Kramik z kredytami czasowo nieczynny

Eugeniusz Twaróg, Jacek Kowalczyk
opublikowano: 05-11-2008, 00:00

Strach przed spowolnieniem gospodarki ma wielkie oczy. W każdym razie banki mocno nastraszył. Teraz bać się mogą kredytobiorcy.

W IV kwartale banki zapowiadają kolejne obostrzenia

Strach przed spowolnieniem gospodarki ma wielkie oczy. W każdym razie banki mocno nastraszył. Teraz bać się mogą kredytobiorcy.

Banki z zasady należą do instytucji zachowawczych, ale wyniki najnowszej ankiety, jaką w III kwartale przeprowadził w branży NBP, pytając o ocenę sytuacji na rynku kredytowym, dawno nie były tak pesymistyczne. Jest źle, a będzie jeszcze gorzej — mówią ankietowani. Skończyły się czasy tanich kredytów. Dla wszystkich: przedsiębiorców i osób fizycznych. W III kwartale banki zaostrzyły wszystkie warunki udzielania kredytów dla firm. W górę poszły i marże, i pozaodsetkowe koszty. Po okresie łagodzenia kryteriów co do wysokości kredytów i zabezpieczeń, wracamy do czasów ostrzejszych wymogów.

A to jeszcze nie koniec. W IV kwartale rynek czekają kolejne obostrzenia. Głównie w przypadku kredytów długoterminowych dla dużych przedsiębiorstw.

— Banki z pewnością nie wyhamują całkowicie akcji kredytowej, ale podaż kredytów zmniejszy się, a ryzyko będzie wyceniane wyżej — to oznacza, że marże wzrosną — mówi Krzysztof Kalicki, prezes Deutsche Bank Polska.

Rynek kredytobiorcy zmienia się w rynek kredytodawcy. W przeszłość odchodzą czasy, gdy duże firmy przebierały w ofertach banków jak w ulęgałkach, maksymalnie zbijając ceny. Teraz na powrót to banki dyktują warunki.

— Do niedawna rynek był nadpłynny i banki udzielały kredytów po bardzo korzystnych cenach i dla klientów indywidualnych, i dla przedsiębiorców. Dzisiaj koszt pieniądza poszedł w górę, zatem zmianił się profil ryzyka, a to wpływa na wzrost marży — mówi Jacek Czerniak, dyrektor departamentu dużych firm w Citibanku Handlowym.

Na tyle dużo, że firmy, które planowały inwestycje na podstawie warunków kredytowych sprzed kilku tygodni, będą musiały zrewidować plany.

Tąpnięcie w hipotekach

Obostrzenia kredytowe w mniejszym stopniu uderzą w rynkowych średniaków, w mniejszym stopniu uzależnione od przychylności banków niż duże korporacje.

— Małe i średnie firmy jakoś szczególnie nie finansowały działalności kredytem bankowym, korzystały z własnych kapitałów. Dlatego ograniczenie akcji kredytowej nie powinno w nie uderzyć. Trzeba jednak pamiętać, że to przede wszystkim one są narażone na skutki spowolnienia i wtedy mogą potrzebować kredytów bankowych na finansowanie działalności — mówi Mariusz Karpiński, prezes Banku Meritum.

Ograniczenia w dostępie do kredytów mnożą się również na rynku kredytów hipotecznych. Jest to zresztą proces, który trwa od wiosny tego roku. Skutki już widać. 18 proc. banków ankietowanych przez NBP odczuło spadek popytu na kredy mieszkaniowe.

— W październiku doszło do sporego tąpnięcia na rynku. Banki wycofały atrakcyjne oferty, a klienci częściowo wstrzymali się z zakupami. Sytuacja wyklaruje się w listopadzie. Wtedy dowiemy się, czy czeka nas kilka miesięcy spowolnienia, czy mamy do czynienia z przejściową sytuacją, do której klienci potrafią się zaadoptować — mówi Aleksandra Łukasiewicz, członek zarządu Open Finance.

To trochę potrwa

Ekonomiści mówią, że zaostrzenia polityki kredytowej można się było spodziewać.

