Koniec marzeń o fuzji nadzorów

opublikowano: 24-09-2018, 22:00

W Sejmie procedowana jest ustawa fundamentalnie zmieniająca umocowanie KNF i szefa komisji. Nowela kończy marzenia o fuzji z NBP

Sejmowa Komisja Finansów Publicznych zajmie się dzisiaj projektem ustawy o nadzorze nad rynkiem finansowym. Nowe prawo jest procedowane w ekspresowym tempie. Projekt trafił na rząd miesiąc temu, a na początku września był już w Sejmie. Pośpiech legislacyjny to firmowy znak obecnego rządu, niemniej w przypadku zmian w ustawie o nadzorze (i kilku innych ustawach, bo nowela obejmuje cały szereg regulacji, w tym kodeks postępowania karnego) nie jest on raczej podyktowany chęcią siłowego przepchnięcia nowych przepisów. Już podczas pierwszego czytania widać było, że zmiany nie budzą większych emocji. Platforma podnosiła zarzut, że reforma Komisji Nadzoru Finansowego, zmieniająca jej osobowość prawną ma na celu przeprowadzenie czystek, tak jak to było w przypadku Krajowej Administracji Skarbowej. Jest on o tyle nie trafiony, że w projekcie jest literalny zapis o przeniesieniu całego personelu do „nowej’ KNF. Dyskusja nad projektem była mocno letnia i żaden z klubów nie wnioskował o jego odrzucenie.

Marek Chrzanowski został powołany na pięcioletnią kadencję. Praktycznie nie może zostać odwołany. Kadencję skróciłaby mu natomiast fuzja z NBP.
Zobacz więcej

NIEODWOŁYWALNY URZĘDNIK:

Marek Chrzanowski został powołany na pięcioletnią kadencję. Praktycznie nie może zostać odwołany. Kadencję skróciłaby mu natomiast fuzja z NBP. Fot. Marek Wiśniewski

Nie ma powrotu do 2006 r.

To dobrze, że nowela nie budzi kontrowersji, zastanawiające jest natomiast, że nie wywołuje niemal żadnego zainteresowaniawśród uczestników rynku. Tymczasem pod niewiele mówiącą nazwą Projekt ustawy o zmianie ustawy o nadzorze nad rynkiem finansowym oraz niektórych innych ustaw kryje się fundamentalna reforma, która na nowo definiuje funkcję i rolę organu oraz przewodniczącego komisji.

— Ustawa przekreśla wszystkie projekty i pomysły ponownej inkorporacji nadzoru do NBP — mówi jeden z przedstawicieli rynku.

Przypomnijmy, że prof. Adam Glapiński przychodził do narodowego banku z planem wchłonięcia większości zadań KNF. Byłoby to odwrócenie reformy sprzed 12 lat, kiedy pierwszy rząd PiS doprowadził do integracji nadzorów nad poszczególnymi rynkami w nowej instytucji — KNF. Najbardziej stracił na tym NBP, który oddał komisji cały pion nadzoru nad bankami. Zwolennicy odwrócenia tamtej zmiany argumentowali, że wiele zadań i prac analitycznych w NBP i KNF powiela się, a brak zintegrowanego nadzoru nad bankami utrudnia przepływ informacji i ogranicza możliwość podejmowania szybkich działań. W praktyce słabości te ujawniły się w czasie upadłości SK Banku. Plan integracji nadzoru trafił na półkę, kiedy stery rządu przejął Mateusz Morawiecki, którego trudne relacje z prezesem Adamem Glapińskim nie są tajemnicą. Już wcześniej jako wicepremier oponował przeciw projektom likwidacji KNF. Nowelizacja procedowana obecnie w Sejmie kładzie kres wszelkim rojeniom o powrocie do 2006 r. Przynajmniej za kadencji tego rządu.

— Projekt jest sprytnie pomyślany jeśli chodzi o pozycję przewodniczącego KNF. Z jednej strony traci sporą część niezależności, z drugiej zostaje ona istotnie wzmocniona — mówi jeden z naszych rozmówców.

Jak wyjaśnia, nie bez znaczenia w reformie są personalia. Marek Chrzanowski, przewodniczący KNF, otrzymał nominację z rąk premier Beaty Szydło. W sposób oczywisty kojarzony jest z prof. Adamem Glapińskim, gdyż obydwaj panowie pracują razem w SGH.

— Pan Marek Chrzanowski uchodził na rynku za protegowanego prezesa NBP i osobę pozostającą nieco w cieniu posiadającego silną osobowość prof. Adama Glapińskiego — mówi jeden z naszych rozmówców.

Z relacji uczestników spotkań z KNF w pierwszym okresie urzędowania nowego przewodniczącego wynika, że ton dyskusji często nadawał szef NBP, często wspierany przez szefa BFG. Obydwaj prezentować mieli jastrzębie stanowiska. Marek Chrzanowski miał być bardziej koncyliacyjnie nastawiony.

— Przewodniczącego wyróżnia wysoka kultura rozmowy, co na tle innych członków Komisji, bywało, nieprzebierających w słowach, mogło wywołać u osób wezwanych na posiedzenie niemały dysonans poznawczy — opowiada uczestnik wielu takich spotkań.

Jego zdaniem, przewodniczący pozostawał nieco w cieniu innych członków Komisji, co w porównaniu z poprzednikiem, Andrzejem Jakubiakiem, nie pozostawiającym złudzeń, kto tu jest najważniejszy, stanowiło sporą zmianą dla przedstawicieli rynku.

— To się jednak zmienia. Widać, że przewodniczący nabiera doświadczenia, szybko się uczy i ma świadomość, że pomimo funkcjonowania w kolegialnym ciele jakim jest KNF, odpowiedzialność w dużej mierze spoczywa na nim — mówi jeden z przedstawicieli rynku.

Pan u siebie

Nowelizacja ustawy o nadzorze w istotny sposób wzmacnia pozycję przewodniczącego KNF. Obecnie komisja jest jednym z organów administracji rządowej, której budżet zatwierdza rząd o stosunkowo niewielkiej swobodzie dysponowania finansami. Na mocy noweli KNF stanie się państwową osobą prawną. Uzyska zatem status jaki ma NBP i urzędy nadzoru technicznego. Komisja będzie miała własny budżet i bardzo dużą swobodę wydatkowania pieniędzy (pod ogólnym nadzorem ministra finansów).

— W czasach modnego zarządzania w stylu agile, urząd komisji nie może sam decydować o liczbie etatów i sposobie alokowania funduszy. Jako jednostka budżetowa nie może prowadzić własnej gospodarki finansowej pomimo zapewnionego finansowania ze składek instytucji finansowych — mówi osoba zaangażowana w przygotowanie projektu.

Po nowelizacji przewodniczący KNF będzie wreszcie panem na swoich włościach. Co ważne, MFW już w 2013 r. zwracał uwagę na ułomność sposobu finansowania nadzoru w Polsce. Swoje uwagi powtórzył podczas audytu przeprowadzonego dwa lata temu.

Coś za coś

Zyskując swobodę finansową, przewodniczący KNF wraz z nowelą utraci część niezależności. Ustawa o nadzorze wprowadza do Komisji czterech nowych członków: przedstawiciela premiera, szefa UOKiK, BFG i koordynatora służb specjalnych. Prawo głosu będzie miał tylko pierwszy z nich. Przy odrobinie dobrej woli można powiedzieć, że jest to neutralna zmiana z punktu widzenia szefostwa urzędu KNF.

— Obecność człowieka służb może wydać się nieco dziwna, jednak w Polsce mamy ewidentny problem z przepływem informacji. Po aferze Amber Gold KNF podpisała specjalną umowę o współpracy ze służbami. Efekty są takie, że kilka lat później wybuchła afera GetBack — mówi jeden z naszych rozmówców.

Zmiany są jednak znacznie poważniejsze niż poszerzenie składu KNF. Przewodniczący, który obecnie jest suwerennym władcą urzędu, który nikomu nie musi się opowiadać z tego co robi, nikomu i z niczego nie musi tłumaczyć, po noweli zostanie mocno podporządkowany premierowi. Szef rządu nie tylko będzie miał przedstawiciela w KNF, będzie mógł żądać wglądu w sprawy jakimi zajmuje się komisja. Przewodniczący zostanie zobowiązany do informowania premiera o wydarzeniach na rynku, o których wiedzieć powinien.

— To zrozumiałe, że szef rządu nie chce dowiadywać się o aferze Getback z mediów, niemniej zakres podporządkowania urzędu rządowi wydaje się nadmierny. Poza tym przepływ informacji będzie możliwy tylko w sytuacji, gdy przewodniczący reprezentuje tę samą opcję co rząd. W przypadku „kohabitacji” na pewno wystąpią problemy. Zresztą, państwo ma mnóstwo agend, które powinny informować premiera, a nie przewodniczący KNF, którego kompetencje dotyczą pilnowania przejrzystości i bezpieczeństwa rynku kapitałowego i depozytów klientów detalicznych, a nie wyłapywanie afer potencjalnie szkodliwych politycznie — mówi przedstawiciel rynku kapitałowego. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Eugeniusz Twaróg

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

KNF , Ustawa , NBP

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Wyniki spółek / Koniec marzeń o fuzji nadzorów