Kowalski oszczędza na małego SUV-a

Marcin BołtrykMarcin Bołtryk
opublikowano: 2016-02-17 22:00

W 2015 r. zarejestrowano w Polsce ponad 408 tys. nowych aut. Średnia cena? Ponad 92 tys. zł

Polacy kochają skodę. Miłością wielką i trwałą. Od lat ta marka wiedzie prym w rankingach sprzedaży nowych aut. Jeśli tylko skoda ma model w jakimś segmencie, to na ogół jest w nim najpopularniejsza. Choć rzadziej wśród klientów indywidualnych.

Wyższe ceny

Aż 65 proc. sprzedanych w minionym roku nowych aut kupiły firmy. Średnio płaciły 100,7 tys. zł. Indywidualni nabywcy przeznaczyli na nowy pojazd średnio nieco ponad 76 tys. zł.

— Należy jednak pamiętać, że średnie ceny są wyliczane na podstawie cenników detalicznych. W rzeczywistości płaci się mniej — o kilkanaście procent w przypadku firm i o kilka w przypadku klientów indywidualnych — wyjaśnia Wojciech Drzewiecki, prezes Samaru. Średnie ceny w 2015 r. wzrosły o 4,65 proc.

— Należy to tłumaczyć przede wszystkim rosnącym udziałem firm w zakupie nowych aut. A ten, jeśli uwzględnić „działalności gospodarcze”, przekracza 80 proc. — mówi Wojciech Drzewiecki. Na naszą prośbę Samar przygotował zestawienie 10 najpopularniejszych modeli w różnych segmentach rynku z podziałem na klientów indywidualnych i firmowych.

Okazuje się, że firmy najbardziej lubią segment C. 10 najpopularniejszych w nim modeli uzyskało sprzedaż ponad 57,2 tys. pojazdów. Najchętniej wybierana była skoda octavia (11,6 tys.). Klienci indywidualni w tym segmencie kupili „zaledwie” 23,8 tys. samochodów, a najpopularniejszy model (Opel Astra) wybrało prawie 3,9 tys. osób. Firmowy lider w tym segmencie zajmuje wśród Kowalskich dopiero piąte miejsce (2,6 tys. aut).

Osoby prywatne najczęściej kupują auta z segmentu B. 10 najpopularniejszych w nim modeli przekonało do siebie 26,5 tys. klientów indywidualnych (firmy kupiły 28,2 tys. takich aut). Kowalscy najchętniej wybierali skodę fabię (5,3 tys.). Na ten sam model najczęściej stawiały także firmy (6,8 tys.). Najmniejsze auta (segment A) nie cieszą się w Polsce zbytnią popularnością. Firmy i klienci indywidualni kupili z niego odpowiednio 7,8 i 7,3 tys. samochodów.

Ciekawostką jest segment D. Zainteresowani nim są prawie wyłącznie klienci instytucjonalni. W 2015 r. kupili 27,2 tys. takich aut (najwięcej passatów — 6,8 tys.), podczas gdy Kowalskich przekonało do siebie tylko nieco ponad 5 tys. samochodów z tego segmentu (najczęściej też passat — 1 tys.). Być może dzieje się tak dlatego, że SUV-y (głównie średnie z segmentu C) powoli wypierają z rynku klasyczne sedany i kombi z segmentu D. Kowalscy kupili w 2015 r. 16,9 tys. takich SUV-ów, najczęściej kię sportage. Firmy w segmencie C SUV postawiły na nissana qashqaia (4,1 tys.), a kupiły 20,4 tys. aut z tego segmentu. Rośnie także popularność samochodów z segmentu B SUV.

Małe, wysoko zawieszone, przekonały do siebie niemal 9 tys. osób prywatnych. Przy czym to jedyny segment, w którym firmy kupiły mniej pojazdów (7,3 tys.). Ciekawostką jest tu obecność na wysokich miejscach suzuki, które raczej rzadko gości w rankingach. Tymczasem vitara zajęła trzecie miejsce w segmencie, przekonując do siebie 1,44 tys. Kowalskich i 952 firmy. Na koniec segment E SUV, czyli duże, luksusowe modele. Nie istniałby bez zakupów firmowych. Ponad 5 tys. takich aut kupiono „na firmę” i tylko niespełna 500 prywatnie.

Głos rozsądku

— Nabywamy te same modele jak w całej Europie, ale w inny sposób. Dominują u nas samochody tanie, a nawet najtańsze. Wychodzi na to, że Kowalski umie się dobrze doliczyć, ile ma w kieszeni, ile pod podłogą, ile na koncie i jaką ma zdolność kredytową, ale zliczenie tego wszystkiego nie przekłada się na myślenie inne niż: „Mam razem 49 350 zł, jak jeszcze sprzedam pierścionek po mamie, będzie 55, czyli mogę kupić dacię sandero i wystarczy na ubezpieczenie” albo: „No, inaczej niż na używkę z Niemiec się nie da”, a najczęściej: „Trzeba poszukać po komisach albo okazji z ogłoszenia” — mówi obrazowo Maciej Pertyński, juror w konkursie World Car of The Year. Jego zdaniem, często sprowadza się auta, które nie powinny być dopuszczone do ruchu.

— A jeśli ktoś już kupuje nowe, to bierze najtańsze. Rodak umie liczyć, ale tylko to, co ma. Nie próbuje nawet zrozumieć, co to są narzędzia finansowe. A nawet gdyby ktoś Kowalskiemu chciał wytłumaczyć, że wynajem długoterminowy to czysta korzyść, to i tak Kowalski odpowie: „Jak to? Tyle zapłacę i nie będzie moje?” — twierdzi Maciej Pertyński. [MIB]