Koniec hossy czy tylko zadyszka?

Przemysław Kwiecień
opublikowano: 2013-05-24 00:00

W czwartek japoński indeks Nikkei225 w pewnym momencie tracił 2000 pkt, czyli ponad 12 proc. To największe tąpnięcie w Japonii w tym roku, zaś w USA spadki były najsilniejsze od cypryjskiego epizodu.

Czy to już koniec hossy na rynkach globalnych, czy jedynie chwilowa zadyszka?

Jak to często bywa, ruch został zapoczątkowany dość przypadkowo. Pretekstem stał się raport z poprzedniego posiedzenia Fedu, po którym na Wall Street zrobiło się nerwowo. W czasie sesji azjatyckiej atmosferę podgrzały słabsze dane z Chin i rynek nabrał rozpędu. Warto jednak uświadomić sobie, że mówimy tu jedynie o pretekście. Po pierwsze, przekaz z FOMC, w połączeniu z poprzedzającym go wystąpieniem Bena Bernankego, nie był specjalnie jastrzębi. Rynki powinny zdawać sobie sprawę, że ograniczenie QE3 może nastąpić w najbliższych miesiącach. Do tej pory nie przeszkadzało to zwyżkom na Wall Street. Jeszcze mniej wiarygodnie wygląda zestawienie spadków z jakimikolwiek danymi. Na te globalne inwestorzy, kupujący akcje, przestali zwracać uwagę już jakiś czas temu. Można wręcz zaryzykować tezę, że seria relatywnie słabych danych tak z USA, jak i z innych gospodarek sprzyjała hossie, odsuwając obawy dotyczące zakończenia okresu superluźnej polityki.

Zarówno w przypadku USA, jak i Japonii nie ma wątpliwości, że zwyżki zawdzięczamy polityce banków centralnych. Nie ma też wątpliwości, że banki centralne odegrały istotną rolę w ratowaniu globalnej gospodarki podczas apogeum kryzysu. Im dłużej jednak ta polityka jest utrzymywana, tym więcej rodzi się wątpliwości. Według podejścia monetarnego, polityka banku centralnego nie jest w stanie kreować realnego wzrostu potencjalnego, który powinien dla rynków akcji mieć kluczowe znaczenie,

gdyż determinuje on strumień przyszłych zysków spółek. Bank centralny sprawną polityką może jedynie wygładzić cykl koniunkturalny, redukując tym samym premię za ryzyko i zwiększając wycenę. W tym miejscu rodzi się jednak pytanie, czy polityka Fedu oraz Banku Japonii ten cykl wygładza, czy też wręcz przeciwnie.

Rynki globalne wyglądają w tej chwili tak, jakby inwestorzy chcieli zdążyć zarobić zanim impuls monetarny zostanie ograniczony. Nie dziwi zatem, że reakcje na zagrożenie zmianą w tym zakresie są i będą nerwowe. To nie musi jednak być jeszcze koniec. Naszym zdaniem, zarówno Fed, jak i Bank Japonii nie będą spieszyć się ze zmianą polityki, a Europejski Bank Centralny, Bank Anglii czy Bank Australii mogą ją jeszcze rozluźniać. Również przykłady z lata 2000 i jesieni 2007 r. pokazują, że po pierwszych nerwowych reakcjach inwestorzy wracali jeszcze na ostatnią falę hossy.