Konik zasadzi jabłonie na Ukrainie

Biznesmen z Krakowa, który w portfelu miał już kwiaty, truskawki i prezerwatywy, posadzi jabłonie na 500 ha pod Ługańskiem. 10 km od granicy z Rosją

Wiosną ubiegłego roku Jerzy Konik, jeden z najbogatszych i najbardziej wpływowych cudzoziemców na Ukrainie (według tygodnika „KyivPost” z 2010 r., zajmował siódmą pozycję), rozpoczął uprawę truskawek na kilkudziesięciu hektarach w okolicach Ługańska. Branża rolnicza mu się spodobała na tyle, że postanowił zostać także sadownikiem — już nie na kilkudziesięciu, ale kilkusethektarowym polu.

KLUCZ DO SUKCESU: Gdy ściągałem z Polski maszyny i sadzonki, musiałem zapłacić od nich cło i VAT. W politycznych kuluarach mówi się jednak, że podatki zostaną na kilka lat zniesione, żeby zachęcić do inwestycji. Bardzo potrzebny jest też dostęp do tańszych kredytów i możliwość taniej dzierżawy ziem — mówi Jerzy Konik, krakowski przedsiębiorca.
 [FOT. ARC]
KLUCZ DO SUKCESU: Gdy ściągałem z Polski maszyny i sadzonki, musiałem zapłacić od nich cło i VAT. W politycznych kuluarach mówi się jednak, że podatki zostaną na kilka lat zniesione, żeby zachęcić do inwestycji. Bardzo potrzebny jest też dostęp do tańszych kredytów i możliwość taniej dzierżawy ziem — mówi Jerzy Konik, krakowski przedsiębiorca. [FOT. ARC]
None
None

Owocowe puzzle

Pochodzący z Krakowa biznesmen produkował na Ukrainie prezerwatywy, miał dom towarowy, handlował kwiatami, prowadził restaurację, radio i hurtownię owoców. Po kilku latach przedsięwzięcia sprzedawał. W 2010 r. „KyivPost” szacował jego majątek na 24 mln USD. Obecnie Jerzy Konik rozwija firmę regenerującą opony, spółkę budowlaną i właśnie rolnicze hektary.

— Do 35 hektarów truskawek dokładamy w tym roku kolejne. W sezonie pracuje tutaj nawet 1000 osób. Rozważamy założenie drugiej plantacji pod Kijowem. Pierwszy sezon produkcji uważamy za udany. Wprawdzie upalne lato sprawiło, że musieliśmy rośliny nieustannie podlewać, a plon był nieco niższy, niż oczekiwaliśmy, ale wysokie ceny pozwoliły pokryć wysokie koszty — mówi Jerzy Konik.

W 2015 r. chce rozszerzyć plantacje o 20 ha malin. — Ciekawym biznesem mogłaby też być borówka amerykańska. Szukamy odpowiedniej ziemi do jej uprawy — dodaje biznesmen. Ziemia i sprzęt rolniczy natomiast czekają już na jabłka.

— Nasz plan zakłada budowę sadów na 500 hektarów. Pierwsze drzewka mieliśmy sadzić już wiosną, ale w związku z niekorzystnym kursem hrywny wstrzymujemy się do jesieni. W 2014 r. zasadzimy 90 hektarów, w kolejnym roku dołożymy 130 oraz chłodnie, a w 2016 r. resztę — wylicza Jerzy Konik. Przedsiębiorca szacuje koszt inwestycji na 10 mln EUR. Inwestuje własne pieniądze i wspomaga się kredytami.

Spokój biznesmena

Potentaci w zagranicznym handlu jabłkami nie dziwią się takiej inwestycji. — Na Ukrainie spożycie owoców rośnie szybciej niż krajowa produkcja. Większość jabłek pochodzi z importu, m.in. z Polski. Na Ukrainie wiele razy zakładano już sady, ale ostatecznie albo klimat okazywał się niesprzyjający, albo lokalnym sadownikom brakowało know-how — twierdzi Mirosław Maliszewski, prezes Związku Sadowników RP.

Z 1 ha sadu zbiera się 40 ton. Z 500 ha Jerzy Konik będzie więc mógł zebrać 20 tys. ton jabłek. Polscy producenci dostarczają na Ukrainę 100-200 tys. ton rocznie, do Rosji — 800 tys. Na rynek rosyjski nastawia się także Jerzy Konik.

— Ceny owoców na tych rynkach są nawet dwa razy wyższe niż w Polsce i wciąż jest miejsce dla kolejnych producentów. Zanim zasadziliśmy wszystkie rośliny na polach z truskawkami, mieliśmy zakontraktowane owoce. Podobnie będzie z jabłkami. Po prostu jest ogromny popyt ze strony handlu — tłumaczy biznesmen. Problem może pojawić się w przypadku zniesienia cła między Polską a Ukrainą.

— Ceny owoców spadną, a wraz z nim opłacalność miejscowego jabłkowego biznesu — mówi Mirosław Maliszewski. Kolejny problem to potencjalna zmiana popytu w związku z trudną sytuacją gospodarczą. Część ekspertów uważa, że Ukraińcy zaczną sięgać po bardziej podstawowe produkty żywnościowe jak chleb czy mąka, a nie owoce. Jerzy Konik nie obawia się takiego obrotu sprawy.

— O 10-20 proc. wzrosły ceny części żywności, ale jesteśmy przed nowym sezonem rolniczym i w tym okresie ceny zawsze szły w górę, więc konsumenci są przyzwyczajeni. Ponadto na Ukrainie je się dużo sałatek owocowych i ich spożycie jest bardziej zakorzenione niż w Polsce — twierdzi Jerzy Konik.

W perspektywie długoterminowej jest spokojny o prowadzenie biznesu na Ukrainie.

— Moje plantacje są oddalone 10 km od granicy rosyjskiej, ale nie widzę większego ryzyka niż wcześniej. Ukraina zawsze była ryzykownym krajem. Biznes nadal tu się rozwija, choć nieco wolniej — tłumaczy biznesmen.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Michalina Szczepańska

Polecane