Małe giełdy są skazane na nieustanny strach przed konkurencją — twierdzi Maria Hurajova.
„Puls Biznesu”: Jak pani widzi przyszłość giełd środkowoeuropejskich — czy najkorzystniejszy będzie alians giełd regionu, samodzielny rozwój bez silnego partnera, czy pozyskanie jako inwestora którejś z dużych giełd zachodniej lub północnej Europy?
Moim zdaniem, tendencja, by tworzyć alians regionalnych giełd jest już widoczna i odnosi sukcesy w innych częściach Europy. Takie rozwiązanie mogłoby być pierwszym krokiem umożliwiającym każdej z giełd zachowanie obecnego znaczenia. Przyszłość pokaże, czy ten model jest dobry dla krajów Europy Środkowej i Wschodniej, w których giełdy przez lata zachowywały niezależność, a mimo to odnotowywały duży wzrost.
Co przemawia za takim wyborem?
Krokiem, który w perspektywie 3-5 lat wydaje się nieunikniony, jest znalezienie silnego partnera i w ten sposób zapewnienie sobie dalszego rozwoju oraz zwiększenie potencjału, nieograniczonego tylko do zamkniętego obszaru. Trudno jednak przewidzieć, co wydarzy się w przyszłości w regionie Europy Środkowej i Wschodniej (i nie tylko).
Czy nie obawia się pani, że duże giełdy odbiorą giełdzie w Bratysławie spółki i inwestorów, czy np. rynek AIM w Londynie nie stanowi dla was konkurencji? W jaki sposób mniejsze giełdy mogą zatrzymać u siebie najbardziej wartościowych emitentów?
Małe giełdy są skazane na nieustanny strach przed konkurencją. Z jednej strony jest to dla nas nieodłączna część działalności, a z drugiej wspaniałe wyzwanie. Inwestorzy i emitenci zawsze wybiorą lepsze warunki, więc my musimy obniżać prowizje, jeśli nie jesteśmy w stanie zaproponować im korzystniejszych i bardziej konkurencyjnych warunków i całkowicie sprzyjającego środowiska.
Maria Hurajowa, Bratislava Stock Exchange