Tymczasowo aresztować — tylko sprawców zabójstw, gwałtów, rozbojów — mówi Janusz Kaczmarek, krajowy prokurator. Czyżby przełom w nadużywaniu aresztu wobec przedsiębiorców?
„Puls Biznesu”: Przedsiębiorcy narzekają, że prokuratorzy i sądy traktują ich na równi z pospolitymi bandytami, stosując tymczasowy areszt w sprawach, które niekoniecznie tego wymagają. Zapominają natomiast o wielu innych prawnych instrumentach — jak poręczenia majątkowe czy dozór policyjny. Dlaczego tak jest?
Janusz Kaczmarek, prokurator krajowy: Spójrzmy na statystyki. W I półroczu 2005 prokuratorzy wystąpili z wnioskami o tymczasowe aresztowanie wobec 20 953 osób. Sądy pozytywnie rozpatrzyły wnioski wobec 18 722 osób. Pierwsza uwaga: skuteczność wniosków o tymczasowe aresztowanie przekracza 80 procent. To może wynikać z dwóch powodów: albo materiał prokuratorski jest doskonale przygotowany i sąd uznaje racje prokuratora, albo sąd nie bada dokładnie wniosków aresztowych, przyjmując „na wiarę” argumenty prokuratora. I jeszcze trochę statystyki: w stosunku do 25 000 osób zastosowano inne środki zapobiegawcze — czyli poręczenie majątkowe, dozór policji, poręczenie społeczne czy osoby godnej zaufania. Co ciekawe: tylko wobec 5271 osób zastosowano poręczenie majątkowe, a w blisko 16 tys. przypadkach wybrano dozór policyjny.
Wnioski? Prokuratorzy szafują dozorem policyjnym, który — choć przewidziany w kodeksie postępowania karnego — de facto jest mało skuteczny. Co prawda, w jakiś sposób mobilizuje osobę do karności podczas postępowania przygotowawczego, ale — z drugiej strony — było już kilka postępowań karnych, pokazujących, że to meldowanie się u funkcjonariusza policji bywa fikcyjne — na zasadzie: „masz tu pieniądze i co tydzień odhaczaj, że się stawiałem u ciebie na komendzie”.
Kolejna obserwacja: zbyt mało poręczeń majątkowych. Jeszcze będąc prokuratorem apelacyjnym w Gdańsku, przy każdej okazji wypominałem prokuratorom, że za rzadko korzystają z tego instrumentu. Tymczasowe aresztowania powinny być w znacznym stopniu zarezerwowane (choć to wcale nie wynika z przepisów) dla sprawców zabójstw, gwałtów, rozbojów — czyli przestępstw o charakterze kryminalnym. W ich przypadku możliwość mataczenia, wpływania na świadków, ukrywania się jest prawdopodobna.
Wielu adwokatów zwraca uwagę, że wraca nawyk rodem z PRL — o „domniemaniu winności”: jeżeli jesteś przedsiębiorcą, na pewno coś masz na sumieniu, pewnie ten pierwszy milion zarobiłeś nieuczciwie... Wsadzimy cię do aresztu — to może coś nam ujawnisz.
Pierwsza podstawowa zasada: składanie bądź odmowa składania wyjaśnień jest prawem podejrzanego. Fakt, że on ich nie składa, nie może być elementem obciążającym. Taka jest po prostu jego forma obrony, aczkolwiek z punktu widzenia prokuratora może to być swego rodzaju wyznacznik, że oto ten człowiek ma coś do ukrycia. Ostatnio media donosiły o aresztowaniu pana Kwiatkowskiego, wiceprezesa Narodowego Funduszu Zdrowia —ta sytuacja wpisuje się w pana pytanie. Zamierzam bliżej przyjrzeć się tej sprawie, bo padały informacje, jakoby Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego (ABW) miała zapewnić prokuratora, że przedłoży mu w przyszłości dowody przestępstwa...
A nie odnosi pan czasami wrażenia, że niektóre działania prokuratorów skierowane są pod publiczkę? Tym bardziej że jest po temu sprzyjająca atmosfera: politycy zapowiadają prześwietlanie majątków przedsiębiorców, a społeczeństwo oczekuje od prokuratury i sądów wymiernych sukcesów.
To nie kwestia prześcigania się w szukaniu majątku przedsiębiorców, lecz pewnego typu przes-tępstw, które dotykają każdego z nas. Jeżeli ktoś na przykład wygrywa przetarg, bo dał łapówkę, to przecież ktoś inny go przegrał, gdyż nie było transparentności procedur przetargowych. Dlaczego inny przedsiębiorca ma być w gorszej sytuacji? Dlaczego mielibyśmy sobie odpuścić ściganie nieuczciwego, ze szkodą dla uczciwych przedsiębiorców, którzy chcieliby mieć zagwarantowane, że wszyscy są równi?
Inny przykład. Jeżeli ktoś nieuczciwie zawyża koszty, oszukuje na VAT, na podatku dochodowym, to maleją wpływy do budżetu! Dlatego trzeba się zająć tym rodzajem przestępczości i prześwietleniem majątków, o których pan wspomniał.
Jest pytanie, kto będzie się tym zajmował. Przede wszystkim szeroko pojęte instytucje finansowe. Poza tym urzędy powołane do śledzenia prania brudnych pieniędzy. Zwracam uwagę, że ściganie tego rodzaju przestępstw ma priorytet w krajach Unii Europejskiej. W Niemczech, konkretnie w Saksonii, stworzono wyspecjalizowaną prokuraturę, zajmującą się wyłącznie śledzeniem majątku sprawców przestępstw — a więc wchodzącą w działkę organów finansowych.
Nie widziałbym w tym akcyjności, lecz rzetelną i długofalową walkę z przestępczością gospodarczą. I tylko w takim zakresie — podkreślam — możemy mówić o prześwietlaniu majątków.
Wspomniał pan kiedyś , że „prokuraturę toczy rak nawyków rodem z PRL”. Jednym z nich było „nabijanie sukcesów”.
Nawyków związanych z poprawianiem statystyki, akcyjnością, niedostosowaniem niektórych aspektów szkolenia czy też pewne — określiłbym to — zamknięcie prokuratorów na świat. Sam znam wielu takich, którzy przestali czytać orzecznictwo, literaturę prawniczą i fachową, ale również literaturę niezbędną w dzisiejszym świecie. Pomijam tu sprawy techniczne, bo wskażę też i takich prokuratorów, dla których komputer, internet czy telefon komórkowy są czarodziejską sztuczką i dobrze, gdy w telefonie naciskają czerwony albo zielony klawisz; wychodzą z założenia, że i tak się tych nowinek nie nauczą... Choć przecież zawsze można — zamiast szukać informacji w internecie — sięgnąć po książkę w bibliotece. Ważne, by sięgnąć. A nie patrzeć na nią. Nie sądzę jednak, by to dotyczyło tylko prokuratorów.
Ale nie zaprzeczy pan, że niektórzy prokuratorzy sztucznie zawyżają wyniki?
Są niestety takie przypadki. I to trzeba zmienić. Jestem prokuratorem z wieloletnim stażem, znam wszystkie możliwości i kruczki statystyczne.
Taki przykład: dla prokuratora pozostaje ważne, bo przez ten pryzmat jest oceniany, szybkie zakończenie postępowania przygotowawczego. Są kategorie spraw: powyżej trzech miesięcy, powyżej sześciu, roku, dwóch lat. Szefa każdej prokuratury ocenia się z liczby spraw z każdej z tych kategorii: im ma ich mniej, tym dla niego lepiej. Oczywiście, niektórych spraw nie da się zakończyć w trzy miesiące, sześć czy nawet w dwa lata, ale pozostaje mnóstwo takich, które niektórzy prokuratorzy — chcąc je szybko zakończyć — np. zawieszają. Oficjalnie są traktowane jako zakończone, a zatem nie obciążają rachunku prokuratora.
W Gdańsku poziom zawieszonych spraw sytuuje się w granicach 2-2,5 proc. wszystkich prowadzonych. Kiedy zerkam na statystyki innych prokuratur i widzę 6-8 proc. spraw zawieszonych, to taka duża liczba rodzi podejrzenia: dlaczego tak dużo spraw w danej jednostce się zawiesza? Może to kwestia poszukiwania sprawców i jest tam niemobilna policja, a może to statystyczna ucieczka przed złym wynikiem.
Czy prokuratorzy są przygotowani do zwalczania przestępstw gospodarczych?
Bywa z tym różnie. Zamierzam zmienić stereotyp prokuratora — prawnika znającego się tylko na prawie karnym. Jego wiedza musi mieć charakter interdyscyplinarny. To muszą być osoby zarówno o nieskazitelnym charakterze, jak i potrafiące logicznie i trafnie ocenić zachowanie ludzi w kontekście obowiązującego prawa.
W warszawskiej prokuraturze powstał wyspecjalizowany zespół, zajmujący się tylko przestępstwami związanymi z giełdą. Będę musiał się nim bardziej zainteresować, bo — prawdę mówiąc — jakiegoś spektakularnego sukcesu tego wydziału nie odnotowałem, aczkolwiek... może się mylę i krzywdzę kolegów z Warszawy.
Czy objęcie przez pana stanowiska prokuratora krajowego oznaczać będzie rewolucję w prokuraturze?
Rewolucji nie będzie. Będą natomiast zmiany, na pewno personalne. Najpoważniejsza zmiana dotknie ścigania zorganizowanej przestępczości. W prokuraturach okręgowych i apelacyjnych są wydziały do zwalczania przestępczości zorganizowanej. Chcemy, by na poziomie prokuratury krajowej pojawiło się biuro do zwalczania przestępczości zorganizowanej — z oddziałami w całej Polsce (na wzór Centralnego Biura Śledczego), oderwanymi od prokuratur okręgowych i apelacyjnych, a podległymi jedynie temu biuru. Owa struktura zajmowałaby się jedynie tego rodzaju przestępczością. Dzisiaj istnieje dwoistość; co do wydziałów II i VI prokuratur okręgowych oraz apelacyjnych — nie wiadomo konkretnie, na czym polega przepływ spraw między nimi: w zasadzie o to samo prowadzi się w nich postępowania, a jedyna różnica pojawia się między nimi w źródłach finansowania ich działalności. To nieuczciwe wobec samych prokuratur okręgowych i nieczytelne dla obywatela. Stąd zamiar stworzenia nowych, wyspecjalizowanych wydziałów — z wykorzystaniem lokali, sprzętu i kadr prokuratur okręgowych i apelacyjnych.