— Kryzys finansowy na świecie zaczyna przekładać się na polską gospodarkę — słabszy popyt za granicą uderzy w rodzimych eksporterów, gospodarstwa domowe będą mniej skłonne do wydawania pieniędzy, a firmy już stają się coraz bardziej ostrożne w inwestowaniu. To wszystko spowalnia wzrost gospodarki — twierdzi Grzegorz Maliszewski, ekonomista Banku Millennium.

Ponieważ banki w Polsce mają problemy z pożyczeniem pieniędzy od instytucji zagranicznych, to również firmy mają i będą miały utrudniony dostęp do kredytów. Dlatego wiele przedsiębiorstw nie zdobędzie pieniędzy na sfinansowanie rozwoju, przez co inwestycje w skali makro spadną. A to ważny czynnik tworzący PKB.

Niestety, sytuacja prędko nie wróci do normy. Według ekonomistów, kredyt będzie towarem deficytowym tak długo, jak długo świat będzie zmagać się ze spowolnieniem gospodarczym.

— To może jeszcze potrwać nawet półtora roku. Firmy muszą być przygotowane na to, że przez ten czas zdobycie pieniędzy na inwestycje będzie znacznie trudniejsze niż w ostatnich latach. Dlatego prognoza przyszłorocznego wzrostu gospodarczego na poziomie 3,8 proc. jest bardzo optymistyczna — mówi Piotr Kalisz, ekonomista Citi Handlowego.

powody, dla których banki zaostrzają politykę kredytową

Nie jest źle, ale może być znacznie gorzej — z takiego założenia wychodzą banki. Aż 83 proc. ankietowanych przez NBP jako powód jastrzębiej polityki kredytowej wskazuje ryzyko pogorszenia koniunktury. Groźba spowolnienia gospodarczego to zasadniczy, ale nie jedyny powód. Połowa bankowców wyznała NBP, że hamuje akcję kredytową również pod wpływem bieżącej i oczekiwanej sytuacji kapitałowej. Nie jest to — dodajmy — skutek kryzysu płynnościowego, jaki dotknął rynek w październiku. Banki od dłuższego czasu bardzo uważnie przyglądają się swoim bilansom po raz czwarty z rzędu raportują, że sytuacja kapitałowa skłania je do przemyślenia polityki kredytowej.

Również prawie połowa ankietowanych tłumaczy przyczyny, dla których zaostrza warunki kredytobiorcom, podwyższonym ryzykiem poszczególnych branż, ze szczególnym uwzględnieniem nieruchomości i transportu oraz firm o wysokim udziale eksportu w strukturze sprzedaży.

Jazda na pamięć

Marcin Materna

analityk DM Millennium

Banki wprowadzają ograniczenia kredytowe w pewnym sensie z automatu. Ocena ryzyka kredytowego automatycznie zmienia się bowiem w kontekście przewidywanego spowolnienia koniunktury. W większym stopniu nowa polityka dotknie dużych i większych firm. Małe i średnie nie korzystały z kredytów bankowych. Zresztą, nie sądzę, żeby banki zdecydowały się wyhamować akcję kredytową. Wzrosną marże, trzeba będzie przedstawić dodatkowe zabezpieczenia. Kryzys płynności na rynku bankowym ma przejściowy charakter i sytuacja powinna powrócić do normy.

Kryzys finansowy sprawił, że międzynarodowe instytucje przestały sobie nawzajem ufać. Dlatego banki w Polsce mają kłopoty z pożyczeniem pieniędzy od innych banków — zarówno w kraju, jak i za granicą. W takiej sytuacji w ostatnich tygodniach ograniczyły swoją skłonność do pozbywania się posiadanej gotówki — dają więc kredyty tylko tym klientom, którzy są wypłacalni i dużo za taką usługę zapłacą. Co to oznacza dla firm? Jeśli planowały na przyszły rok inwestycję, której głównym źródłem finansowania miał być kredyt, może się okazać, że będzie to operacja bardzo trudna, a na pewno bardziej kosztowna, niż można było zakładać przed wybuchem kryzysu. W podobnej sytuacji są osoby, które planowały kupno mieszkania. Otrzymanie kredytu jest obecnie znacznie trudniejsze niż kilka tygodni temu, a warunki — jak zgodnie twierdzą ekonomiści — raczej znacząco się nie poprawią się w ciągu najbliższych miesięcy.

Eugeniusz Twaróg

Jacek Kowalczyk

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Eugeniusz Twaróg, Jacek Kowalczyk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu