Konsumentom brak wigoru

Ignacy MorawskiIgnacy Morawski
opublikowano: 2024-03-21 20:00

Wiele branż w Polsce czeka na odbicie konsumpcji. Byłem jakiś czas temu na spotkaniu branży transportu drogowego, podczas którego wybrzmiewało właśnie to hasło: rynek ruszy z marazmu, gdy ruszy konsumpcja. Na razie jednak wygląda na to, że fajerwerków nie ma. Niby dane pokazują wysoki wzrost roczny sprzedaży detalicznej, ale to w dużej mierze efekt niskiej bazy. Możliwe, że stopniowo ubywa uchodźców. Inny powód to wysokie realne stopy procentowe.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Na pozór dane GUS o sprzedaży detalicznej wyglądają na mocne. W lutym sprzedaż wzrosła o 6,1 proc. r/r po wzroście o 3 proc. w styczniu. To bardzo solidna dynamika, widziana przed pandemią w okresach najszybszego wzrostu gospodarki. Pamiętajmy jednak o dwóch rzeczach. Luty miał jeden dzień więcej, co w niektórych branżach niewątpliwie podbiło wolumeny handlu – chociażby na stacjach benzynowych. Ponadto odnosimy się do fatalnego początku 2023 r., kiedy sprzedaż znajdowała się w głębokim dołku.

Gdy spojrzymy na zmiany sprzedaży z miesiąca na miesiąc, widzimy raczej stagnację. W ciągu pół roku jej poziom prawie się nie zmienił. Pokazuję to na wykresie. Należy w tym miejscu nadmienić, że wyrównanie sezonowe danych o sprzedaży jest procedurą trudną i każdy analityk może mieć inny wynik w zależności od zastosowanego modelu. Generalna tendencja jest jednak raczej jasna: w bok.

Sprzedaż nie reaguje więc znacząco na bardzo wysoki wzrost wynagrodzeń. W pół roku realny fundusz płac w sektorze przedsiębiorstw wzrósł o prawie 6 proc. A do tego dodajmy inne elementy, które teoretycznie powinny podbijać sprzedaż: waloryzację świadczenia pieniężnego na dzieci (tzw. 800+), podwyżki płac w administracji, oświacie i nauce. Na tym tle obraz sprzedaży detalicznej wygląda raczej blado.

Dlaczego sprzedaż wykazuje niską dynamikę? W pewnej mierze jest to naturalne wygładzanie konsumpcji przez gospodarstwa domowe – ludzie nigdy nie wydają w całości dodatkowych dochodów, to jeden z najbardziej oczywistych faktów w makroekonomii. Nie sądzę jednak, by to było jedyne wyjaśnienie.

Możliwe, że w Polsce ubywa uchodźców z Ukrainy. Mógłby na to wskazywać fakt, że dość niska jest dynamika sprzedaży żywności, a wręcz znacząco spada ogólny wolumen sprzedaż odzieży.

Innym wyjaśnieniem stagnacji sprzedaży w ostatnich miesiącach może być rosnąca stopa oszczędzania, której sprzyja wzrost realnej stopy procentowej. Wpływ na wzrost stopy oszczędzania może mieć również realizacja wniosków kredytowych z programu „Bezpieczny kredyt na 2 procent”, który część gospodarstw zachęcił do szybkiej akumulacji gotówki na wkład własny.

Wreszcie z listy wyjaśnień nie należy wykluczać relokacji konsumpcji w stronę usług. Z wielu sygnałów widać, że ten rok jest kolejnym, w którym wysoki jest popyt na usługi turystyczne, a zapewne również inne usługi rekreacyjne.

Poznaj program warsztatu online “Alternatywne Spółki Inwestycyjne (ASI) - studium przypadku” >>

Dane o sprzedaży detalicznej nie są jedyną wskazówką słabego wigoru konsumentów. Badania nastrojów przedsiębiorstw pokazują, że tzw. bariera popytu w handlu utrzymuje się na podwyższonym poziomie – wyższym niż rok temu czy przed pandemią. Chodzi tu o odsetek firm, które deklarują, że niewystarczający popyt utrudnia im rozwój. Na podobne wnioski wskazuje wojna cenowa toczona między dużymi sieciami handlowymi. Nie byłoby jej, gdyby nie bariera popytu.

Możesz zainteresować się również: