Krótka lista spółek do prywatyzacji

Agnieszka Berger
opublikowano: 05-04-2006, 00:00

MSP nie sprzeda w tym roku Enei. Mimo to chce uzbierać 5,5 mld zł z prywatyzacji. Spróbuje więc m.in. przyprzeć do muru Vattenfalla.

„PB”: Jak pan sobie wyobraża zrealizowanie zaplanowanych przychodów z prywatyzacji, skoro na razie nie ma ani wpływów, ani tylu zaawansowanych projektów, żeby mogły przynieść 5,5 mld zł?

Paweł Szałamacha: Nie jest tajemnicą, że nasze zamierzenia z jesieni ubiegłego roku miały być zrealizowane głównie dzięki dużym prywatyzacjom w sektorze elektroenergetycznym. Planowaliśmy sprzedaż Zespołu Elektrowni Dolna Odra (ZEDO) i Elektrowni Kozienice. ZEDO już nie jest „na stole”, ale Kozienice nadal tak. Jeśli uda się zrealizować tę transakcję, może dojść do wypełnienia planu finansowego. Mamy jeszcze szereg mniejszych firm, które krok po kroku sprzedajemy.

Czyżby miał pan na myśli sławetną Sklejkę Pisz, którą prywatyzuje już kolejny minister skarbu, a wręcz kolejny rząd? Co gorsza, tak długo przygotowywana niewielka oferta publiczna może się nie udać, bo — według analityków — dobry czas na sprzedaż tej spółki już minął.

Największą przeszkodą w przypadku tej prywatyzacji jest sprzeciw związków zawodowych. Będziemy starali się je do niej przekonać.

Ale to chyba nie wystarczy, żeby uzbierać 5,5 mld zł?

Sejm przyjął nowelizację ustawy o komercjalizacji i prywatyzacji przedsiębiorstw państwowych, która umożliwi masowe przekształcenie w spółki 280 firm. To stworzy nam pole do prywatyzacji na następne lata.

Dobrze, ale co będzie w tym roku? Jeśli Ministerstwo Skarbu Państwa (MSP) nie dostarczy zaplanowanej kwoty do budżetu, wzrośnie dług publiczny.

Tak, o ile wpływy podatkowe nie będą większe od przewidywanych. Na razie kształtują się nieźle ze względu na dobrą koniunkturę i wzrost gospodarczy w I kwartale.

To znaczy, że MSP pogodziło się już z tym, że planu nie uda się zrealizować?

Nie. Nadal uważamy go za realistyczny.

W takim razie, gdzie zamierzają państwo znaleźć 5,5 mld zł? Enea jest gotowa do prywatyzacji…

Enea raczej nie zostanie sprywatyzowana w tym roku. Musimy patrzeć także na polityczną wykonalność prywatyzacji — konieczność uzyskania poparcia w parlamencie i przekonania związków zawodowych.

Co poza tym? Zespół Elektrowni Ostrołęka?

Tak.

To ciągle za mało. Brakuje co najmniej 2,5 mld zł.

Prywatyzujemy wielką syntezę chemiczną. Dwie umowy już zostały podpisane, a dwie kolejne — dotyczące Zakładów Azotowych Tarnów i Kędzierzyn — zostaną zawarte w ciągu najbliższych dni. Wpływy ze wszystkich czterech transakcji wyniosą minimum 700 mln zł.

Co jeszcze?

Ruch to może nie jest dobry przykład, bo w pierwszym etapie nie przewidujemy sprzedaży akcji skarbu państwa. Ale to dowód na to, że zamierzamy go prywatyzować. Wprowadzenie spółki na giełdę nastąpi w tym roku. Na wniosek zarządu zostało przesunięte na „po wakacjach”, bo nowy menedżment uważa, że w ciągu kilku miesięcy doprowadzi do podwyższenia wartości firmy i będzie można podnieść cenę emisyjną.

Resztówki?

Nie mamy za wiele cennych resztówek, ale dobrym przykładem są akcje spółek kontrolowanych przez Vattenfalla — Elektrociepłowni Warszawskich (EW) i Górnośląskiego Zakładu Elektroenergetycznego. Musimy przyprzeć Szwedów do muru.

Nie chcą ich odkupić?

Chcą, ale za niesatysfakcjonującą cenę.

Zamierzają państwo wykorzystać zapis z umowy prywatyzacyjnej EW, zakładający możliwość wprowadzenia spółki na giełdę, jeśli inwestor nie odkupi resztówki?

