Wydawanie gazety to, oprócz — co oczywiste — interesu, który powinien być opłacalny, zadanie. Nie przez przypadek gazeta nazywa się „Puls Biznesu”, mamy bowiem ambicję pisać o sprawach środowiska biznesowego, informować o nowościach, pomagać, więcej — niejako reprezentować jego interesy w walce o optymalizację warunków dla prowadzenia firmy. Nieważne: małej czy dużej. I temu celowi poświęcone były praktycznie wszystkie nasze działania, zarówno w minionym roku, kiedy powołaliśmy — życzliwie przyjętą przez Czytelników — sekcję „Przedsiębiorca”, jak i poprzednich.
Mając na uwadze tytułowe przesłanie, wiele uwagi poświęciliśmy w ostatnich miesiącach podatkowi liniowemu. Zapewne, w jakiejś mierze, przyczyniliśmy się do wprowadzenia obniżonego CIT-u, a jeszcze bardziej CITo PITu, ale przede wszystkim walkę o podatek liniowy traktujemy jako pretekst do uświadomienia konieczności głębokiej reformy chorego systemu podatkowego. Nasz głos nie jest wołaniem na puszczy — można więc patrzeć w przyszłość z umiarkowanym, ale jednak nieco większym optymizmem.
Walczymy z absurdami prawnymi. Na razie co większość naszych zwycięstw ma raczej charakter moralny, zaproszeni do współpracy wybitni prawnicy dowodzą, iż mamy rację — resort finansów pozostaje „nieprzemakalny”. Staramy się być kreatywnymi obserwatorami i uczestnikami rynku kapitałowego, reprezentować interesy drobnych akcjonariuszy, mniejszościowych udziałowców, ale również poszerzać ten rynek, pomagając — w cyklu „Z Pulsem na giełdę” — we wprowadzeniu nań nowych firm. To przecież interes i zadanie całego środowiska.
Nie od dzisiaj — już od siedmiu lat — „Puls Biznesu” wyczuwa puls biznesu. Dba też o to, by bił mocno i równo.