Kraina kiełbasy, wódki i gier

Dzięki globalnym sukcesom polska gra to już marka. Producenci chcą wykorzystać swoje pięć minut, by zamienić je w złoty wiek

Ostatnie miesiące są wyjątkowe dla polskiej branży gier komputerowych. Nigdy wcześniej biało-czerwona flaga nie była tak widoczna na globalnym rynku gier. Miliony graczy kupiło polskie hity: „Lords of the Fallen”, „The War of Mine”, „Dying Light” czy „Wiedźmin 3”. Sukces tych tytułów sprawia, że polska gra staje się rozpoznawalną marką na globalnym rynku, a producenci wieszczą złoty wiek.

Polscy producenci gier komputerowych mają za sobą długą drogę. Pierwsze firmy z tej branży pojawiły się w Polsce na początku lat 90. XX w. Potrzeba było ponad 20 lat, by rodzimym deweloperem udało się przebić na globalny rynek.
Zobacz więcej

Z GARAŻU NA SZCZYT:

Polscy producenci gier komputerowych mają za sobą długą drogę. Pierwsze firmy z tej branży pojawiły się w Polsce na początku lat 90. XX w. Potrzeba było ponad 20 lat, by rodzimym deweloperem udało się przebić na globalny rynek. Tomasz Gotfryd

Trafiona kumulacja

— To kluczowy moment dla branży. Mamy do czynienia z niespotykaną wcześniej kumulacją sukcesów, która wyniesie polskich producentów gier na wyższy poziom — mówi Paweł Marchewka, prezes wrocławskiego Techlandu.

Jak podkreśla, polskie firmy udowodniły, że potrafią robić gry najwyższej światowej jakości. Teraz muszą przebić się z tym komunikatem do graczy na całym świecie. To pozwoli im awansować do grona największych rozpoznawalnych producentów gier.

— Musimy nabrać mięśni — uważa Michał Nowakowski, członek zarządu CD Projektu. W jego ocenie, przed polskimi firmami stoi trudne zadanie — muszą się nauczyć, jak prowadzi się biznes na globalnym rynku. Awans do światowej czołówki oznacza, że nic nie można zostawić przypadkowi — wszystko musi być dopięte na ostatni guzik.

— Chodzi o tak prozaiczne rzeczy, jak znalezienie człowieka, który zajmie się billboardami w Tokio. Kluczowe jest jednak opanowanie komunikacji z graczami i branżowymi mediami — mówi Michał Nowakowski.

Schody do nieba

Ostatnie sukcesy sprawiły, że produkcja gier w końcu zaczęła być postrzegana w Polsce jako poważny biznes — podkreśla jego kolega z zarządu CD Projektu, Michał Iwiński. Wcześniej bywało różnie, ale dominowała postawa, że to zabawa dla dużych dzieci. Jego zdaniem, ostatnie wydarzenia oraz zainteresowanie premiera czy prezydenta premierą „Wiedźmina 3” podnoszą rangę branży jako ważnej części polskiej gospodarki.

— Mamy przed sobą świetlaną przyszłość. Nie chodzi tylko o nas, czyli firmy, które już osiągnęły sukces. Za naszymi plecami jest mnóstwo mniejszych producentów i powstających start-upów. Każdy z nich może lada chwila wystrzelić z czymś, co podbije rynek — podkreśla Michał Iwiński. Jego zdaniem, kluczowe jest wsparcie publiczne dla rozwoju branży. Jedna niewielka, ale szkodliwa regulacja może podciąć jej skrzydła i skłonić do wyprowadzki z Polski. Paul Robinson z warszawskiego CI Games pokreśla, że gracze na całym świecie zaczynają identyfikować nasze hity jako polskie produkty, a gra z Polski staje się globalną marką.

— Polacy mają tworzenie gier we krwi. Robią to w zupełnie inny sposób niż np. Amerykanie. Na pierwszym miejscu nie znajduje się rozrywka, ale postawienie gracza w trudnej, nawet stresującej sytuacji, która jest dla niego wyzwaniem. Dlatego polskie gry odnoszą sukces — mówi Paul Robinson. Zdaniem Pawła Miechowskiego, polskie sukcesy są owocem wielkiej determinacji i trudnych początków. Dużych polskich producentów gier stworzyli w garażach amatorzy, którzy — ucząc się na własnych błędach — starali się zrealizować marzenie o własnej grze. Nauka trwała prawie 20 lat, ale było warto. Teraz zaczynają podbijać świat.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Mariusz Gawrychowski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu