Choć elektroniczne systemy obliczeniowe wykorzystywane były na potrzeby największych polskich przedsiębiorstw już wcześniej, to prawdziwa informatyzacja krajowych firm rozpoczęła się po roku 1989. Wtedy do Polski zaczęły masowo napływać komputery klasy PC, a wraz z nimi zachodni dostawcy mniej lub bardziej udanych produktów software’owych. Pojawili się też, czerpiący z nich, rodzimi producenci aplikacji dla firm. Klientów udaje im się zdobywać zarówno wśród spółek pochodzenia polskiego, jak i tych z przeważającym obcym kapitałem. Czasami decydują kwestie typowo technologiczne. Tak było w polskim oddziale firmy Novell, który mimo że jest jednym z bardziej znaczących zachodnich producentów oprogramowania, zdecydował się na korzystanie z aplikacji CRM produkowanej przez warszawską spółkę Simple.
— W zakresie CRM mamy pewne rozwiązania korporacyjne, ale ich uzupełnienie leży w gestii naszych lokalnych filii. Zdecydowaliśmy się na aplikacje polskiego producenta przede wszystkim dlatego, by nie mieć kłopotów ze stosowaniem polskich znaków. W zagranicznych aplikacjach zdarzają się z tym problemy. Simple wybraliśmy zaś głównie ze względu na łatwość integracji aplikacji tej firmy z produkowanym przez nas pakietem GroupWise — twierdzi Julita Demczyk, odpowiedzialna w Novell Polska za wybór aplikacji CRM.
Liczy się cena
Najczęściej głównym atutem w walce o klienta jest dla polskich producentów niższa od zachodnich cena aplikacji. Jest to poważny argument nawet dla działających w Polsce przedstawicielstw firm zachodnich. Z takich właśnie powodów aplikacje gdyńskiej firmy Tres trafiły do rozpoczynającego działalność polskiego oddziału niemieckiej firmy M. Meesenburg, handlującej okuciami do drzwi i okien. Jednak po jakimś czasie pracujące pod DOS-em oprogramowanie przestało się sprawdzać. Działo się to głównie za sprawą braku scentralizowanej bazy danych. Każdy z czterech oddziałów polskiej filii M. Meesenburg prowadził oddzielną gospodarkę magazynową i rozliczał się z kontrahentami. Spółka postanowiła wdrożyć więc system scentralizowany, obejmujący wszystkie cztery lokalizacje terenowe. Tym razem ponownie wybrano pakiet Trawers, stworzony przez firmę Tres. Była to jednak wersja dla firm o rozproszonej strukturze organizacyjnej, działająca w oparciu o system operacyjny Linux. Jednym z głównych argumentów na rzecz jej zakupu ponownie okazała się cena.
— Coś bardziej zaawansowanego od Trawersa byłoby lepsze, ale kwestia kosztów jest nie bez znaczenia. Rozważaliśmy instalację w Polsce tej samej aplikacji, z której korzystamy w Niemczech, ale jest to program, który kosztuje kilkadziesiąt razy więcej niż Trawers. Nad innymi produktami właściwie się nie zastanawialiśmy. Dużo łatwiej bowiem przenieść bazy danych z jednej wersji Trawersa do drugiej, niż przeprowadzać migrację do zupełnie innego systemu — wyjaśnia Wiesław Kołodziejski, dyrektor ds. logistyki w polskiej filii M. Meesenburg.
Cena oraz możliwość szybkiego wdrożenia nowych aplikacji były głównymi argumentami, które zadecydowały o wyborze polskiego systemu także w przypadku Volkswagen Bank Polska. Spółka używała początkowo niemieckiej aplikacji SAP jako księgi głównej i francuskiego systemu EKIP do obsługi kredytów. Wraz z poszerzaniem oferty o depozyty i lokaty potrzebowała jednak nowych funkcjonalności systemu informatycznego.
— SAP to bardzo dobry system, tyle że nie dla działalności bankowej. EKIP jest zaś aplikacją stricte kredytową. Wraz z poszerzaniem oferty postanowiliśmy więc wprowadzić do firmy system typowo bankowy, obejmujący swoją funkcjonalnością możliwie wiele potencjalnych pól działalności tego typu instytucji. Ze względu na wysokie ceny i złe doświadczenia z serwisem systemu EKIP, na wstępie wyeliminowaliśmy zagranicznych dostawców — tłumaczy Andrzej Szcząchor, dyrektor departamentu organizacji i systemów informatycznych Volkswagen Bank Polska.
Ostatecznie bank wybrał aplikacje rzeszowskiej firmy Comp. Dostawca zobowiązał się w kontrakcie do przedstawiania w raportach skonsolidowanej działalności bankowej i leasingowej, którą również prowadzi niemiecka spółka.
— Comp nie robił wcześniej takich systemów, ale przejął firmę tworzącą aplikacje leasingowe i stworzył systemy konsolidujące działalność firm wielooddziałowych. Założyliśmy więc, że i z naszym problemem sobie poradzi. Była w tym jednak odrobina niepewności — przyznaje Andrzej Szcząchor.
Lokalne przepisy
Większość zachodnich firm na lokalne rozwiązania decyduje się głównie w przypadku zastosowań niszowych. Dla Sony Poland podstawowym systemem informatycznym jest aplikacja stworzona w duńskim oddziale korporacji, a następnie przeniesiona do innych krajów. Firma korzysta jednak z modułów Teta Personel i Teta Logistyka.
— Wybraliśmy moduł płacowy Tety, gdyż zachodnie firmy nie miały swoich produktów przystosowanych do współpracy z programem Płatnik i innych, specyficznych dla Polski. Jeśli zaś chodzi o moduł logistyczny, to choć większość sprzedaży detalicznej prowadzimy przez dealerów, mamy jeden salon firmowy z magazynem i potrzebowaliśmy jakiegoś programu do jego obsługi — zaznacza Mirosław Romański, kierownik projektów informatycznych w Sony Poland.
Dodaje, że wybór rozwiązań Tety wcale nie oznacza, iż oba z nich były w momencie dokonywania zakupu najlepsze w swojej klasie.
— Sony korzysta głównie z baz danych Oracle. Dlatego przy wyborze oprogramowania, które będzie działać tylko w Polsce, braliśmy pod uwagę tylko tych producentów, którzy korzystają z tego środowiska. Oprócz Tety były to BPSC i Safo. Za ważniejszy uznaliśmy moduł płacowy, jego wysoka ocena przez dział kadr zadecydowała o wyborze dostawcy obu aplikacji. Było co prawda duże prawdopodobieństwo, że aplikacja logistyczna innego dostawcy byłaby lepsza, ale korzystniejszą cenę mogliśmy otrzymać przy transakcji wiązanej niż przy dwóch oddzielnych kontraktach — dodaje Mirosław Romański.
Równie niszowe jak w Sony Poland jest zastosowanie aplikacji Tety w płockiej fabryce Levi Strauss. Oprócz dostarczenia swoich standardowych aplikacji kadrowo-płacowych, na potrzeby tego klienta producent oprogramowania stworzył specjalny moduł do wyliczania wartości pracy w systemie akordowym. Firmy zupełnie jednak nie zainteresowały pozakadrowe produkty wrocławskiej spółki.
— Poza kadrami używamy rozwiązań korporacyjnych. Fabryki na całym świecie wyglądają podobnie i nie ma potrzeby szukać w tym zakresie jakichś lokalnych rozwiązań. Inaczej rzecz się ma z tymi kwestiami, które regulowane są właściwymi dla każdego państwa przepisami — zaznacza Sławomir Krajewski, kierownik działu informatycznego w płockiej fabryce Levi Strauss.
Eksport bez perspektyw
Domy software’owe, które dostarczają jakąś silnie związaną z lokalnymi przepisami aplikację do lokalnej filii międzynarodowego koncernu, raczej nie mają szans na jej eksport. Prędzej czy później rozwój takiego produktu staje się ponad siły producenta i firmy, która chciałaby przenieść go do innego kraju.
— Zanim zdecydowaliśmy się kupić aplikacje kadrowo-płacowe Tety, posiłkowaliśmy się podobnym produktem stworzonym na Węgrzech. Przerabialiśmy go do pewnego momentu, ale w końcu stało się to nieopłacalne. Firmie, która ma jedną instalację w danym kraju, pomimo najlepszych chęci, trudniej nadążyć za wszystkimi zmianami w prawie niż tej, która żyje z wielu takich instalacji. To po prostu ekonomia skali — podkreśla Sławomir Krajewski. p