Nawet jeśli dane o słabym wzroście gospodarczym na początku roku nie doczekają się korekty, gospodarka odbije w drugiej połowie roku.
Dane obrazujące rozwój naszej gospodarki w pierwszym kwartale zaskoczyły ekonomistów. Nikt, nawet najwięksi pesymiści, nie spodziewał się dynamiki PKB na poziomie ledwie przekraczającym 2 proc. (przy średniej prognoz w okolicach 3 proc.), a zupełnym zaskoczeniem okazały się inwestycje, które wzrosły w ujęciu rocznym zaledwie o 1 proc. (wyrównane sezonowo dane kwartalne wskazywały nawet na ich spadek o 0,4 proc.), podczas gdy część analityków przewidywała nawet dwuprocentowy wzrost.
Problematyczne dane
— Trudno wytłumaczyć taką rozbieżność. Tym bardziej że inne dane płynące z gospodarki, np. badania ankietowe przedsiębiorców, wskazują na zupełnie inny jej obraz. W bankach, które są szczególnie zainteresowane sytuacją firm, widać było wyraźny wzrost zainteresowania kredytami inwestycyjnymi. Sygnalizowały to w zasadzie wszystkie banki — mówi Piotr Bielski, analityk BZ WBK.
Takie wątpliwości skłoniły część ekonomistów, np. Jacka Wiśniewskiego z Pekao, do wstrzymania się z korektą prognoz do czasu pojawienia się kolejnych danych, m.in. o produkcji przemysłowej czy sprzedaży detalicznej.
— Czekam na odpowiedź GUS na pytanie NBP o metodologię sporządzania rachunków PKB. Na razie bowiem życie pokazuje co innego niż dane. W takich warunkach ciężko prognozować — dodaje Marcin Mróz, główny ekonomista Societe Generale.
Co napędzi gospodarkę
Część ekonomistów nie ma jednak wątpliwości co do rzetelności danych GUS.
— Nie wierzę, że to błąd. Bronię GUS. Gdyby dane były obarczone znacznym błędem, byłby on widoczny także w poprzednich latach — twierdzi Katarzyna Zajdel-Kurowska, główna ekonomistka Banku Handlowego.
Zwraca też uwagę na 6-proc. nominalny wzrost inwestycji w I kwartale.
— To, że ich realna dynamika wyniosła zaledwie 1 proc., jest efektem około 5-proc. inflacji w cenach inwestycyjnych — tłumaczy ekonomistka.
Janusz Jankowiak, główny ekonomista BRE Banku, uważa, że nie będzie gwałtownych zmian w dynamice PKB.
— Pojawiły się natomiast w jego strukturze. Okazuje się, że konsumpcja jest stabilna, inwestycje są niższe, lecz wciąż eksport netto wpływa dodatnio na wzrost gospodarczy — twierdzi Janusz Jankowiak.
Tymczasem ekonomiści spodziewali się, że już w 2004 r. inwestycje przejmą po eksporcie rolę motoru gospodarki. Tak się nie stało, więc zaczęto przewidywać, że nastąpi to w tym roku. I znów pierwszy kwartał pokazał, że to właśnie eksport netto stał za połową dynamiki PKB.
Splot okoliczności
— Mam nadzieję, że to jednorazowy splot czynników, a nie zwiastun wchodzenia w falę stagnacji. Przedsiębiorstwa mogły okazać się bardziej wrażliwe na koszty kredytu, kurs walutowy i słaby popyt, co powstrzymało je od inwestowania. Przewiduję, że inwestycje ruszą w II kwartale, a najpóźniej w II połowie roku — mówi Łukasz Tarnawa, główny ekonomista PKO.
Dodaje, że eksport będzie nadal stymulował wzrost gospodarczy, jednak na dłuższą metę może nie wystarczyć.
— Bez inwestycji nie ma mowy o utrzymaniu trwałego wzrostu na poziomie 5 proc. Teraz piłka jest po stronie przedsiębiorców — dodaje ekonomista PKO.
Większość analityków wierzy, że następne kwartały będą lepsze — zarówno dla inwestycji, jak i całej gospodarki.
— To był najgorszy kwartał i teraz wychodzimy z dołka. Nie powinniśmy popadać w czarnowidztwo — twierdzi Katarzyna Zajdel-Kurowska.
— Gospodarka przyspieszy, a jej głównym motorem będą od połowy roku inwestycje — dodaje Piotr Bujak z BZ WBK.