Krauze wysiadł z karuzeli

opublikowano: 05-02-2014, 00:00

Gdyński biznesmen domknął za sobą drzwi, opuszczając Prokom Investments. Niektórzy już się zastanawiają, kiedy powróci i jak

— Nie zobaczycie. Koncentruję się na sytuacji poszczególnych firm — tak mówił kilka miesięcy temu Ryszard Krauze w rozmowie z „PB”, pytany, czy zobaczymy jego towarzyski comeback, gdy fortuna w biznesie znów zacznie mu sprzyjać. Opisywaliśmy wówczas ostre zaciskanie pasa w Prokomie Investments i odejście kilku istotnych menedżerów.

None
None

Sam Ryszard Krauze w rozmowie z „PB” był przygaszony, nieco zrezygnowany, bez charakterystycznej zadziorności i retorycznej kontry, jakby odklejony od słowa „biznesmen” (określenie „przedsiębiorca” jakoś nigdy do niego nie pasowało). Od początku zimy krok po kroku potwierdzał tę diagnozę, wygaszając aktywność w interesach.

Sprzedawał akcje, rezygnował z funkcji w radach nadzorczych, ignorował telefony od dziennikarzy, ograniczył bywanie na imprezach. Teraz skończył ten proces, wysyłając w świat komunikat ze zdaniem: „Zwracam się (…) do przedstawicieli mediów, aby opisując poszczególne spółki giełdowe, których Prokom jest akcjonariuszem, unikały wskazywania, że spółki te należą do Ryszarda Krauze”.

Imperium suszy

Cytowane zdanie brzmi nie tylko jak trzask zamka w domykających się drzwiach wyjściowych z wielkiego biznesu — bo Krauze nie jest już akcjonariuszem Prokomu Investments i nie pełni tam żadnej funkcji zarządczej. Brzmi także jak przyznanie się do — przynajmniej wizerunkowej — porażki. Dla wielu inwestorów nazwisko 58-letniego gdynianina kładzie bowiem cień na giełdowe losy Polnordu, Biotonu czy Petrolinvestu. Ostatnia z tych spółek jest jedyną, w którą eks-miliarder jest wciąż zaangażowany kapitałowo, choć nie rozgrywa tam głównej partii.

A to właśnie susza w Petrolinveście pociągnęła dawne imperium w odmęty spirali długów, pochłaniając resztki kapitału Ryszarda Krauzego i jego reputacji w oczach mniejszych graczy na warszawskiej giełdzie. Spółka wciąż bezskutecznie poszukuje złóż ropy w pustkowiach Kazachstanu. A Ryszard Krauze? Wybrał rolę biznesowego pustelnika? Marcin Dukaczewski, były asystent biznesmena, a obecnie jeden z trzech członków zarządu Prokomu Investments, twierdzi, że ważniejsze od dywagowania na ten temat są interesy.

— Odejście Ryszarda Krauzego nie będzie miało negatywnego wpływu na obecną działalność Prokomu. Postrzegamy siebie jako inwestora finansowego w spółkach, w które jesteśmy zaangażowani, i dbamy o to, by działo się w nich coraz lepiej. Bez wątpienia lepiej już jest w Biotonie i Polnordzie, co jest ogromną zasługą zarządów tych spółek. Czekamy jeszcze na „lepiej” w Petrolinveście — mówi Marcin Dukaczewski.

Optyka i oddech

Kazimierz Wierzbicki, właściciel Trefla, mieszkający po sąsiedzku z Ryszardem Krauzem i wspólnie z nim inwestujący m.in. w trójmiejskie kluby sportowe, przyznaje, że ostatnio widują się rzadko. A znają się przecież od dziecka.

— Nie zgłębiałem źródeł jego decyzji. Wiem, że prowadził zbyt duże biznesy, żeby ktoś mógł pomóc mu je dźwignąć. Wie pan, ja jestem wysoko, ale w kategorii zabawek, a nie ropy — mówi Kazimierz Wierzbicki. Nie jest tajemnicą, że przez ostatnie kilkanaście miesięcy to m.in. Marcin Dukaczewski intensywnie poszukiwał partnerów zdolnych wesprzeć rozchwiane interesy twórcy Prokomu. Chętnych jednak zabrakło. Część osób spekuluje, że Ryszard Krauze nie odchodzi na dobre.

— Czas na wysiadkę z pustej karuzeli i wymyślenie, jak znów ją zapełnić. On ma trudny okres z każdej flanki. Weźmy te wydarzenia z poranieniem jego syna, to zmienia optykę. Przyszedł czas nie na krótki urlop, ale na głębszy oddech — ocenia rozmówca „PB”. Z danych z Krajowego Rejestru Sądowego wynika, że wniosek o wypisanie biznesmena z zarządu spółki wpłynął jednak jeszcze przed wypadkiem Aleksandra Krauzego.

Cienka kreska

W biznesowym światku grono kibiców Ryszarda Krauzego przerzedziło się niemiłosiernie, ale wciąż panuje przekonanie, że nie ma co na jego nazwisku stawiać ostatecznej kreski. Za dużo w nim talentu i śmiałości. — Gdy działaliśmy razem, zachowywał się bardzo pragmatycznie i logicznie. Jednocześnie lokalnie miał wielki wkład w wiele ważnych społecznie inicjatyw. Chciałbym jeszcze usłyszeć o jego sukcesach — mówi Kazimierz Wierzbicki. Jerzy Mazgaj, prezes Almy Market, twierdzi: W Kazachstanie poległ, ale wciąż mam do niego estymę. Wizerunkowo skończony? Nie po takich wpadkach ludzie się odbudowywali.

Jako pierwsi opisaliśmy problemy Ryszarda Krauzego. Informowaliśmy, że rozstał się z czołowymi menedżerami i wyprowadził centrum dowodzenia z symbolicznej siedziby w hotelu Marriott. Biznesmen na naszych łamach przyznawał, że najistotniejsza jest dla niego spłata długu, i zapowiedział, że „stara się żyć bez rozgłosu”.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Karol Jedliński

Polecane