Janusz Wojtas z uwagą wsłuchuje się w głosy z pocztowego rynku. I z uporem tłumaczy — operator wyznaczony to wcale nie operator równiejszy od innych.
![ELASTYCZNOŚĆ: Wyzwaniem, przed
którym stoimy, jest takie usprawnienie
procesów, aby wprowadzane przez nas
zmiany były szybciej dostrzegalne przez
naszych klientów i pracowników — mówi
Janusz Wojtas, członek zarządu Poczty
Polskiej. [FOT. WM] ELASTYCZNOŚĆ: Wyzwaniem, przed
którym stoimy, jest takie usprawnienie
procesów, aby wprowadzane przez nas
zmiany były szybciej dostrzegalne przez
naszych klientów i pracowników — mówi
Janusz Wojtas, członek zarządu Poczty
Polskiej. [FOT. WM]](http://images.pb.pl/filtered/7bf4f71e-4670-4ccd-9d51-044fe6cb3874/2e3952cc-c39f-5228-a220-19c80eb75c1a_w_830.jpg)
„Puls Biznesu”: Czy wie pan, co alternatywni operatorzy pocztowi sądzą o Poczcie Polskiej i jej poczynaniach?
Janusz Wojtas: Wiem i wcale mnie to nie martwi. Wręcz przeciwnie.
Przeciwnie? Dlaczego?
To, że dużo się o nas mówi i że nasze działania uwierają konkurencję oznacza tylko, że to, co robimy, robimy dobrze. Oczywiście cały czas mam na myśli działania w ramach wolnego rynku pocztowego.
No właśnie, powiedział pan „wolnego rynku”. Zdaniem większości prywatnych firm ten rynek uwolniony został tylko na papierze. A w rzeczywistości niewiele się zmieniło.
Zmieniło się i to sporo. Pierwszą, bardzo wyraźną tendencją, jest digitalizacja rynku pocztowego. Zjawisko to wymusza zmiany już nie tylko w ofercie operatorów pocztowych, ale i w sposobie świadczenia tego rodzaju usług. Drugą, niezwykle istotną zmianą jest wejście w życie nowego prawa pocztowego i związana z tym pełna liberalizacja rynku.
Alternatywni operatorzy właśnie zazgrzytali zębami…
Być może. Ale być może też krzyki podnoszone ostatnio przez konkurencję Poczty Polskiej wynikają z ewentualnej niemocy dostosowania się do warunków rynkowych. Powtarzam to jak mantrę. Rynek paczkowy jest w pełni zliberalizowany. Rynek listowy jest w pełni zliberalizowany. Mamy w pełni wolny rynek. Wszystkie działające na nim firmy mają równe prawa, oprócz operatora wyznaczonego, który dodatkowo ma obowiązek w zakresie usługi powszechnej.
A czy Poczta Polska nie ma przypadkiem równiejszych praw?
Nie. Na żadnym etapie naszej działalności nie czuję, by nasza firma była przez kogokolwiek faworyzowana. Powiem więcej: jest przeciwnie. Często to Poczta Polska stoi na przegranej pozycji w stosunku do operatorów alternatywnych.
W jakiej sytuacji?
Na przykład przetargi. To, że w nich startujemy, nie zwalnia nas z obowiązku transparentności danych. Również tych dotyczących cen i polityki opustowej. Słowem — nasze ceny są z góry znane przez wszystkich uczestników takiego przetargu. Natomiast cena, którą zaoferuje operator alternatywny, jest tajna. Widzi pan w tej sytuacji równouprawnienie stron albo faworyzowanie poczty?
Odbijecie sobie za to z Funduszu Kompensacyjnego…
Kolejny mit. Owszem powołanie tego funduszu ma na celu zrekompensowanie strat, które operator wyznaczony — obecnie Poczta Polska — poniesie, realizując usługi powszechne. Prawdą jest też to, że wpłaty na rzecz tego funduszu dotyczą wszystkich, także operatorów alternatywnych. Ale skoro wszystkich, to i Poczty Polskiej. Warto dodać, że ponad 90 proc. tego funduszu będą stanowiły wpłaty właśnie Poczty Polskiej. Reszta będzie pochodzić od innych graczy rynkowych. Słowem — sami sobie zrekompensujemy poniesione straty.
