Jak zmusić ateistę do wzywania imienia Boga, a gorliwego katolika do łamania drugiego przykazania? I obu na raz do wyplucia z siebie sążnistych przekleństw? Wystarczy podczas wspinaczki wysokogórskiej w połowie ściany zadać delikwentowi pytanie w rodzaju: A ta asekuracja to powinna być do czegoś przywiązana?
W przypadku Audi RS6 wystarczy pedał. Przyspieszenia. Trzeba go wdusić.
Bieluń dziędzierzawa
Roślina taka. Toksyczna. Spożycie nasion skutkuje omamami wzrokowymi i słuchowymi oraz napadami wściekłości i szału. Jak nic. Pomysłodawca Audi RS6 musiał się tego zielska nawcinać. Kto wie, może pomylił z pietruszką albo koperkiem?
Mniejsza z tym. Musiał to jeść. Jak inaczej wytłumaczyć piekielnie mocny silnik w samochodzie niemal z definicji rodzinnym? Pomysł z gatunku: Hej! Zorganizujmy festiwal deathmetalowy w osiedlowym żłobku! Wiecie co? W Audi zorganizowali. Jak nic, żarli to zielsko. Ale tylko dzięki dziędzierzawie to jeden z najbardziej spektakularnych koncertów. Obłędny. Chociaż dzieci się drą, a niewiasty płaczą, jakoś nie możesz przestać grać.
I choć cały czas towarzyszy ci poczucie bezsensu, to w tym konkretnym momencie nie ma żadnego znaczenia. Samochód kombi. Lubiane rozwiązanie dla rodzin z dziećmi. I z psami lub kotami. Przestronny i praktyczny. Podniesiona do dachu przestrzeń ładunkowa zapewnia miejsce na rodzinne szpargały podczas wakacyjnych wyjazdów lub na rodzinne zakupy podczas, powiedzmy, roku szkolnego. W przestrzeni bagażowej często urządza się legowisko dla czworonożnego pupila.
Takie auto zapewnia komfortowe warunki podróżowania dla co najmniej czterech osób i nie ma ograniczeń dużych vanów (miejskie manewry). Tym samym jest doskonałym kompromisem: łączy dwie użyteczności — miejską zwinność (to w porównaniu z vanem) z wakacyjną pojemnością (a to z sedanem). Ale… jako głos rozsądku ma też podobny odbiór społeczny.
Bo jeśli wcześniej byłeś motoryzacyjnym fanatykiem, darłeś opony i godziny spędzałeś, patrząc na swoje motoryzacyjne cudo, a teraz masz kombi… to statusiałeś. Nie, nie ma nic złego w posiadaniu dzieci. Przeciwnie. Ale stań przed lustrem, przetrzyj zmęczoną twarz spracowanymi dłońmi, spójrz sobie głęboko w oczy i odpowiedz: — Tęsknisz wieczorem za czasami, kiedy miejsca dla was było dość w roadsterze? — Tęsknię! — Nie mi odpowiadaj! Sobie odpowiedz!
Nagle wszystko posiwiało
Jesteś jeszcze przed lustrem? Dobrze. Czy podobnie jak ja, patrząc na swoje odbicie, starasz się doszukać tego błysku w oku, czy też dochodzisz do wniosku, że dogasa? Nie chce ci się wierzyć, że tak szybko wszystko posiwiało? Zastanawiasz się, kim jest ten pan w średnim wieku? Wiem, jesteś twardym facetem, nie dasz po sobie poznać, że upływ czasu trochę cię mierzi.
Ale przed lustrem nie musisz grać. Możesz sobie potęsknić. Prawda, masz wspaniałe dzieci, żonę, może i psa lub kota. Dom niczego sobie, w pracy nieźle. Ale tak czy inaczej — coś uwiera. I to bardziej niż kurs franka. Doskonale cię rozumiem. Powiem więcej: rozumieją cię również ci, którzy najadłszy się bielunia dziędzierzawy, pakują pod maskę wozów kombi monstrualne silniki.
Pewnie też mają lustra. Tęsknią znaczy. Coraz więcej samochodów, które mieszczą się w określeniu kombi, oferuje się również z mocnymi silnikami. Często na olej napędowy, by godzić osiągi ze względną ekonomiką. Audi w odpowiedzi na tęsknoty tłumu stęsknionych ojców przygotowało tacę z A6 Avant (kombi znaczy).
Od benzynowych 190 KM (to dla niestęsknionych) po ponad 320-konne diesle. Każdy jest praktycznym kombi. Dla stęsknionych bardziej jest S6 Avant z 4-litrowym benzynowym V8 pod maską. Do dyspozycji 450KM. Ale jeśliś stęskniony prawdziwie, bezgranicznie i nieco nieodpowiedzialnie, zostaniesz zaproszony na bok. Tam, z dala od uszu żony, zostaną ci wyszeptane dwie litery (i jedna cyfra): RS6.
Powroty należą do ciebie
Audi RS6 to pojazd, do którego najbardziej pasuje słowo spektakularny. To jest też powód, dla którego sprzedawca będzie ci proponował zakup szeptem, żeby żona nie słyszała. No bo w końcu spoważniałeś, masz rodzinę, jesteś odpowiedzialnym gościem w średnim wieku. Przyszedłeś do salonu po rodzinne kombi. Rozsądne i praktyczne.
Tymczasem RS6 jest bestią. Dzikiem, wilkiem, wariatem, szaleńcem, udającym tylko rodzinny dzieciowóz. Udaje na tyle skutecznie, że żona się nie pozna. Dlatego jest szansa, że nie będzie miała nic przeciwko. Do rzeczy. Kupując Audi RS6, zostaniesz posiadaczem praktycznego (jak każde A6 Avant lub S6 Avant) dużego kombi. Są isofixy i wszelakie systemy asystujące (zależnie od konfiguracji). Bez problemu załatwisz z tym autem sprawunki albo odbędziesz wakacyjny wypad.
