Kontrakty na WIG5 budzą największe nadzieje

opublikowano: 13-05-2013, 00:00

Giełda chce zastąpić swój główny indeks dwoma. Uczestnicy rynku mają do tego stosunek raczej ambiwalentny.

GPW rozważa zastąpienie indeksu WIG20 indeksami WIG5 i WIG30. Pierwszy nie miałby progu koncentracji, co oznacza, że np. PKO BP miałoby w nim spory, nawet ponad 25 proc. udział w portfelu. W WIG30 pojedyncza spółka nie mogłaby natomiast ważyć więcej niż 10 proc. (w WIG20 jest to 15 proc.). Oba nowe indeksy byłyby indeksami dochodowymi, a więc uwzględniającymidywidendy. Obecnie tak funkcjonuje WIG, ale nie WIG20. To najlepiej przyjmowana przez rynek innowacja. Co do samego pomysłu zastąpienia indeksu dwudziestu spółek indeksami pięciu i trzydziestu branża finansowa jest dość ostrożna.

— Pomysł ma wady i zalety. Trzeba go przeanalizować na podstawie dokładnych danych. Bez tego można tylko stwierdzić, że WIG30 byłby bardziej reprezentatywny niż WIG20. Istnieje jednak ryzyko, że mniej płynne spółki miałyby w nim za dużą wagę. Reprezentatywność WIG5 byłaby ograniczona. Taki indeks byłby jednak bardzo płynny, co ułatwiłoby obrót powiązanymi z nim kontraktami — komentuje Grzegorz Łętocha, prezes Związku Maklerów i Doradców.

— Zwyżki w 2012 r. były początkowo bardzo skoncentrowane na nieformalnym WIG5. Dopiero potem rozszerzyły się na następne spółki z WIG20. WIG5 może więc przynieść ciekawy efekt na instrumentach pochodnych. Poprzez kontrakty na WIG5, zagraniczne fundusze, które chciałyby się doważyć w Polsce, zyskałyby instrument mniej podatny na manipulacje przez mniej płynną część indeksu. Ale wątpię, by ta zmiana stała się katalizatorem zwiększającym zainteresowanie polskim rynkiem przez zagraniczne fundusze — dodaje Adam Jenkins, z Pioneer Pekao IM.

Jarosław Kowalczuk, prezes DI BRE Banku, już wcześniej sygnalizował potrzebę wprowadzenia indeksu, który charakteryzowałby się większą zmiennością, dając jednocześnie większe możliwości do realizacji strategii arbitrażowych. Adam Jenkins dodaje, że dla zagranicznych funduszy samo powstanie WIG30 jest obojętne, gdyż w przypadku Polski inwestują one głównie w spółki z indeksów regionalnych (czyli np. tych tworzonych przez MSCI). Zmiany w indeksach uważa też za obojętne dla lokalnych instytucji zbiorowego zarządzania. Wtóruje mu mniejszy konkurent.

— My i tak benchmarkujemy się do WIG. Dla nas zmiana nie ma więc żadnego znaczenia — zaznacza Sebastian Buczek, prezes Quercus TFI.

Kontrakty na WIG5 miałyby mnożnik 10 i krok notowań 1 punkt, czyli jak obecny WIG20. Kontrakty na WIG30 miałyby mnożnik 100 i krok notowań 0,5 punktu.

— Nie wiem, jaki jest cel podniesienia mnożnika. Ale od mnożnika istotniejsza jest sama wartość kontraktu. Gdyby przymierzyć mnożnik 100 do kontraktów na WIG20, to ich wartość wzrosłaby obecnie z około 24 tys. zł do 240 tys. zł. A to wydaje się dość dużo jak na polskie warunki. Byłoby to głównie rozwiązanie dla inwestorów instytucjonalnych — mówi Grzegorz Łętocha. [KA]

Kto w WIG5

Prawdopodobny skład

PKO BP

KGHM

PZU

Bank Pekao

PKN Orlen

Źródło: GPW

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Kosiński

Polecane