Komputerowa obsługa brudów

Marta Nowicka
opublikowano: 2005-08-18 00:00

Czy można zarabiać na liczeniu ubrań do prania?

Łukasz Dudziak udowadnia, że tak. Teraz tworzy system liczenia pracowników.

Latem zeszłego roku Łukasz Dudziak podjechał samochodem do myjni. Gdy stał w oczekiwaniu na czyściutkie auto, zauważył go znajomy ojca. Jego firma Prago czyści i odświeża odzież, którą oddaje w leasing. Odbiorcy dostarczają brudne lub podniszczone ubrania, firma je reperuje i pierze, a potem oddaje użytkownikom. Przedsiębiorstwo miało z tym kłopoty — uniformy są szyte na miarę i każdy jest przypisany do konkretnej osoby. Aby nie pogubić towaru, postanowili wprowadzić komputerowy system identyfikacji ubrań. Ale skąd go wziąć?

— Ty, Łukasz, znasz się na komputerach. Mam tu płytkę z Siemensa. Przejrzysz? — zapytał znajomy.

— Jasne.

I od tego się zaczęło. Na płycie nie znalazło się nic, co mogłoby być użyteczne dla firmy, ale Łukasz zaczął myśleć, jak rozwiązać problem Prago.

Miał wakacje i dużo wolnego czasu — postanowił pojeździć po firmach z branży elektronicznej i sprawdzić, jakie produkty do identyfikacji przedmiotów oferują.

— Rozmawiałem, tłumaczyłem, pytałem — nic. Nikt nic nie wie i nikt nie sprzedaje odpowiedniego sprzętu — mówi Łukasz Dudziak, właściciel RFID Experts.

Zaczęła się droga pod górkę, ale otworzyła się też ogromna szansa — skoro nikt w Polsce nie wdraża systemu elektronicznej identyfikacji produktów, to znaczy, że jest miejsce dla chętnego. Łukasz Dudziak zaczął więc szukać za granicą.

Dobre złego początki?

W internecie znalazł dwie firmy — francusko-niemiecki Tagsys RFID i amerykańskie Texas Instruments. Rozesłał maile.

— Francuzi nie odezwali się w ogóle, Amerykanie dali namiar na sprzedawcę z Wrocławia, ten z kolei na dystrybutora w Warszawie — opowiada Łukasz Dudziak.

Opisał sprzedawcy problem, ten zrobił wielkie oczy i przyznał, że Łukasz jest pierwszym klientem, który przyszedł z taką sprawą.

Okazało się, że trzeba zrobić duże zakupy. Aby system identyfikacji odzieży w pełni działał, konieczny był czytnik (300 zł), antena (najtańsza 250 EUR) i tagi, czyli elektroniczne metki wszywane w ubrania (5,5 zł). Tych maleństw musiał kupić tysiąc. Na szczęście pomogli rodzice, którzy udzielili dziecku pożyczki na start (na banki nie ma co liczyć) i Andrzej Sadłowski, kumpel z ogólniaka, obecnie student elektroniki na Politechnice Warszawskiej. We wrześniu obaj zajęli się montowaniem systemu. Łukasz zarejestrował firmę jako jednoosobową działalność gospodarczą.

— Software poszedł gładko, kłopoty pojawiły się przy uruchamianiu hardware’u. Prototyp systemu okazał się podatny na zakłócenia i miał fatalny zasięg. Jeśli tag ustawił się pod złym kątem do anteny, nie został sczytany. Zaczęliśmy się bać, że utopiliśmy pieniądze — wspomina Andrzej Sadłowski, prawa ręka szefa RFID Experts.

Ale o co chodzi?

Skonstruowali antenę w kształcie bramki, przez którą użytkownicy ubrań mieli przerzucać worki z odzieżą do serwisowania. Kiepska sczytywalność zmuszała, by przez bramkę przerzucać ciuchy pojedynczo. Bez sensu. Kolejny model anteny umieścili wiec w koszu na ubrania. Testy szły prawidłowo, ale rzeczywistość zaskrzeczała, gdy zainstalowali sprzęt u klientów.

— W garażu wrzucaliśmy ubrania do kosza i system działał. Niestety, kobiety mają uciążliwy zwyczaj składania ciuchów w kostkę, a tego antena już nie wychwytywała — śmieje się Łukasz Dudziak.

Umieszczony u klienta komputer prowadził raporty — które ubrania przeszły przez antenę. W pewnym momencie przestał jednak prowadzić dokumentację.

— Okazało się, że to sprzątaczka wyciągnęła z kontaktu wtyczkę od komputera, żeby podpiąć odkurzacz. Jak podłączyła sprzęt z powrotem, program się nie uruchomił — opowiada Andrzej Sadłowski.

Zabrali sprzęt od klientów i zaszyli się na trzy miesiące, aby przeprowadzić intensywne testy. Kupili używane urządzenia do pomiarów, znaleźli znajomego, który akurat pisał pracę magisterską z RFID (Radio Frequency Identification). Andrzej z pomocą podręczników konstruował kolejne anteny.

— Większość robiłem metodą prób i błędów. Te, które zgodnie z książką miały pracować bez zarzutu, zupełnie się nie sprawdzały — wspomina Andrzej Sadłowski.

Praca przyniosła efekty. System osiągnął 99,9-proc. skuteczność w rejestrowaniu odzieży.

Obecnie firma pracuje nad systemem określania miejsca pobytu pracowników na terenie zakładu.

— Wiemy, że jest na to zapotrzebowanie — mówi Łukasz Dudziak.