Kooperanci sektora naftowego liczą na Wschód

Dorota Kaczyńska
opublikowano: 2002-12-09 00:00

Podaż wyrobów stalowych na polskim rynku jest bardzo duża. Zdaniem Piotra Pudłowskiego, prezesa firmy Gazstal z Zielonej Góry, w tej sytuacji przedsiębiorstwa z branży mają dwie możliwości — rozpocząć dodatkową produkcję lub zintensyfikować dotychczasową działalność.

Sytuacja na polskim rynku stali nie jest korzystna dla producentów i dystrybutorów. Zwiększona podaż wyrobów stalowych wynika z niewłaściwego zarządzania polskim sektorem hutniczym, silnej konkurencji ze strony Unii Europejskiej i wreszcie załamania koniunktury w sektorach, będących największymi odbiorcami wyrobów stalowych.

W przypadku Gazstalu, wyspecjalizowanego w dostawach rur wiertniczych i przewodowych dla firm zajmujących się wydobyciem nafty i gazu, spadek popytu ze strony branżowych odbiorców może zadecydować o dalszym istnieniu firmy.

— W sytuacji gdy nasi najwięksi odbiorcy wyraźnie ograniczyli wiercenia, staramy się poszerzyć grupę klientów — mówi Piotr Pudłowski.

Ożywienie popytu na wyroby stalowe dla sektora wydobywczego może nastąpić po niedawnym odkryciu nowych złóż w rejonie Dębna i Międzychodu.

— Te odkrycia pozwalają prognozować, że obserwowany w ostatnich latach spadek popytu na krajowym rynku rur wiertniczych wreszcie się zatrzyma. Być może nawet sytuacja nieznacznie się poprawi — twierdzi Piotr Pudłowski.

Gazstal stara się sukcesywnie powiększać swój udział w rynku krajowym, jednak ze względu na zagrożenia stwarzane przez niesolidnych odbiorców, firma została zmuszona do wprowadzenia sprzedaży gotówkowej.

— Nie możemy sobie pozwolić na tolerowanie kilkumiesięcznych opóźnień w płatnościach za wydawany towar. Zamrożone w takich transakcjach środki uniemożliwiają nam intensyfikację eksportu — mówi Piotr Pudłowski.

Największe nadzieje firma wiąże jednak z rozwojem eksportu, zwłaszcza na rynki Litwy, Estonii i Kazachstanu. Poza tym przygotowując się do konkurencji na rynku Unii Europejskiej i dostosowując do obowiązujących na nim standardów, spółka wdrożyła system zarządzania jakością, zgodny z normą ISO 9001: 2000. Mimo to, Piotr Pudłowski szanse na przyszłość dostrzega przede wszystkim na Wschodzie, ponieważ polskim firmom trudno jest konkurować z cenami, obowiązującymi na rynku zjednoczonej Europy.

— Mamy jednak świadomość, że sprzedaż w krajach dawnego ZSRR wiąże się z ryzykiem powstawania zaległości płatniczych. Szansą dla polskich firm jest jednak ekspansja na te rynki dużych koncernów zachodnich. Prowadzone przez nie wiercenia na obszarze byłego Związku Radzieckiego stwarzają nam okazję do handlu z tymi inwestorami, przy jednoczesnym zminimalizowaniu ryzyka. Przy czym kolejne kontrakty na wiercenia na tych terenach, zdobywane przez polskie firmy, powinny nam pomóc w zwiększeniu sprzedaży — twierdzi Piotr Pudłowski.