KONFLIKT OŻYWIA POPYT NA MODELE REDUKCYJNE
Niektóre miniatury sprzętu wojskowego sprzedają się z powodzeniem od 50 lat
NIETYPOWY RYNEK: W tym biznesie nie zawsze obowiązują klasyczne zasady gospodarki rynkowej. Podaż nowych wzorów stwarza na nie popyt — twierdzi Andrzej Gomela z firmy RPM.
NOWY I OBIECUJĄCY: Tradycja składania modeli redukcyjnych jest u nas stosunkowo młoda. To nowy, bardzo obiecujący rynek — uważa Grzegorz Rossa z firmy Rossa graph.
Modelarstwo redukcyjne nie jest jedynie zabawą dla młodych chłopców. To poważne hobby dla którego poświęca się wiele czasu i niemałe pieniądze. Dla sprostania potrzebom modelarzy, na świecie działa cała dziedzina przemysłu.
Na świecie w modelarstwie liczą się głównie takie kraje, jak USA, Japonia, Wielka Brytania i Niemcy. Tam jest obecnie największy rynek zbytu na modele i najwięksi producenci.
— Ale w tym przemyśle praktycznie nie ma reguł. Czechy na przykład stają się wielkim producentem modeli redukcyjnych. Specyfika rynku jest taka, że znajduje się miejsce dla dużych i małych firm — mówi Grzegorz Rossa, z firmy Rossa graph.
Liczy się przede wszystkim towar, jakiego jeszcze nie było na rynku. Fani modelarstwa poszukują nowości na całym świecie. Dzięki temu mogą istnieć niewielkie, prawie garażowe firmy produkujące po kilka modeli rocznie.
— Apetyt naszych klientów nie ma końca. To głównie wpływa na specyfikę tego rynku, który trudno porównywać z każdym innym. Duże podmioty nie są w stanie go zmonopolizować. Zawsze ktoś może zaproponować coś nowego — twierdzi Andrzej Gomela z firmy produkującej modele RPM.
Producentów modeli w Polsce jest około trzynastu. Mimo że większość asortymentu z tej branży sprowadza się z zagranicy, nie narzekają na brak klientów.
— Nasze wyroby sprzedają się nie tylko w kraju. Dla nas nie ma problemu z pozyskaniem zagranicznego klienta. Przez Internet docierają oni do wszystkich propozycji na całym świecie — uważa Andrzej Gomela.
Liczyć czas
Uprawianie modelarstwa redukcyjnego nie jest tanim zajęciem.
— Oferujemy asortyment w cenie od kilku do kilkuset złotych. Jednak porządny model kosztuje średnio od 100 do 150 zł. Bardzo wysublimowane egzemplarze to wydatek nawet do 1000 zł. Do tego dochodzi koszt dodatków, takich jak kleje, farby, narzędzia, naklejki itp. — tłumaczy Grzegorz Rossa.
Te dodatki to również biznes, który rozwinął się wokół modelarstwa.
Koszt modelu najczęściej zależy od jego precyzji i wierności detali.
— Im lepiej zrobiony, tym droższy. Tym szybciej można go również złożyć i wykończyć. Ludzie coraz bardziej cenią swój czas, więc wymagają i w tym wypadku jak najdoskonalszego towaru — dopowiada Grzegorz Rossa.
Jeśli ktoś nie ma już zupełnie czasu na składanie ulubionych modeli, może tę czynność zlecić. Koszt takiej usługi to 100-200 zł.
— Uważam, że modelarze zajmujący się tym zawodowo w Polsce nie cenią zbytnio swojej pracy. Czas wykonania modelu sięga 50 godzin. W Wielkiej Brytanii trzeba by zapłacić za to od 1 do 2 tys. funtów — uważa Grzegorz Rossa.
Na Zachodzie klientami modelarzy są nie tylko osoby prywatne, ale przede wszystkim muzea i gminy chcące zobrazować jakąś część historii. Modele redukcyjne zamawiają też firmy, by pokazać miniatury produkowanych samochodów, statków czy samolotów.
— U nas to jeszcze rzadkość. Szczególnie dziwi, że muzea bardzo rzadko korzystają z możliwości modelarstwa — skarży się Andrzej Gomela.
— Nie wszyscy pasjonaci jednak przywiązują wagę do sklejania swoich modeli. Istnieje liczna grupa, która pragnie posiadać tylko surowe, nie zmontowane egzemplarze. Czasami gromadzą oni olbrzymie ilości pudełek. Znam takich, którzy mają ich nawet kilkaset i co roku kupują po kilkadziesiąt nowych, aby tylko leżały w szafie — śmieje się Grzegorz Rossa.
— Rynek modelarstwa redukcyjnego to rynek namiętności posiadania — podkreśla Andrzej Gomela.
Inwestycja na lata
Firma, która chce produkować modele, musi poczynić z początku spore inwestycje. Obrabiarki, wtryskarki i inny sprzęt do tworzenia miniatur jest bardzo drogi. Liczy się tutaj precyzja wykonania, więc nie można sobie pozwolić na marne narzędzia.
— Trzeba stawiać na nowoczesne technologie. Stare są drogie i mało precyzyjne. Zawsze można się obawiać, że ktoś podpatrzy model i zrobi go znacznie lepiej, bo posiada lepszy sprzęt — twierdzi Grzegorz Rossa.
Bardzo kosztowne jest również sporządzenie odpowiednich form.
— Forma do samolotu Łoś w skali 1: 48 kosztowała ponad 200 tys. zł. Jest to chyba najdroższa taka forma w Polsce. Inne, prostsze kosztują po kilkadziesiąt tys. zł — opowiada Andrzej Gomela.
Taka forma to inwestycja na zawsze.
— Niektóre modele sprzedaje się nawet po 50 latach — zauważa Grzegorz Rossa.
Firmy produkujące modele muszą cały czas wprowadzać na rynek nowy towar.
— To głównie wymóg reklamowy, bo większość mogłaby egzystować sprzedając modele już istniejące, na które popyt nigdy nie maleje — uważa Andrzej Gomela.
Popyt na nowości zwiększa się podczas głośnych konfliktów zbrojnych. Modelarze pragną mieć miniaturki rodzajów broni, jakie pokazuje telewizja.
— Podczas wojny w Zatoce Perskiej szły jak świeże bułeczki modele samolotów F-16 i śmigłowców Apache — twierdzi Grzegorz Rossa.
Sprzedawcy i producenci modeli liczą również na konflikt bałkański.
Wylansować branżę
Według osób z branży modelarskiej, wielki biznes jest jeszcze przed nimi.
— Z pewnością można pozyskać znacznie więcej klientów. Potrzebna będzie do tego duża akcja promocyjna. To doskonałe hobby dla młodych i starych, świetna alternatywa dla telewizji i gier komputerowych. Ludzie muszą się tylko dowiedzieć, że coś takiego istnieje — uważa Grzegorz Rossa.
— Myślę, że reklama naszych produktów nie zaszkodzi, ale główną przeszkodą w rozwoju branży jest wysoka cena modeli. Za przeciętną pensję w Polsce można ich kupić około 10. W Japonii, gdzie modelarstwem zajmuje się prawie każde dziecko, średnie wynagrodzenie to wartość 150 modeli — mówi bardziej sceptyczny Andrzej Gomela.