Koniec świata w Nowy Rok

aktualizacja: 31-12-2016, 13:12

Millenium Bug czy Lewiatan w podziemiach Watykanu - wejście w nowe Millenium sprzyja katastroficznym przepowiedniom. Strach przed końcem świata był powszechny w historii ludzkości, nikt jednak nie odpowiedział na pytanie dlaczego Opatrzność miałaby stosować ludzki kalendarz.

Kiedy nad Wisłą Bolesław Chrobry budował zręby organizmu, który później nazwany będzie Polską, nad Tybrem szykowano się na koniec świata. W kwietniu 999 roku papieżem został benedyktyński mnich, Gerbert z Aurillac, który przyjął imię Sylwestra (drugiego tego imienia). 

Strach przed nowym millenium stał się dla wielu okazją do zarobienia dużych pieniędzy.
Zobacz więcej

Strach przed nowym millenium stał się dla wielu okazją do zarobienia dużych pieniędzy.

Przesądni Rzymianie bali się swego biskupa. Był on prawdopodobnie najlepiej wykształconym człowiekiem swego stulecia. W arabskiej Hiszpanii zgłębiał matematykę, astronomię, a nawet alchemię. Skonstruował kilka przyrządów astronomicznych, zgłębiał tajniki logiki formalnej, udoskonalił technicznie konstrukcję organów muzycznych. To wszystko sprawiało, że dla przesądnego ludu był postacią co najmniej podejrzaną.

W drugiej połowie 999 roku w Italii odżyły przekazy o przepowiedni jaką miała wyrzec wieszczka Sybilla. Wedle słów tej starożytnej prorokini, potężny smok Lewiatan miał być zamknięty w lochach Watykanu przez papieża Sylwestra w IV wieku n.e., oczekując kolejnego biskupa Rzymu tego imienia. Sylwester II miał w ostatnim dniu roku uwolnić potwora, którego przyjście zapoczątkowałoby koniec świata. 

Papież zdawał sobie sprawę z szerzącego się pogańskiego przesądu, dlatego zastosował najlepsze z możliwych mu rozwiązań. Kiedy tysiące ludzi zgromadzonych na rzymskich ulicach oczekiwało spektakularnego uwolnienia potwora, ich biskup z pełnym orszakiem wyszedł do swych wiernych i po raz pierwszy w historii Kościoła, w środku nocy, udzielił im uroczystego błogosławieństwa połączonego z odpustem. Od tej pory błogosławieństwo Urbi et Orbi, Miastu i Światu, stało się elementem świętowania najważniejszych wydarzeń i uroczystości.

Ani papieskie błogosławieństwo, ani nawet opinie specjalistów nie podziałały na panikę, jaka ogarnęła mieszkańców krajów rozwiniętych w drugiej połowie lat 90. XX wieku. Strach związany był z tzw. "problemem roku 2000", nazywanym również Millenium Bug. Chodziło o to, że już w epoce pierwszych maszyn liczących wprowadzono zapis daty jedynie dwoma ostatnimi jej cyframi. Wynikało to z chęci oszczędzenia miejsca na perforowanych kartach tekturowych pierwszych urządzeń liczących. Każda kolejna maszyna utrzymywała jednak taki zapis ze względu na potrzebę kompatybilności ze starszymi urządzeniami. I choć już w 1958 r. zwracano uwagę na problem, to dopiero od 1994 r. zaczęto ostrzegać, że rok 2000 może być dla komputerów rokiem 1900. 

Strach przed awarią systemów stał się żyłą złota dla firm informatycznych, które zaczęły wypuszczać nowe wersje używanego oprogramowania, jakoby odpornego na problem. Histerię podkręcały alarmujące artykuły prasowe, a także produkcje telewizyjne - w USA powstał film opowiadający o noworocznej awarii systemów sterujących pociskami jądrowymi - w nowy rok miała rozpocząć się wojna atomowa...

Kiedy nadszedł 1 stycznia 2000 roku, nic wielkiego się nie wydarzyło. Pewne problemy nastąpiły, ale dotyczyły głównie prostych, starych systemów, odpowiadających za nieistotne w większej skali zadania. 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcin Dobrowolski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu