W samorządowych planach budżetowych wyraźnie widać, że nowy rok przyniesie stagnację, zwłaszcza w inwestycjach. Warszawa szacuje, że wyda na nie prawie 2,8 mln zł przy dochodach 18,2 mld zł (w minionym roku, gdy dochody były niższe o około 1 mld zł, było to 3 mld zł). Kraków, z dochodami 6,2 mld zł, zamierza wydać na inwestycje 1,2 mld zł, czyli tyle samo ile w 2019 r., a Wrocław, przy 5,3 mld zł dochodów,wyda 0,8 mld zł, czyli także mniej więcej tyle samo.
Są samorządy, np. Lublin, które aby utrzymać poziom wydatków inwestycyjnych, zapowiadają podwyżkę podatków i opłat lokalnych (np. podatku od nieruchomości, opłat parkingowych czy cen biletów autobusowych). Wzrosną również opłaty za odpady, gdyż firmy śmieciowe dyktują w przetargach coraz wyższe stawki.
Trudniejsze czasy
— Rok 2020 będzie trudny dla samorządów — mówi Paweł Ludwiniak, ekspert Fundacji Republikańskiej. Jego zdaniem to, co korzystnie odbije się na portfelach osób pracujących — reforma podatkowa i wzrost płacy minimalnej — „będzie odbywać się kosztem samorządów”.
— Warto też zwrócić uwagę, że znacznie szybciej niż rządowa subwencja rosną wydatki samorządów na oświatę — dodaje Paweł Ludwiniak.
Wbrew temu, co twierdzi większość samorzadów, reforma podatkowa — zdaniem Piotra Bartkiewicza, analityka mBanku — nie jest jednak głównym powodem końca złotych czasów dla inwestycji.
— Plany budżetowe samorządów wskazują na spory spadek wydatków zarówno bieżących [np. na utrzymanie dróg, oświetlenia ulicznego, etatów nauczycieli w szkołach — red.], jak też inwestycyjnych. W przypadku inwestycji możemy mówić wręcz o cięciu nakładów, średnioo 25-30 proc. w stosunku do ubiegłego roku. To głównie efekt zbiegnięcia się w czasie cyklu wydatkowania funduszy UE i cyklu wyborczego. Mieliśmy ostatnio boom w zamówieniach publicznych. Duże projekty inwestycyjne, w tym realizowane z dotacji unijnych, które rozpoczęły się w latach 2018-19, powoli się kończą. Jednocześnie nakładają się na to uwarunkowania zewnętrzne, jak reforma PIT, która skutkuje mniejszym wzrostem dochodów samorządowych — mówi Piotr Bartkiewicz.
Mniej w tej samej cenie
Podkreśla też, że cięcia w inwestycjach wymuszają restrykcje prawne, którymi obciążone są samorządowe finanse — chodzi m.in. o limity zadłużenia.
— Co do zasady wydatki bieżące muszą być równoważone przez bieżące wpływy, a deficyt musi być czymś pokryty [np. długiem — red.]. Ta zasada nie dotyczy wydatków majątkowych i właśnie tam samorządy szukają oszczędności. Poza tym restrykcje związane z limitem zadłużenia uniemożliwiają niektórym samorządom zaciąganie dodatkowych zobowiązań na dużą skalę na kolejne inwestycje. Do spadku wydatków inwestycyjnych przyczyni się też inflacja, w tym wzrost kosztów usług komunalnych i robót budowlanych, a także płac. W mniejszym stopniu natomiast wpłyną na to ceny prądu, bo mają one stosunkowo niski udział w wydatkach samorządowych — mówi Piotr Bartkiewicz.
Wzrost cen materiałów i usług, m.in. w wyniku podniesienia płacy minimalnej, wpłynie, jego zdaniem, na efektywność przedsięwzięć samorządowych. Inflacja spowoduje, że choć planowana kwota wydatków inwestycyjnych w poszczególnych jednostkach samorządu terytorialnego nie zmieni się znacząco w trakcie roku, to może się okazać, że „za te same pieniądze gminy, powiaty i województwa zbudują mniej kilometrów dróg, położą mniej płyt chodnikowych i kupią mniej autobusów”, niż obecnie planują.