Inna istotna zmiana dotyczy zarówno prokuratury, jak i sądów. Chodzi o przekazanie nadzoru instancyjnego do sądu właśnie. Z ramienia sądów odpowiedzialny będzie za to sędzia, minister Andrzej Kryże. Dzisiaj od decyzji prokuratora o umorzeniu postępowania można się odwołać do prokuratora wyższej instancji — czyli wszystko leży w gestii prokuratury. Wiele osób zarzucało, że ta sama instytucja rozpatruje odwołania od własnych decyzji. Jeżeli owa zmiana przejdzie, co wymaga zmiany ustawy o prokuraturze, o ustrojach sądów, kodeksu postępowania karnego, no to odwołanie będzie składane do sądu. I to sądy będą rozpatrywały zażalenia na decyzje prokuratorów.
Powstaje Centralne Biuro Antykorupcyjne (CBA). Nowy urząd ma kontrolować wszystkich, ale kto w takim razie będzie kontrolować CBA, zwłaszcza w obecnej sytuacji politycznej?
Nie mam jeszcze projektu tej ustawy. Wiem, że pełnomocnik do tworzenia tego urzędu ma niebawem taki projekt przedstawić do uzgodnień międzyresortowych, w tym również w Ministerstwie Sprawiedliwości. Wydaje się racjonalne, że w wielu przypadkach działanie tego urzędu będzie podlegać kontroli prokuratorskiej lub sądowej. To wydaje mi się niezbędne, chociażby dlatego, by patrzeć na ręce poszczególnych instytucji: jedna —drugiej.
Jesteśmy jednak w takiej sytuacji politycznej, kiedy jeden wziął wszystko. Prezydent, premier, szef CBA, minister sprawiedliwości — wszyscy z tej samej partii... Jak pan sobie wyobraża ten nadzór prokuratorski nad CBA, skoro de facto prokurator nie jest niezależny politycznie?
Prokuratura jest niezależna politycznie. Prokurator ustawowo nie może należeć do żadnej partii, podobnie jak sędzia, i na pewno są tego rodzaju gwarancje ustawowe. Co innego preferencje polityczne prokuratorów i sędziów, każdy ma do nich prawo, ale to nie powinno znaleźć odbicia w pracy zawodowej. Ja w swojej pracy nigdy nie musiałem wyrażać własnych preferencji politycznych i mogę z całą stanowczością powiedzieć, że nikt nie może mi takich uchybień zarzucić. Sądzę, że większość prokuratorów i sędziów może to samo powiedzieć o sobie.
Zgoda: z założenia prokuratura powinna być niezależna, ale prokuratora powołuje minister sprawiedliwości — najczęściej ktoś z nadania politycznego. Jaka to zatem niezależność?
Zawsze jest ktoś przez kogoś powołany... Pytanie: jeżeli prokuratora krajowego miałby powoływać Sejm, to czy on byłby mniej czy bardziej polityczny? Przecież Sejm to wiele partii i musiałby nastąpić jakiś parytet, uzgodnienie co do głosowania nad tym czy innym prokuratorem, a więc będzie to z założenia polityczny wybór. A jeżeli prokuratora miałby mianować prezydent, który jest z określonego ugrupowania politycznego, to czy to czyni nominowanych przez niego sędziów sędziami tego ugrupowania? Nie.
Można by przytoczyć przykłady, że w przypadku niektórych pana poprzedników polityka miała wpływ na bieg prowadzonych spraw.
Każdy, choćby jednostkowy przypadek, będzie obrzucał błotem całą prokuraturę, a jeżeli zostanie jeszcze nagłośniony przez media, to w trójnasób będzie rzutował na obraz prokuratury. Istotą sprawowania przeze mnie urzędu prokuratora krajowego stanie się, ażeby tego typu sytuacji po prostu nie było.
Łatwo powiedzieć... Ale co pan zrobi, jeżeli pana zwierzchnik, minister sprawiedliwości, wyda panu polecenie służbowe?
Rozumiem, że o charakterze politycznym? Nie wyobrażam sobie takiej sytuacji! Mój zwierzchnik może mi wydawać tylko polecenia zgodne z prawem. W stosunku do takich, które by nimi nie były, mam prawo odmówić ich wykonania. Jeżeli polecenie będzie miało aspekt polityczny, nie zawaham się tego zrobić. Nie sądzę jednak, aby takie okoliczności się pojawiły. Zresztą... Ja nie z każdym ministrem mógłbym współpracować.
