Kowalski zacznie naciskać na szefa

Bartek Godusławski
opublikowano: 2015-05-08 00:00

Presji płacowej jeszcze nie widać, ale Polacy czują poprawę na rynku pracy. Będą chcieli zobaczyć to w portfelu

Mechanizm działa właściwie bez zarzutu. Gospodarka pędzi coraz szybciej, więc do pośredniaków trafia więcej ofert pracy. Rośnie zatrudnienie i spada bezrobocie. W takich okolicznościach pracownicy coraz śmielej podnoszą głowy i rozglądają się za podwyżkami. Firma doradztwa personalnego Work Service spytała Polaków o ich plany zawodowe. Z badania wynika, że co piąty planuje w tym roku zmienić pracę.

Czemu? Bo chce mieć więcej w portfelu. Taką motywację ma już 53 proc. przepytanych. W sierpniu ubiegłego roku była to mniej niż połowa osób.

— W wielu branżach już mamy do czynienia z rynkiem pracownika. To oni zaczynają dyktować warunki, a nie pracodawcy. Z jednej strony to konsekwencja rosnącej liczby rekrutacji zarówno na pracowników wykształconych, jak i tych najsłabiej wykwalifikowanych. Coraz większa liczba ogłoszeń sygnalizuje pracownikowi, że jest lepiej. Z drugiej strony, oczekiwania rosną proporcjonalnie do wzrostu minimalnej płacy czy przeciętnego wynagrodzenia — wskazuje Krzysztof Inglot z Work Service.

Pierwsze symptomy

W marcu Kowalski niemal we wszystkich branżach dostawał więcej niż rok temu. Średnie wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw poszybowało aż o 4,9 proc. Najlepiej było… górnikowi, któremu pensja wzrosła o ponad 10 proc., choć to głównie zasługa przesuniętej na marzec premii. W przetwórstwie przemysłowym przeciętne płace wzrosły o 5 proc. wobec wzrostu o 3,4 proc. w lutym.

W budownictwie było jeszcze lepiej, a dynamika wzrostu sięgnęła prawie 7 proc. i była niemal dwukrotnie wyższa niż miesiąc wcześniej. W handlu też raczej nie narzekano, bo płace skoczyły o blisko 6 proc., bijąc lutowy wynik.

— Przyspieszenie dynamiki płac może odzwierciedlać stopniowo rosnącą presję płacową, która jest następstwem silnego wzrostu popytu na pracę i dynamicznie obniżającej się stopy bezrobocia — uważa Wiktor Wojciechowski, główny ekonomista Plus Banku.

Cisza przed burzą

Pracodawcy jeszcze śpią spokojnie. Tylko niespełna 8 proc. firm przyznaje, że do na wzrost wynagrodzeń — wynika z badania Narodowego Banku Polskiego.

— Widać więc, że obecnie presja płacowa właściwie nie istnieje, ale to nie znaczy, że jej nie będzie — komentuje Karolina Sędzimir, ekonomistka z PKO BP. Kiedy więc pracownik będzie mógł przyjść do szefa po podwyżkę? — Najpierw muszą się pojawić niedobory sektorowe albo braki konkretnych specjalistów — wyjaśnia Karolina Sędzimir. To może jednak nastąpić szybciej, niż się wszyscy spodziewają, o ile bezrobocie będzie wciąż spadało w szybkim tempie.

— Firmy mają coraz większe trudności ze znalezieniem kompetentnych pracowników. Coraz częściej zatrudniają młodych pracowników, w których trzeba więcej inwestować. Starają się także przyciągnąć do siebie wykwalifikowanych specjalistów, podnosząc stawki. Nie można wykluczyć, że ten drugi czynnik zaczyna przeważać, co spowodowało gwałtowny wzrost dynamiki płac w marcu — przyznaje Łukasz Kozłowski z Pracodawców RP.

Na razie opłaca się głośno dopominać o swoje. Jak przyznają eksperci NBP, w firmach, gdzie presja płacowa się nasila, podwyżki są planowane trzykrotnie częściej niż w pozostałych. © Ⓟ