Kowalski kibicuje prywatnej medycynie

  • Alina Treptow
11-04-2014, 00:00

Politycy robią firmom medycznym czarny PR, ale pacjenci wiedzą swoje. Większość nie życzy sobie preferencji dla publicznej służby zdrowia

Wyniki badania przeprowadzonego na zlecenie „PB” przez Grupę IQS powinny uciszyć przeciwników prywatnej służby zdrowia. Respondenci odpowiadali na dwa pytania: kto powinien prowadzić szpitale w Polsce i kogo Narodowy Fundusz Zdrowia (NFZ) powinien preferować przy dzieleniu publicznych pieniędzy? Z badań wynika, że nie ma mowy o zgodzie na uprzywilejowanie państwowych i samorządowych placówek. Blisko 60 proc. respondentów uważa, że szpitale powinny prowadzić zarówno podmioty publiczne, jak i prywatne. Oczywiście nie zabrakło przeciwników prywatnych operatorów — na „nie” był co czwarty badany, głównie mieszkańcy wsi. Natomiast osoby z wyższym wykształceniem gremialnie (87 proc.) opowiedziały się za funkcjonowaniem szpitali w różnych formach własności.

TRZEŹWY GŁOS:
Zdaniem
przedsiębiorców,
pacjenci nie oceniają
placówki medycznej
przez pryzmat jej
właściciela, ale tego,
jak jest wyposażona
i jak leczy. Dla tego
tak pozytywne
wyniki badania.
[FOT. GK]
Zobacz więcej

TRZEŹWY GŁOS: Zdaniem przedsiębiorców, pacjenci nie oceniają placówki medycznej przez pryzmat jej właściciela, ale tego, jak jest wyposażona i jak leczy. Dla tego tak pozytywne wyniki badania. [FOT. GK]

Po równo

Proprzedsiębiorcze nastawienie wcale nie znikło przy dystrybucji publicznych pieniędzy. Tylko co piąty respondent uważa, że przy podziale NFZ powinien preferować publiczne ośrodki. Większość jest innego zdania — w opinii 67 proc. ankietowanych, NFZ nie powinien nikogo preferować, a jeśli już ma to robić, to tych, którzy świadczą usługi najwyższej jakości, niezależnie od struktury właścicielskiej. Tego chcą najczęściej mieszkańcy miast oraz osoby z wyższym wykształceniem.

— Biorąc pod uwagę, ile emocji budzi m.in. prywatyzacja szpitali, jestem nieco zaskoczony. Pozytywnie oczywiście. Wydawałoby się, że prywatna służba zdrowia kojarzy się przeciętnemu Polakowi z dodatkowymi odpłatnościami, na które mogą sobie pozwolić jedynie najbogatsi, a na pewno nie emeryci. Tymczasem jest odwrotnie, bo to właśnie o tego emeryta, leczonego w ramach NFZ, się zabiega — uważa Wojciech Mizerka, dyrektor finansowej sieci medycznej Euromedic.

Zaskoczony nie jest Dariusz Pietras, wiceprezes diagnostycznego Voxela.

— Z naszych obserwacji wynika, że pacjenci wybierają placówki, które najbardziej profesjonalnie i efektywnie leczą pacjentów. Kwestia własności jest dla nich bez znaczenia, zresztą często nie wiedzą, kto — samorząd czy prywatny inwestor — jest właścicielem placówki, z której korzystają — twierdzi Dariusz Pietras.

Na cenzurowanym

Przedsiębiorcy zwracają uwagę, że nastawienie pacjentów kontrastuje z podejściem niektórych polityków. Kilka tygodni temu Jarosław Kaczyński, prezes Prawa i Sprawiedliwości, mówił o grabieży medycyny przez przedsiębiorców. Zapowiedział zmiany, które zakażą placówkom medycznym generowania zysków. Kłody pod nogi rzucają przedsiębiorcom również publiczni konkurenci, o czym przekonały się kilka miesięcy temu firmy działające w segmencie onkologicznym. Do Ministerstwa Zdrowia trafił projekt zakładający połączenie publicznych ośrodków onkologicznych w megaośrodek z megawładzą. Będzie on decydował nie tylko o standardach leczenia, ale także o tym, kto i gdzie wybuduje nową placówkę onkologiczną. Na niekorzyść medycznego biznesu działają również zmiany legislacyjne. Przy najbliższym kontraktowaniu premiowane mają być placówki zapewniające „kompleksowość i ciągłość leczenia”, co — zdaniem zainteresowanych — oznacza preferencje dla dużych, wieloprofilowych szpitali, oczywiście publicznych.

— Ta cała nagonka to gra polityczna, która niestety może mieć negatywny wpływ na legislację, a tym samym na biznes. Szkoda, że ci sami politycy nie zauważają, że prywatny szpital jest dla podatników w rzeczywistości tańszy. W odróżnieniu od publicznej placówki, jego wybudowanie nic państwa nie kosztowało — mówi Adam Rozwadowski, prezes Enel-Medu.

Jego zdaniem, nie mówi się też o rzeczywistych wydatkach na publiczną służbę zdrowia.

— Oprócz kontraktów na leczenie dostaje ona miliony różnych dotacji — w skali kraju ich wartość sięga rocznie, bagatela, 6-8 mld zł. Zamiast tym, jak bez sensu wydaje się te pieniądze, które zresztą bez problemu mogliby wyłożyć prywatni inwestorzy, opinia publiczna woli zajmować się przedsiębiorcami, którzy mają zaledwie kilkuprocentowy udział w rynku — uważa Adam Rozwadowski.

OKIEM PRZEDSIĘBIORCY
Puste zapowiedzi
ROMAN WALASIŃSKI
prezes Swissmedu
Niechęć części respondentów może wynikać właśnie z faktu, że nie mieli kontaktu z prywatną medycyną, kojarzoną przede wszystkim z odpłatnymi usługami, co jest przecież dużym uproszczeniem. Ubolewam nad tym, że nie zrealizowano planów Ewy Kopacz, ówczesnej minister zdrowia, która zapowiadała reformy zmierzające do tego, żeby pieniądze szły za pacjentem. Pieniądze na leczenie powinna dostawać ta placówka, którą wybierze chory. Niestety skończyło się na zapowiedziach, a szkoda, bo może warto wsłuchać się w głos pacjentów.

 

OKIEM EKSPERTA
Pod stałą presją
DOBRAWA BIADUN
ekspertka ds. zdrowia w Konfederacji Lewiatan
Wyniki badania napawają optymizmem. Pokazują, że to niektórzy politycy, a nie pacjenci dzielą placówki na prywatne i publiczne. Dla pacjenta nie ma to przecież znaczenia. Szkoda tylko, że przedsiębiorca działający w tym segmencie musi ciągle coś udowadniać — że działa zgodnie z prawem, że kontrakt mu się należał, że nie oszukiwał pacjentów etc. Dowodzi tego statystyka kontroli — placówki prywatne są monitorowane częściej niż publiczne.
© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Alina Treptow

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Kowalski kibicuje prywatnej medycynie