Czytasz dzięki

Kontruderzenie w trybie wyborczym

opublikowano: 02-03-2020, 22:00

Prezydent/kandydat Andrzej Duda zapożyczył od swojego pryncypała Jarosława Kaczyńskiego formułę „ja bez żadnego trybu”.

Konstytucja RP precyzuje relacje władz wykonawczych oraz ustawodawczych — prezydent zwołuje inauguracyjne posiedzenia Sejmu i Senatu, natomiast potem może jedynie zwrócić się do którejś z izb (a także do Zgromadzenia Narodowego) z orędziem, co jest równoznaczne z nakazem ich zwołania. Tym razem Andrzej Duda nie zamierzał niczego wygłaszać, wystąpił z pozakonstytucyjnym wnioskiem o zwołanie Sejmu. Marszałek Elżbieta Witek uznała to za propozycję nie do odrzucenia, bo czegóż się nie robi dla zdobycia przez partyjnego kandydata wizerunkowych punktów wyborczych…

Nadzwyczajne posiedzenie Sejmu zainicjował prezydent Andrzej Duda.
Zobacz więcej

Nadzwyczajne posiedzenie Sejmu zainicjował prezydent Andrzej Duda. Aleksiej Witwicki

Do nocy z niedzieli na poniedziałek posiedzenie 2 marca w ogóle nie miało sensu. Jego absurdalność pojęło również PiS, dlatego aparat rządowy stanął na rzęsach i w niedzielę 1 marca przed północą wniósł do Sejmu projekt ustawowego kontruderzenia wobec wirusa COVID-19. Od stycznia rząd tzw. dobrej zmiany wykonywał jedynie kroki doraźne i przez dwa miesiące nie zauważył, że dla skutecznego zwalczania nadciągającego zagrożenia nie ma narzędzi prawnych. W niedoczasie PiS wróciło do ulubionego stylu z poprzedniej kadencji i projekt (tym razem rządowy, nikt nie zdążył załączyć podpisów i wcisnąć kitu, że poselski) wpłynął bez jakichkolwiek konsultacji nocą, a w Sejmie został przeforsowany w jeden dzień.

Parlament III RP już kiedyś procedował pod ciśnieniem czasu w niezrównanie bardziej dramatycznej sytuacji. W 1997 r. tragiczna powódź rozpoczęła się 6 lipca, po kilku dniach rząd SLD-PSL uznał, że prawodawstwo nie przystaje do rozmiarów klęski. Awaryjnie przygotowano nowelizacje całego pakietu ustaw, w tym budżetowej, które wpływały 15 lipca wieczorem. Zjednoczony narodowym dramatem Sejm pracował 16-17 lipca i przegłosował pakiet niemal jednogłośnie, Senat 18 lipca klepnął wszystko bez poprawek, prezydent Aleksander Kwaśniewski podpisał od ręki i tego samego dnia pakiet został wydrukowany w Dzienniku Ustaw, wchodząc od razu w życie.

W kadencji 2015-19 losy kontruderzenia na COVID-19 byłyby podobne. W obecnej jednak dalsze losy ustawy będą ciekawym sprawdzianem intencji rządzącego PiS oraz opozycji. Senat ma na rozpatrzenie ustawy 30 dni. Aż tyle czasu nie będzie potrzebował, ale nie zbierze się oczywiście na rozkaz prezesa. Najbliższe posiedzenie izby zaplanowane zostało na 12-13 marca. Tym razem wykluczone jest odrzucenie ważnej ustawy w całości, ale na pewno wniesione zostaną merytoryczne poprawki, które nie miały szans w poniedziałek w Sejmie. Dziesięć najbliższych dni należałoby poświęcić na krytyczne wejrzenie w produkt PiS i wychwycenie błędów, np. przez służby ochrony zdrowia oraz pracodawców. Z kolei odniesienie się do senackich poprawek przez Sejm — planowe posiedzenie dopiero 25 marca — nie może sprowadzić się do ortodoksyjnego odrzucenia ich dla politycznej zasady. Pojawia się szansa, aby narzędzie prawne wspomagające ochronę Polaków przed grożącą epidemią wreszcie nie było produktem wyłącznie sejmowej większości PiS. Czy zostanie wykorzystana? Pytanie raczej retoryczne…

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane