Komu miał służyć ten termin?

Jacek Zalewski
18-02-2002, 00:00

Przed posiedzeniem budżetowym Sejm przeprowadził maraton głosowań, między innymi dotyczących spraw samorządowych. Koalicji SLD-UP udało się, przy pomocy Samoobrony, przywrócić w ordynacji wyborczej obowiązującą w 1998 r. metodę d’Hondta rozliczania głosów. Jednak w sprawie terminu wyborów Leszek Miller po raz pierwszy od 23 września musiał przełknąć gorzką pigułkę porażki.

Czemu Sojusz z takim uporem forsował przeprowadzenie wyborów przed wakacjami? Posłowie SLD i UP jak nakręceni powtarzali tezę o „spokojnym przygotowaniu budżetów na rok 2003” albo ucinali dyskusje formułą „bo tak jest po prostu lepiej”. Wypada zatem przedstawić trzy apolityczne dowody, dlaczego skrócenie kadencji samorządów do 16 czerwca byłoby działaniem na szkodę państwa:

- Troska o konstruowanie gminnych, powiatowych i wojewódzkich budżetów na rok 2003 przesłoniła sprawę dużo ważniejszą – spokojne... wykonywanie budżetów w roku 2002. Zerwanie ciągłości władz samorządowych w samym szczycie inwestycyjnym przyniosłoby ogromne straty.

- Prawdziwym problemem części samorządów jest niemożność szybkiego wybrania zarządu przez nową radę (sejmik). Jednak na szczeblu gmin od roku 2002 problem ten zniknie, ponieważ wójtowie i burmistrzowie zostaną wybrani w tym samym dniu, co rady – i natychmiast będą mogli brać się za budżety. Sprawność działania rad powiatów i sejmików województw ma natomiast zagwarantować metoda d’Hondta...

- Wreszcie dowód najbardziej dla SLD niewygodny – harmonogram strategii gospodarczej przewiduje przyjęcie przez rząd projektu nowej (obowiązującej od 1 stycznia 2003 r.) ustawy o dochodach jednostek samorządowych dopiero w czerwcu. Realnie może ona zaistnieć w Dzienniku Ustaw nie wcześniej, niż w październiku. I dopiero wtedy nowe władze gmin, powiatów i województw dowiedzą się, na czym budżetowo stoją.

Według obowiązującej ordynacji wybory samorządowe możliwe są 13 października. Tymczasem projekty budżetów mają wpłynąć do rad (sejmików) 15 listopada. Czasu rzeczywiście będzie mało, zwłaszcza dla zarządów powiatów i województw. Ale jest wyjście – minimalna nowelizacja art. 25 ust. 1 ordynacji, polegająca na zastąpieniu słów „w ciągu 60 dni po upływie” zwrotem „w ciągu 30 dni przed upływem” kadencji rad. Dzięki temu wybory mogłyby się odbyć już 15 września, a nowe władze samorządowe otrzymałyby czas na konstruowanie budżetów.

Czterotygodniowe, niemal techniczne skrócenie kadencji zostałoby bez problemów uchwalone przez parlament. Ciekawe, czy po piątkowej nauczce koalicję SLD-UP stać na wniesienie projektu tak prostej nowelizacji, tym razem służącej nie partii, lecz interesom całego samorządu terytorialnego?

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / Komu miał służyć ten termin?