Zamierzamy to zrobić, jeśli nie dojdziemy do porozumienia.

W przypadku mniejszych resztówek problem z nakłonieniem inwestorów do ich odkupu ma rozwiązać licytacja. Czy w przyszłości możliwe będzie wykorzystanie tego mechanizmu przy sprzedaży dużych pakietów akcji?

Na razie, po przyjęciu ustawy przez parlament, w drodze licytacji będziemy sprzedawać tylko pakiety do 10 proc. Zobaczymy, jak to zadziała. Chciałbym, żeby zadziałało, bo to dobra metoda prywatyzacji, zapewniająca transparentność procesu i obiektywne kryteria wyboru oferenta.

Jakie spółki mają szansę na prywatyzację w przyszłości? Ilekroć pojawiają się pomysły na sprzedaż tej lub innej firmy, podnoszą się głosy, że jej znaczenie dla państwa jest strategiczne, więc prywatyzacja nie wchodzi w grę.

Na pewno pod kontrolą trzeba zachować operatorów paliwowo-energetycznej infrastruktury przesyłowej — PERN Przyjaźń, Gaz-System i PSE-Operatora.

To tylko trzy spółki. Pozostałe zostaną sprzedane?

W rękach państwa muszą również pozostać firmy z sektora naftowego, w przypadku których nie możemy zaryzykować przejęcia przez kapitał geopolitycznie nam nieprzyjazny.

Czyli rosyjski?

Po prostu geopolitycznie nam nieprzyjazny.

To oznacza, że nie będzie prywatyzacji Grupy Lotos?

Przynajmniej dopóty, dopóki nie będzie możliwości długofalowego zabezpieczenia firmy przed wrogim przejęciem. Musimy stworzyć odpowiednie mechanizmy, tym bardziej że funkcjonujemy w Unii Europejskiej, która nie patrzy na interesy poszczególnych krajów, tylko forsuje swoją politykę, wyrównując jak walec wszelkie nierówności. Nie możemy dopuścić, by na przykład nieświadomi napięć panujących w tym rejonie Europy urzędnicy ds. konkurencji pozwolili zarejestrowanej w Austrii spółce byłych pułkowników KGB przejąć Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo (PGNiG), bo tak się realizuje swoboda przepływu kapitału. My na to nie pójdziemy.

Czy branża telekomunikacyjna też jest strategiczna? Czy resort skarbu będzie dążył do stworzenia narodowej grupy telekomunikacyjnej na bazie Polkomtela i pozostałych aktywów kontrolowanych pośrednio przez skarb państwa — Telefonii Dialog, Exatela i Telekomunikacji Kolejowej?

Nie analizowałem tej idei. Pojawiała się tylko jako koncept, ale nie jestem do niej mocno przywiązany. Nie zajęliśmy w tej sprawie ostatecznego stanowiska.

KGHM zapowiada rychłą sprzedaż Dialogu. Exatel wybiera się na giełdę. Odłożą państwo te projekty na półkę do czasu podjęcia decyzji czy pozwolą im biec dalej swoim torem?

Nie sądzę, byśmy sprzeciwiali się ich kontynuowaniu.

Paweł Szałamacha, sekretarz stanu w Ministerstwie Skarbu Państwa

Okiem eksperta

Powtórka ze sztafety ministrów

Pytanie o to, czy uda się uzyskać zaplanowane na ten rok 5,5 mld zł z prywatyzacji, powinno być zadane rządowi, bo wszystko zależy od woli politycznej. Możliwości są, podobnie jak materiał do prywatyzacji. Jednak potrzebne są konkretne decyzje, a nie kunktatorstwo. Dlatego dostrzegam w tej dziedzinie problem, bo partia rządząca nie przejawia inicjatywy. Prawdopodobnie zatem z uzyskaniem zaplanowanej kwoty będą duże problemy.

Być może jest jeszcze zbyt wcześnie, by oceniać politykę prywatyzacyjną rządu (żeby coś sprywatyzować, potrzebne jest doświadczenie, które trudno zdobyć w parę miesięcy), jednak wydaje mi się, że będzie to powtórka z poprzedników ministra Jacka Sochy, panów Czyżewskiego czy Kaniewskiego, czyli sztafety osób, które niczego nie sprywatyzowały.

Bohdan Wyżnikiewicz, Instytut Badań nad Gospodarką Rynkową

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Agnieszka Berger

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu