobistą. Absolutnie jednak tak się nie stało, w debacie PE podkreślano brak ambicji niemieckiego rządu oraz bezbarwność i decyzyjne krętactwa samego kanclerza. Krytykę odebrał ze strony wszystkich partyjnych międzynarodówek, z wyjątkiem jego macierzystej – Sojuszu Socjalistów i Demokratów. Absolutnie nie dziwi, że pustosłowie kanclerza skrytykował także Manfred Weber, niemiecki przewodniczący Europejskiej Partii Ludowej. Nadchodzące starcie CDU/CSU z SPD w wyborach do PE w 2024 r. będzie zaledwie poligonem przed wyborami do Bundestagu w 2025 r. W każdym razie można już uznać, że właśnie w Dniu Europy wystartowała kampania przed wyborami do PE, które odbędą się najprawdopodobniej 6-9 czerwca 2024 r. (każde państwo głosuje w swoim tradycyjnym dniu tygodnia). Roczny rozbieg znamy z podwórka krajowego, wszak nasza prekampania trwa jeszcze dłużej.

Przyjeżdżając w Dniu Europy do gmachu Parlamentu Europejskiego w Strasburgu kanclerz Olaf Scholz imaginował sobie, że dzierży chroniącą wspólnotę tarczę. Jego występ zakończył się wizerunkowo raczej na tarczy. Fot. PE / Daina Le Lardic
DAINA LE LARDIC

Z polskiego punktu widzenia znacznie ważniejsze od miałkości Olafa Scholza było głosowanie PE w sprawie rozporządzenia metanowego. Stosunkiem 499:73, przy 55 europosłach wstrzymujących się i 78 nieobecnych przyjęto sprawozdanie, które będzie podstawą do dalszych negocjacji PE z ministerialną Radą UE i ustalenia ostatecznej wersji. Odbywa się to w procedurze tzw. trylogu, gdzie trzecim wierzchołkiem jest Komisja Europejska (KE). Teksty ucierane są w trójkącie podczas spotkań niewielkich liczebnie reprezentacji wszystkich instytucji, zaś z praktyki wiadomo, że około 96 proc. uzgodnionych regulacji UE przyklepują one potem na posiedzeniach plenarnych. Generalnie bardzo małe są szanse na zablokowanie czy choćby zmodyfikowanie wersji wychodzących z trylogu.

Podkreślam legislacyjne realia, ponieważ w sprawie rozporządzenia metanowego mają one istotne znaczenie. KE jest bardzo niezadowolona ze złagodzenia przez PE jej wyjściowego projektu, zaś pracami Rady UE do 30 czerwca kieruje rząd Szwecji. Niezależnie od barw partyjnych jest z definicji proekologiczny i bardzo chciałby w ostatnich dwóch miesiącach prezydencji osiągnąć sukces. Jednak raczej nie zdąży, zaś od 1 lipca półroczną pałeczkę przejmuje rząd Hiszpanii.

Rozporządzenie nakazuje redukcję emisji metanu m.in. przy wydobywaniu gazu ziemnego, jego transporcie, składowaniu oraz wykorzystaniu. Dla Polski szczególnie ważna jest część poświęcona kopalniom, ponieważ większość naszej emisji związana jest z wydobywaniem węgla kamiennego. Proponowany przez KE ostry system kar mógłby doprowadzić do przedwczesnego zamknięcia części polskich kopalń. Jednak dzięki propozycjom złożonym m.in. przez polskich europosłów pod wodzą Jerzego Buzka, wypracowanym również w dialogu z górniczymi związkami zawodowymi, udało się w PE doprowadzić do sensownego kompromisu. Przyjęta wersja ogranicza towarzyszącą wydobyciu węgla emisję metanu, bardzo szkodliwą dla klimatu, ale w sposób zgodny z duchem i literą sprawiedliwej transformacji energetycznej całej UE. Coś się wreszcie udało dzięki m.in. współpracy naszych europosłów ponad podziałami partyjnymi. Bardzo trudny do osiągnięcia kompromis jest dobry zarówno dla środowiska, jak też węglowego Śląska. Szczegółowe zapisy zachęcają do koniecznych inwestycji, ograniczających zmiany klimatyczne. Teraz zadanie utrzymania kompromisu przejmuje rząd, albowiem Rada UE to izba nie ponadnarodowa, lecz właśnie forum ścierania się konkretnych interesów 27 państw.