Kredyt zaufania

Jacek Zalewski
opublikowano: 2007-11-26 00:00

Komentarz w dniu wystąpienia premiera Donalda Tuska zaty-tułowałem „Fetyszyzacja exposé to polityczne zboczenie” — i przebieg dwudniowej debaty tezę tę potwierdził. Gdyby głosowanie nad wotum zaufania przeprowadzone zostało nie w sobotę, lecz od razu w piątek, po exposé trwającym dwa kwadranse — jego wynik byłby identyczny, a konstytucyjny obowiązek zostałby wykonany.

Czternasty premier beznumerowej Najjaśniejszej Rzeczypospolitej poszedł jednak po bandzie i czasowo przebił wszystkich poprzedników, co przypominamy w tabelce. Niniejszy komentarz ma 2,2 znormalizowanej strony (4000 znaków ze spacjami), co i tak wystawia wytrzymałość czytelnika na ciężką próbę. Gdy w piątek rano dostałem exposé na 56 stronach — aż mnie świerzbiło, żeby wziąć flamaster i ciąć. Co byłoby czynnością i tak bez sensu, jako że Donald Tusk wykonał 185-minutowy utwór „na motywach powieści”. Natychmiast pojawiły się porównania do mów Fidela Castro, ale mnie technicznie skojarzyło się to z homiliami Jana Pawła II, kiedy również staraliśmy się na bieżąco nanosić poprawki na tekście udostępnionym, zwłaszcza dialogi z wiernymi. Tusk na sali prowadził spontaniczne dialogi jedynie z niewiernymi, czyli z docinającymi mu posłami PiS i LiD, a tak naprawdę przemawiał do Polaków. Exposé stało się suplementem do kampanii wyborczej i wyrównało czas antenowy, którego podział telewizja publiczna rażąco zniekształcila na korzyść PiS, co obnażył raport OBWE. Tusk dokonał symbolicznej zemsty kibica Lechii Gdańsk za przerwanie transmisji z jej meczu dla zrelacjonowania konwentyklu PiS w dzielnicy Krzysztofa Putry...

Słuchając exposé można było bez pudła trafić, w których momentach występuje wizjoner Tusk, a kiedy premier staje się jedynie lektorem podrozdziałów wsta-wionych mu przez resorty — zwłaszcza, gdy w kilku kwestiach gospodarczych przemówił najczystszym inżynierem Pawlakiem. Mimo prób redakcyjnej unifikacji nie dało się tego uniknąć. Wyjściem bardzo racjonalnym, ale niezastosowanym, byłoby… wyrzucenie całej części resortowej i odesłanie do pierwszych konferencji prasowych ministrów. Dlatego gdyby do exposé odnieść terminologię wojskową, to pomieszało ono szczeble dowodzenia — dotyczyło strategii, ale schodziło na poziom operacyjny, a momentami zajmowało się taktyką, i to nie pododdziału, lecz pojedynczego żołnierza — czego przykładem był np. wątek... języka migowego.

Porównywanie programu rządu do realiów pola walki jest zasadne, chociaż lejtmotywem Donalda Tuska stała się budująca narodowa zgoda oraz zaufanie, odmienione 44 razy. Gdyby premier dokonał zapożyczenia z pamiętnego orędzia biskupów polskich do niemieckich, całe emocjonalne exposé mógłby zatytułować „Ufamy i prosimy o zaufanie”. W tytule chłodnego komentarza dziennikarskiego muszę jednak dokonać modyfikacji — na razie to tylko wysoko oprocentowany kredyt. Jego spłacanie trafi na warunki znacznie trudniejsze, niż miało zaciąganie. Na stronach 4-5 rozpoznajemy cztery główne rafy na kursie kapitana Tuska. A oprócz nich zagrażają dryfujące góry lodowe, zdradziecko zatapiające nie tylko wiek temu „Titanica”, ale i statki współczesne — wycieczkowiec „Explorer” poszedł na dno oceanu akurat w dniu naszego exposé.

Arytmetyczny wynik odłożonego na sobotę głosowania nad wotum zaufania (patrz u góry strony) był bardzo zbliżony do uzyskanego 19 lipca 2006 r. przez gabinet Jarosława Kaczyńskiego (240:205). Pytałem prominentów SLD i SdPl, czemu właściwie klub LiD wcisnął nie żółte guziki wstrzymania się (efekt prawny byłby taki sam), lecz czerwone przeciwko wotum — czyli tak jak PiS. Odpowiedź brzmiała: gdyby tak Tusk przyszedł, pogadał… Później zapytałem o to samo premiera, ale on się akurat wynikowi nie dziwił. Stwierdził, że PiS i LiD mają etatystyczną wizję państwa, tak różną od jego pragnień uwolnienia ludzkiej aktywności, że ich wspólnota jest całkowicie naturalna. A skoro już wspomnieliśmy osobę byłego premiera Jarosława Kaczyńskiego, to na sąsiedniej stronie cytujemy kilka jego myśli wygłoszonych po exposé. Owe konstrukcje słowne potwierdzają to, co zawsze przypuszczałem — że prezes PiS jest inteligentny, ale inaczej.

Jacek Zalewski

Możesz zainteresować się również: