Koniec marzeń o elektromobilności

opublikowano: 05-11-2020, 22:00

NIK nie ma wątpliwości — rządowe plany związane z elektromobilnością zostaną na papierze.

Po czterech latach od ogłoszenia rządowego Program Rozwoju Elektromobilności wciąż jesteśmy na wstępnym etapie jego realizacji — dotychczas zadania były realizowane „wybiórczo i z opóźnieniami”. Pod względem liczby samochodów elektrycznych i infrastruktury Polska pozostaje w ogonie Europy. Narodowy samochód elektryczny jest w fazie prototypu, samorządy czekają na obiecane pieniądze na pojazdy elektryczne, a „strefy czystego transportu nie sprawdzają się w warunkach polskich”. To ogólne wnioski, jakie opublikowała Najwyższa Izba Kontroli (NIK) po analizie postępów w realizacji programu.

Dane obalają — jak się okazuje — utopijną wizję miliona samochodów elektrycznych jeżdżących po krajowych drogach w 2025 r. Na koniec 2019 r. mieliśmy w kraju 8637 elektrycznych samochodów osobowych (dane Obserwatorium Rynku Paliw Alternatywnych). Według rządowych założeń, w 2020 roku po drogach miało jeździć już 50 tys. takich aut — do końca lipca było ich 13057.

— Przedsiębiorcy z rynku od samego początku nie mieli wątpliwości, że poziomu miliona pojazdów elektrycznych do 2025 r. nie uda się osiągnąć. Absorbcja tak dużej liczby aut w tak krótkim czasie nie byłaby wykonalna na żadnym z rynków europejskich, a zasobność portfeli nabywców z Polski jest znacznie mniejsza niż klientów w Norwegii, Holandii czy Niemiec. Oczywiście trendu wzrostowego już nie odwrócimy — elektrycznych samochodów na drogach będzie przybywać. Natomiast nawet optymistyczne prognozy wskazują, że miliona aut może się nie udać wprowadzić na polskie drogi nawet do 2030 r. — komentuje Wojciech Drzewiecki, prezes Instytutu Badań Rynku Motoryzacyjnego Samar.

NIK zaznacza, że z tak wyśrubowanych założeń wycofywać zaczęła się już sama administracja publiczna.

„W Strategii Zrównoważonego Transportu do 2030 r. założono, że flota samochodów elektrycznych docelowo będzie liczyła 600 tys. sztuk” — czytamy w raporcie pokontrolnym.

Dużo niższa od zakładanej jest również liczba ogólnodostępnych punktów ładowania. NIK ocenia, że koszty tworzenia i utrzymania infrastruktury — biorąc pod uwagę niski popyt na nią — były zbyt wysokie. Inaczej jest w przypadku punktów ładowania o dużej mocy — w Polsce powstało ich więcej niż zakładano. Zdaniem NIK egzaminu nie zdał także Fundusz Niskoemisyjnego Transportu, który miał wesprzeć samorządy i instytucje publiczne w realizacji założeń elektromobilności. W efekcie, 79 proc. skontrolowanych urzędów miast jeszcze pod koniec 2019 r. nie posiadało we flotach samochodów elektrycznych. Wskaźnikiem 10 proc. elektryków we flotach do końca 2021 r. już teraz mogło się pochwalić jedynie 18 proc. miast.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Anna Bełcik

Polecane