No to na przekazach pieniężnych sobie odbijecie. Alternatywni operatorzy narzekają, że mają bardzo ograniczone szanse na świadczenie usług związanych z przekazami. A to całkiem pokaźny kawałek tortu.
Tak. To duży rynek. Ale i bardzo skomplikowany. Wszyscy zapominamy o tym, że Poczta Polska ma obowiązek dostarczania przekazów na terenach wiejskich. O ile zgodzę się z tym, że w mieście dostarczenie przekazu nie jest problemem, o tyle na wsi wymaga ogromnego zaangażowania. No i nie jest dochodowe. Na terenach wiejskich nie brakuje osób bez kont w bankach. Kto obsłuży tych klientów? Oczywiście, że każdy ma na nich apetyt. Ale mówimy o miliardach złotych. Te miliardy o określonej godzinie muszą być dostarczone do emerytów, bez względu na to, gdzie mieszkają. I tego aspektu operatorzy alternatywni raczej nie podnoszą. Mówią natomiast, że są w stanie taniej dostarczyć. Może i są. Ale w Warszawie, a w małych miejscowościach już nie. Słowem — zapraszam konkurencję na wieś.
Ale obsługa terenów wiejskich i innych „mało dochodowych” to jedno z zadań operatora wyznaczonego…
Zgoda. Dlatego traktujemy dostarczanie przekazów nie jako pojedynczą usługę. To kompleksowe działania, realizowane wspólnie z Zakładem Ubezpieczeń Społecznych. To swego rodzaju misja.
Misja?
Tak. Misja cywilizacyjna. Chodzi o „ubankowienie” społeczeństwa. Przecież im mniej przekazów, tym mniejsze koszty ZUS. To również zmniejszanie kosztów, które ponosi operator wyznaczony. Nie wydaje mi się, że operatorzy prywatni będą zainteresowani prowadzeniem tego typu działalności.
Odnoszę wrażenie, że Poczcie Polskiej strasznie ciężko z tym byciem wyznaczonym operatorem.
Nie. To nie tak. Chcę pokazać, że bycie operatorem wyznaczonym nie oznacza czerpania garściami ze studni bez dna. Taki operator podlega ostrzejszym regulacjom. Często obostrzenia i obowiązki są większe niż korzyści. Zresztą wystarczy spojrzeć na większość poczt na świecie — ponoszą straty na świadczeniu usług powszechnych.
Na koniec jeszcze jedno. Dostęp do waszej infrastruktury. Kiedy prywatni operatorzy go otrzymają?
To już nie zależy od nas. Poczta Polska przedstawiła do Urzędu Komunikacji Elektronicznej regulacje. Wymagają oczywiście akceptacji tego urzędu wynikającej z procedury i z ustawy. Pragnę jednak podkreślić, że niezależnie od tego procesu rozmawiamy z operatorami alternatywnymi o ewentualnych umowach dwustronnych. Nam też zależy na jak najszybszym udostępnieniu naszej infrastruktury. Wszak to też biznes. Jednak z moich obserwacji wynika, że larum podnoszone przy okazji tego tematu przez niektórych operatorów jest pozorowane. Owszem, krzyczą, że chcą dostępu do infrastruktury Poczty Polskiej. Ale jak przychodzimy z pytaniami: Do jakiej? W jakim zakresie? W jakiej skali?, okazuje się, że nie mamy konkretnych odpowiedzi.
To dlaczego podnoszą larum?
To element gry. Normalnej, rynkowej i mieszczącej się w ramach reguł wolnego rynku. Na końcu i tak wszystkich nas zweryfikują klienci.