Produkt z Chojnic jest niemal niezniszczalnym stalowym pudłem do pracy w najtrudniejszych warunkach.
Jutrzejszy debiutant 90 proc. przychodów osiąga z eksportu. Mimo że jest firmą produkcyjną, nie ma własnego modelu wyrobu. I nawet klientów nie szuka. Sami od lat znajdują zakład w 40-tysięcznym mieście na granicy Pomorza i Kujaw.
— Nie mamy w strukturach wyodrębnionego działu marketingu. Skoro klienci sami do nas docierają, świadczy to, że doceniają naszą fachowość — mówi z dumą Danuta Wruck, wiceprezes Zrembu-Chojnice.
Zakład oddano do eksploatacji 2 stycznia 1973 r. Początkowo wchodził w skład Kombinatu Kujawskich Zakładów Maszyn Budowlanych Zremb-Solec Kujawski. W 1977 r. znalazł się w Pomorskim Kombinacie Maszyn Budowlanych Zremb-Makrum w Bydgoszczy. Zatrudniająca około 280 osób spółka niezależnym przedsiębiorstwem stała się w 1982 r.
Firma produkowała osinobusy, czyli zabudowy autobusowe na bazie samochodu ciężarowego, przyczepy wywrotki, maszyny dla wytwórni betonów komórkowych czy kafary. W latach 80. zainteresowała się rolnictwem. W ofercie pojawiły się kultywatory i kopaczki konne do ziemniaków oraz zbieracze pokosów. Na pamiątkę po dawnych czasach została nazwa. Oficjalnie brzmi: Zakład Budowy Maszyn Zremb-Chojnice.
Wytrzymają wiele
Od początku lat 90. przedsiębiorstwo nie produkuje maszyn, lecz specjalizuje się w budowie kontenerów. Początkowo dużych pojemników na śmieci, które po wciągnięciu na ciężarówkę jechały na wysypisko, by po opróżnieniu powrócić na swoje miejsce. Z czasem produkcja stała się bardziej wyrafinowana. Pojawił się zagraniczny kontrahent chcący zamówić tzw. baskiety — kontenery rurowe do transportu i składowania wierteł na platformach wiertniczych.
— Wykonaliśmy zamówienie i informacje o naszej firmie zaczęły rozchodzić się pocztą pantoflową — zapewnia Danuta Wruck.
Po baskietach przyszła kolej na inne typy kontenerów offshore — AMD i mudskip. Pierwsze stanowią na platformach wiertniczych zaplecze logistyczne w postaci magazynów, narzędziowni czy też pomieszczeń dla maszyn i urządzeń. Drugie służą do magazynowania i transportu szlamu morskiego wydzielającego się podczas wydobywania ropy. Stalowe pudła z Chojnic trafiają głównie na Morze Północne, ale zdarzył się też kontrakt związany z Morzem Kaspijskim.
Zamawiane przez klientów niemieckich pojemniki do transportu odpadów radioaktywnych w ogóle nie opuszczają lądu. Lądowe zastosowanie mają też kontenery przeznaczone na kwatery mieszkalne, stanowiska dowodzenia, kuchnie i szpitale polowe. Z ich opancerzonych wersji korzysta m.in. Bundeswehra. Są to modele 3w1 i 2w1, co oznacza. że w docelowym miejscu dyslokacji kontener rozkłada się tak, jakby przywieziono tam trzy lub dwa takie stalowe prostopadłościany.
W firmie wspominają pierwsze zamówienie dla Bundeswehry. Myślano, że na odbiór techniczny przyjedzie rosły mężczyzna, który będzie szarpał drzwi z całej siły. Tymczasem przyjechała drobna kobieta i musiała wszystko otworzyć jedną dłonią.
— Naprawdę robi wrażenie. Kawał żelastwa, a zamyka i otwiera się leciutko. Pyk i już — dodaje Krzysztof Kosiorek-Sobolewski, sekretarz rady nadzorczej Zrembu-Chojnice i prezes spółki Stormm, będącej głównym udziałowcem zakładu.
Sukcesy zapewnia Zrembowi załoga. Wielu pracowników jest z firmą związanych ponad 20 lat. Kroją oni blachę na odpowiednią długość i szerokość, a następnie nawiercają we właściwych miejscach otwory, a w innych frezują. Na wydziale montażu składają wszystko w całość i spawają. Surowy kontener poddawany jest oczyszczaniu ze smarów i szlifowaniu spawów. Na koniec idzie do malowania. Wcześniej jednak przechodzi niezwykłą kontrolę techniczną. Ultradźwiękami, metodą magnetyczno-proszkową i promieniami Roentgena sprawdza się szerokość i głębokość spoin oraz czy nie ma w nich mikropęknięć.
