Kowarex żąda od gminy 6,5 mln zł
Samorząd blokuje firmie możliwość brania udziału w przetargach
WALKA Z CZASEM: Za dwa, trzy miesiące skończą się prowadzone przez nas prace. Jeżeli w tym czasie nie rozstrzygnie się absurdalny wniosek o upadłość Kowarexu, nie będziemy mogli stawać do nowych przetargów. Trzeba będzie niestety zwolnić dużą grupę naszych pracowników — twierdzi Michał Oskroba, prokurent firmy Kowarex. fot. ARC
Konflikt między gminą Kowary a Kowarexem, którego powodem są zasady rozliczania należności za odprowadzane przez miasto ścieki, uniemożliwił firmie ubieganie się o zamówienia finansowane z publicznej kasy. Zagrożona upadłością spółka domaga się od miasta spłaty zaległych należności, równych połowie rocznego budżetu gminy. Konflikt przynosi straty i miastu, i Kowarexowi.
— Gmina wydzierżawiła Kowarexowi oczyszczalnię ścieków wraz siecią wodno-kanalizacyjną w 1995 r. Pieniądze z czynszu za dzierżawę chcieliśmy przeznaczyć na modernizację i rozbudowę sieci kanalizacyjnej. Nowe przyłącza przynosiłyby bowiem dochody. Miało to być samonapędzające się przedsięwzięcie. Współpraca przez pierwsze lata układała się nie najgorzej. Nagle, w 1999 roku, Kowarex wystąpił z niejasnymi roszczeniami do gminy za dodatkowe ścieki wpływające do sieci kanalizacyjnej — opowiada Tadeusz Bierowski, burmistrz Kowar.
Spółka odpiera zarzuty władz miejskich.
— Wraz z oczyszczalnią dzierżawimy tylko część sieci kanalizacyjnej miasta. Wyliczyliśmy, że nasze straty, z powodu niekontrolowanego napływu ścieków z pozostałej części infrastruktury, za ostatnie trzy lata, wynoszą 6 mln zł. Gmina znała sprawę już w 1998 r., ale nie chciała podej-mować z nami jakichkolwiek rozmów. Oficjalnie wystąpiliśmy z roszczeniami w styczniu 1999 r. Odzewu nadal nie było, wystawiliśmy więc gminie faktury za przyjmowane przez oczyszczalnię dodatkowe ścieki — mówi Michał Oskroba, prokurent Kowarexu.
W końcu sprawa trafiła do sądu.
Wniosek o upadłość
Polskie sądy z natury się nie śpieszą. Firmy, którym nawet grozi nieprzychylny wyrok, mogą z powodzeniem grać na zwłokę. W wypadku Kowarexu jednak, samo wniesienie pozwu zaważyło na losach spółki.
— Gmina przedstawiła wniosek o naszą upadłość. Ustawa o zamówieniach publicznych mówi, że w tej sytuacji nie możemy przystępować do żadnych przetargów — skarży się Michał Oskroba.
Prowadzenie oczyszczalni w Kowarach to tylko pewna część działalności całej firmy. 60 proc. jej obrotów stanowią przedsięwzięcia budowlano-remontowe oraz inne usługi inwestycyjne na terenie Dolnego Śląska.
— Przetargi publiczne są dla nas głównym źródłem uzyskiwania zleceń. Zaistniała sytuacja zmusza do redukcji zatrudnienia. Musieliśmy zwolnić już 84 ze 150 naszych pracowników — twierdzi Michał Oskroba.
Władze miasta inaczej oceniają sytuację spółki.
— Domyślam się, że roszczenia Kowarexu są spowodowane problemami firmy związanymi z innymi, podejmowanymi przez nią przedsięwzięciami. Ostatnio na przykład spółka przegrała jeden duży przetarg w Kowarach i nie miała czym zapłacić za czynsz. Przypuszczam, że żądania dodatkowych opłat miały być zapewne elementem nacisku na radę gminy — uważa Tadeusz Bierowski.
Obejść ustawę
— Proponowaliśmy gminie, by zamiast płacić za nadprogramowe ilości odprowadzonych ścieków, zleciła nam wykonanie jakichś robót. Wiemy, że 6 mln zł, których się domagamy, to połowa budżetu, jakim dysponuje samorząd, jednak musimy tę sprawę jakoś uporządkować. Ścieki, które wpływają poza kontrolą do dzierżawionej przez nas oczyszczalni to około dwóch piątych wszystkich nieczystości, jakie przyjmujemy — mówi Michał Oskroba.
Zdaniem władz miasta, takie stawianie sprawy przez Kowarex jest po prostu próbą obejścia ustawy o zamówieniach publicznych.
Nie będzie wygranych
Pierwsze orzeczenie sądu jest pomyślne dla Kowarexu. Uznał on, że nawet fakt niezapłacenia gminie czynszu nie oznacza konieczności zaprzestania dostarczania przez firmę wody i odbierania ścieków. Może więc ona dalej użytkować oczyszczalnię, przynajmniej do czasu wydania końcowego werdyktu.
— Kiedy zapadnie ostateczne rozstrzygnięcie, trudno stwierdzić, ale mimo tego orzeczenia jesteśmy dobrej myśli. Trochę za wcześnie zdecydowaliśmy się na oddanie oczyszczalni w dzierżawę prywatnej spółce. Musi ona wrócić pod bezpośredni zarząd gminy — uważa Tadeusz Bierowski.
— Nie przypuszczamy, by sąd wydał wyrok niezgodny z naszymi oczekiwaniami. Jednak w tej sprawie nie będzie wygranych. Spór nie rozwiąże problemów opłat za ścieki. Jeśli gmina odbierze nam prawo do prowadzenia oczyszczalni, to sama będzie musiała sfinansować jej działanie. Ograniczenie naszej działalności, spowodowane procesem, wpłynie natomiast na wzrost bezrobocia w mieście. I znów najgorzej na całym konflikcie wyjdzie sama gmina — podsumowuje Michał Oskroba.