Za wprowadzanie klientów w błąd w czasie promocji, oszukiwanie ich, sprzedaż towaru niezgodnego z umową grożą kary. Nawet pozbawienia wolności...
Pan Andrzej okazyjnie kupił w jednym z warszawskich centrów handlowych buty. Przecena była wręcz niebotyczna. Para eleganckich „wyjściówek” kosztowała kiedyś 349 zł, teraz można ją było wziąć za 99 zł. Nie zastanawiał się długo. I to był jego błąd...
— W domu, kiedy odklejałem ceny z podeszwy, okazało się, że pierwszą naklejką było 129, na niej nalepiona była cena 349, a dopiero potem 99 zł. Tym sposobem zostałem nabity w butelkę — opowiada.
Konsument może więcej
Federacja Konsumentów (FK), prowadzi właśnie kampanię informacyjną „Sprawdź, jakie masz prawa”. Jej celem jest poinformowanie konsumentów o prawach, jakie uzyskali po wstąpieniu Polski do Unii Europejskiej i zachęcenie do korzystania z nich. Należy się więc spodziewać, że niewiedza klientów będzie w tej mierze sukcesywnie malała i coraz częściej żądać będą zadośćuczynienia. A mogą skarżyć producentów i sprzedawców na kilka sposobów. Z pomocą instytucji prokonsumenckich — Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK), lokalnych rzeczników praw konsumenta (darmową pomoc oferują nawet, kiedy klient chce złożyć reklamację). A także prokuratury i Inspekcji Handlowej (IH), w której działa tzw. dział skarg i która ma prawo do kontroli zaskarżonych placówek, jak również sądów cywilnych.
— Opisany przykład sprzedaży butów to oszustwo w celu uzyskania korzyści majątkowej. Swego rodzaju podstęp. Zwykle takie sprawy kończą się w UOKiK, choć sklepem może zainteresować się nawet prokuratura — mówi Michał Herde, prawnik FK.
Markety już dostały
Dla weryfikacji prawdziwości ofert promocyjnych Inspekcja Handlowa przeprowadziła w trzecim kwartale zeszłego roku kontrolę prawidłowości oznaczeń artykułów żywnościowych i nieżywnościowych oferowanych w promocji. Objęto nią 539 partii artykułów spożywczych oraz wyrobów kosmetycznych w 26 sklepach wielkopowierzchniowych w całym kraju. 29 proc. produktów w grupie artykułów żywnościowych nie miało swoich odpowiedników w okresie poprzedzającym promocję. Wśród artykułów nieżywnościowych ten odsetek wyniósł 14 proc. Podobne kontrole na wniosek konsumentów mogą pojawić się i w mniejszych sklepach.
W wyniku kontroli w marketach organy inspekcji handlowej w 8 przypadkach skierowały do UOKiK zawiadomienie o stwierdzonych nieprawidłowościach, mogących stanowić czyny nieuczciwej konkurencji.
IH ma jedynie uprawnienia do nakładania mandatów wysokości 50-500 zł.
— Prezes UOKiK nie może niestety ukarać grzywną przedsiębiorcy w związku z ustawą o ochronie konkurencji i konsumentów. Ale jeżeli przedsiębiorca nie wykona prawomocnej decyzji prezesa urzędu, wówczas za każdy dzień zwłoki UOKiK może żądać do 10 tys. EUR. Tak było w przypadku błękitnej linii TP. Prezes może nakazać też, żeby fragmenty jego decyzji przedsiębiorca naruszający prawa konsumentów opublikował w prasie — informuje Małgorzata Cieloch z biura prasowego UOKiK.
Dodaje, że UOKiK musi mieć w przyszłości możliwość nakładania grzywny w sprawach o naruszenie zbiorowych interesów klientów.
— Powinna istnieć jakaś sankcja dyscyplinująca przedsiębiorców. Mniej będzie wtedy naruszeń prawa — przekonuje Małgorzata Cieloch.
Dokumenty potwierdzą
W kontrolowanych marketach zdarzało się, że przecenę jako forma sprzedaży stosowana od chwili wprowadzenia produktu do sklepu. Dlatego warto się dobrze przygotować do udowodnienia inspektorom, że okazyjnie sprzedawany towar rzeczywiście kiedyś był droższy. Potwierdzającą to dokumentację z pewnością sprawdzą.
Co ważne i bardziej optymistyczne: Inspekcja Handlowa prowadzi też polubowny sąd konsumencki w sprawach sprzedaży niezgodnej z umową.
— Inspektor po doniesieniu od konsumenta kontaktuje się z przedsiębiorcą. Przedstawia przepisy, które naruszył i próbuje doprowadzić do ugody. Często się udaje — twierdzi Krzysztof Ostrowski, naczelnik wydziału skarg IH.