— Przy produkcji wszystkich kontenerów typu offshore obowiązują wymagania jak przy produkcji statków. Nasze produkty podlegają kontroli towarzystwa klasyfikacyjnego Det Norske Veritas, a zamawiane z Niemiec — Germanische Lloyd. Dlatego szczególnie ważna jest praca naszych spawaczy — zaznacza Danuta Wruck.
Sztuka sztuce nierówna
Wszystkie montowane w Chojnicach kontenery powstają na podstawie dokumentacji sporządzonej przez kontrahenta, zgodnie z jego potrzebami. Własne biuro technologiczno-konstrukcyjne dostosowuje tylko dokumentację klientów do specyfiki produkcji i wymogów towarzystw klasyfikacyjnych. Mimo zewnętrznych podobieństw każdy stalowy prostopadłościan opuszczający chojnicki zakład może być inny. Zremb nawet nie ma własnych modeli „z półki”. Chętnie wykona serię 10 czy 20 sztuk o wyjątkowych właściwościach, a nawet pojedynczy kontener. Wielkoseryjnymi pojemnikami służącymi do transkontynentalnego przewozu odzieży, produktów spożywczych czy sprzętu elektronicznego firma się nie zajmuje. Ten segment rynku zdominowali producenci z Dalekiego Wschodu.
— W połowie 2007 r. byliśmy u jednego z niemieckich kontrahentów. Przymierzał się do zamówienia 10 tys. kontenerów transportowych typu swap body w Chinach, ale zapytał, czy byśmy nie wykonali takiego zamówienia. Rozplanowany na kilka lat kontrakt przychodowo byłby rewelacyjny. Gorzej wyglądała jego rentowność. Niemcy nie byli jednak skłonni zapłacić więcej. Wychodzili z założenia, że jeśli nawet któryś ze zrobionych w Chinach kontenerów pęknie, to niska cena zamówienia zrekompensuje stratę — opowiada Krzysztof Kosiorek-Sobolewski.
Zremb odpuścił. Pozostał przy specjalizacji — kontenerach, w których spaw przez przypadek nie puści. Odpornych na sztormy Morza Północnego, miny i promieniowanie. Od jutra będziemy zaś mogli sprawdzać, jak odporne na zawirowania koniunktury giełdowej są akcje spółki. n
Kamil Kosiński
Aby krowa miała co jeść w zimie
W dawnych czasach dzisiejszy debiutant giełdowy zajmował się produkcją różnych maszyn. Były wśród nich m.in. zbieracze pokosów, czyli przyczepy zbierające ścięte rośliny przeznaczone na paszę dla krów. Rośliny te zwane zielonką, są potem ubijane specjalnymi prasami w tzw. silosach przejazdowych. Jest to najtańsza metoda produkcji kiszonki, ale też opłacalna przy odpowiednio dużej skali. O jedną czwartą droższa jest metoda zbioru silosokombajnem i również zakiszanie w silosie przejazdowym. Jeszcze droższe okazuje się zakiszanie w rękawie foliowym. Prawie dwa razy droższa jest technologia z wykorzystaniem prasy zwijającej i owijarki bel, w której około 40 proc. kosztów ogólnych stanowi koszt folii.
Pomagają promować islam
Poza montażem kontenerów spółka produkuje też konstrukcje stalowe przeznaczone na fasady i dachy budynków użyteczności publicznej. Działalność ta przynosi firmie zaledwie kilka procent rocznych przychodów. Wśród obiektów, w których wykorzystano chojnickie konstrukcje, znajduje się Muzeum Islamizmu Ismaili Imamat Center Ottawa w Kanadzie.
Oferta publiczna w liczbach
16,7
mln zł Takie były w przychody spółki ze sprzedaży w pierwszej połowie 2007 r.
528
tys. zł Taki był jej zysk netto w pierwszej połowie 2007 r.
6,5
mln zł Tyle wyniosły wpływy z publicznej emisji nowych akcji, które sprzedały się w 83 proc.
Miasto frontowe
Około kwadransa przed atakiem na Westerplatte w 1939 r., niemiecki pociąg pancerny wjechał na stację w Chojnicach. Nie był to jednak odosobniony przypadek walk polsko-niemieckich w tej okolicy. Miasto przez wieki egzystowało na styku żywiołów polskiego i niemieckiego. W 1440 r. przystąpiło np. do propolskiego Związku Pruskiego, lecz kilka lat później zadeklarowało wierność zakonowi krzyżackiemu. W 1454 r. klęska wojsk polskich pod Chojnicami zapoczątkowała wojnę trzynastoletnią, w wyniku której Polska odzyskała dostęp do Bałtyku. Chojnice poddały się w tej wojnie jako ostatnia twierdza krzyżacka. W wyniku pierwszego rozbioru trafiły pod panowanie pruskie, by do Polski powrócić na mocy traktatu wersalskiego.