I z dziką satysfakcją. I tylko ty będziesz wiedział, skąd ten głupawy półuśmieszek na twojej twarzy. Żona pomyśli, że sobie coś przypomniałeś… A jakże! Przypomniałeś! O ile do przedszkola, szkoły czy sklepu dowieziesz rodzinę komfortowo, o tyle powrót będzie twój (jeśli wracasz sam). RS6 jest najmocniejszym seryjnym kombi i naprawdę dobrze się sprawdza w codziennej pracy rodzinnej. Ale jak już zostaniesz z nim sam na sam, zacznie się naginanie praw fizyki. Dosłownie.
Sensu brak
Bies pali w tym piecu. Ba! Lucyfer sam. Czterolitrowy V8 z turbiną, 560 rumakami i 700 Nm rwie jak opętany. Fakt, aparycja zdradza, że to nie jest takie zwykłe kombi (ale spokojnie, większość żon nie rozpozna). Jest wulgarna (aparycja, nie żona). Poszerzone nadkola, masywne zderzaki i gigantyczne 21-calowe felgi, przez których ażur przebijają zaciski wielkości wiejskiego bochna chleba i ceramiczne tarcze hamulcowe.
Do tego wstawki z włókien węglowych. Nic to, dla niewtajemniczonych to cały czas kombi. Dla pasjonatów — ekshibicjonista. Wnętrze jest dużo bardziej cywilne. Poza kubełkowymi fotelami i kilkoma inicjałami RS (możesz je sobie tłumaczyć jako… Rodzinny Spokój) nic nie zapowiada tego, co się dzieje po wciśnięciu pedału gazu. A dzieje się… katapulta. Start przypomina skok. Z bungee. Ale na końcu nic cię nie ciągnie w tył.
Tylko przyspiesza z tą samą dziką siłą. Zupełnie jakby nienawidził drogi i chciał mieć ją już za sobą. Naprawdę wariuje błędnik. Do tego ryk V8 i świadomość, że to przecież rodzinne kombi jest. Zaskoczenie niesamowite. I grubo przerasta wyobrażenie o tym, co to jest 3,9 s od 0 do 100 km/h. Dosłownie oczyszcza zatoki! A drze się przy tym jak ośmiolatek u dentysty.
Demon. Zgoda, demon na uwięzi. Liczne elektroniczne nianie i napęd Quatro dbają (czy raczej dbać się starają), byś jechał tam, gdzie chcesz, a nie tam, gdzie poprowadzi się pani Odśrodkowa pod rękę z panią Fantazją. Niemniej to maszyna dla odpowiedzialnych i odpornych na kuszenie tatusiów. I wiecie co? Jest to też maszyna bez sensu.
Pożądanie
Umówmy się. Jaki sens ma samochód sportowy do wożenia dzieci? Jaki sens ma montowanie silnika rakietowego do wózka w Tesco? I co ważniejsze: jaki sens ma kupowanie takiego sprzętu za cenę tak ogromną (w tym przypadku chodzi o sumę rzędu 800 tys. zł — na tyle był skonfigurowany testowy RS6)? No… nie ma.
Argument pierwszy: na tor tego samochodu nie zabierzesz. Jest za ciężki. Owszem, będzie przyjemność, ale nie taka jak w jakimś mniejszym i lżejszym aucie o czysto sportowym DNA. Argument drugi: wioząc rodzinę, nie poszalejesz. Bo po pierwsze, wyda się twój mały salonowy szwindelek (ten szeptany). Po wtóre, ty wydasz sporo na pranie tapicerki. Argument trzeci: za sumę, jakiej żądają za RS6, kupisz sobie nową „wyścigówkę” — to do szaleństw — i Audi A6 Avant z najmocniejszym dieslem — to na wypady z rodziną. Po co więc kupować ten samochód? Po to samo, po co ludzie pakują się na najwyższą na tym świecie górę. Bo jest!
Chociaż tak naprawdę każdy z nas ma inny powód, żeby go chcieć… Wiesz, jak to jest z kobietami. Czasem skusi cię zniewalający uśmiech czy zgrabne dłonie. Innym razem niedbale poluzowany na kostce pasek od zniewalających szpilek. Gest albo kąśliwa uwaga. Chodzi o to nieuchwytne coś. Może w głosie, może w spojrzeniu. Czasem zupełnie nieuchwytne. Pożądanie. Fontanna feromonów. Czujesz, że chcesz spędzić z tą panią resztę życia, a przynajmniej najbliższą noc. To samo masz poczuć, patrząc na auto. Wtedy będziesz pewien, że zabawa będzie przednia. Jeśli po krótkiej przejażdżce RS6 nie poczujesz nic, odpuść. Szukaj dalej.
Pean z kamuflażem
RS6 — podobnie jak wspinaczka na najwyższe szczyty — pozornie nie ma sensu. Po dłuższym zastanowieniu… też nie. To absolutna prawda. Ale przecież sceneria wysokich gór jest niesamowita. Uczucia podczas wspinaczki, intensywność przeżyć są tak wielkie, że osiągnięcie ich na dole jest niemożliwe. Chodzi o zaangażowanie, emocje, wagę podejmowanych decyzji... I w tym tkwi sens wspinaczki. W tym też tkwi sens RS6. Tkwi też w tym, że potrafi (choć nie umiem wytłumaczyć jak) leczyć zmęczenie życiem. Facetów. Ojców. Po to powstał. Nie przez przypadek występuje włącznie z nadwoziem kombi, doskonale maskującym taką jedną męską przypadłość: kłopoty z dorastaniem. &






