Kontenery z Suezu zakorkowały tory

Po zablokowaniu Kanału Sueskiego przez Ever Given, operatorzy logistyczni przekierowali ładunki na kolej. Kanał jest drożny, tory nieprzejezdne

Jeszcze niedawno firmy logistyczne miały problem z dostępem do kontenerów, które utknęły w wielu portach. Teraz o nie nietrudno, ale ich ceny poszybowały. Większym problemem niż ceny jest jednak to, że pociągi przewożące towary w kontenerach stoją na chińskich granicach czekając na rozładunek. To efekt m.in. zablokowania Kanału Sueskiego w marcu tego roku przez statek Ever Given.

– Kanałem Sueskim transportowane jest około 10-12 proc. wszystkich ładunków z Chin. Po jego zablokowaniu operatorzy logistyczni zastanawiali się, jak długo potrwa blokada. Trudno było znaleźć odpowiedź na to pytanie, dlatego wiele firm przekierowało ładunki na kolej – mówi Robert Roszko, dyrektor operacyjny produktu kolejowego w Rohlig Suus Logistics.

I tu zaczął się problem. Granice Chin z Rosją, Mongolią czy Kazachstanem szybko się zablokowały, a pociągi wiele dni muszą czekać na przeładunek. Zazwyczaj transport kolejowy z Chin do Polski trwa około 14 dni, ale obecnie kolejne kilkanaście dni trzeba czekać na przeładunki.

Kolejowym Jedwabnym Szlakiem jedzie dwa razy więcej ładunków

– Jeszcze w 2018 r. koleją transportowano z Chin do Europy 345 mln TEU, czyli kontenerów 20-stopowych, a obecnie jest ich dwa razy więcej, co powoduje kongestię – informuje Robert Roszko.

Pojawiają się także nieoficjalne informacje, że rząd chiński wymaga, by w pierwszej kolejności wyjeżdżały pociągi tamtejszych, państwowych firm, przewożące do Europy sprzęt elektroniczny. Pozostali muszą więc czekać dłużej.

– Nie wiemy, czy to prawda, czy fake news. Faktem jednak jest to, że czas dostaw znacznie się wydłużył. Dlatego też wdrażamy alternatywne możliwości przewozu, np. chcąc ominąć zator na chińskich przejściach kolejowych, przewozimy towary drogą morską do Władywostoku i tam przeładowujemy na kolej – mówi Robert Roszko.

Rozładować korek
Rozładować korek
Trudno prognozować, jak długo potrwa jeszcze zator na kolejowym Jedwabnym Szlaku, który pojawił się po przeniesieniu części towarów z Kanału Sueskiego. Jedni przedsiębiorcy uważają, że uda się rozładować go już w czerwcu, inni natomiast twierdzą, że problem może się jeszcze nawet zaostrzyć.
SATELLOGIC / Reuters / Forum

Ciężarówki zyskują popularność, ale też stoją w korkach

Operatorzy logistyczni twierdzą jednak, że na granicy polsko-białoruskiej pociągi także stoją w kolejce do wjazdu na terminal w Małaszewiczach. Andrzej Sokolewicz, prezes Cargotoru, z grupy PKP Cargo, zarządzającego małaszewickim hubem zapewnia jednak, że jest on drożny. Jego zdaniem ewentualne zakłócenia w przeładunkach nie są efektem blokady Kanału Sueskiego, lecz zwiększonych przeładunków z kolei na ciężarówki.

- Małaszewicze są terminalem kolejowym, tymczasem spedytorzy coraz częściej przeładowują towary z pociągów na ciężarówki, co może nieco wydłużać czas przeładunków – twierdzi Andrzej Sokolewicz.

Co ciekawe, transport drogowy zyskuje popularność na całym Jedwabnym Szlaku.

– Część naszych klientów zdecydowała się przerzucić priorytetowe ładunki na transport drogowy, więc sporo towarów dociera z Chin do Europy ciężarówkami. Jednak i one długo stoją na granicach, bo w transporcie drogowym również obserwujemy zjawisko kongestii – zapewnia Robert Roszko.

Opóźnienia w przewozach widać także w transporcie morskim, ale na bałtyckie porty nie wpływają negatywnie. Notują one znaczny wzrost przeładunku kontenerów.

- Nie widzimy bezpośredniego wpływu marcowej blokady Kanału Sueskiego, choć wiemy, że niektóre statki kursują w związku z tym nadal poza rozkładem rejsów. Nie widzimy też żadnego wpływu na nasze usługi kolejowe – zapewnia Cameron Thorpe, prezes DCT Gdańsk.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Katarzyna Kapczyńska

Polecane