Krótkie pozycje nadal są lepsze niż akcje

Katarzyna Płaczek
14-01-2008, 00:00

Kolejny bardzo trudny tydzień za nami. Wyprzedaż na warszawskim parkiecie nie miała końca. Nawet piątkowa sesja nie przyniosła poprawy, choć część spółek już drożała. Główne problemy globalnych rynków finansowych pozostają nierozwiązane. Nie zmieni tego ani ewentualne przejęcie Countrywide Financial przez Bank of America, ani kolejna, nawet znacząca obniżka stóp procentowych w Ameryce. Obie te informacje pozwoliły amerykańskim indeksom tylko na odreagowanie.

Chwilowa korekta jest możliwa, jednak trudno się spodziewać, że najgorsze Amerykanie mają już za sobą. Raczej nie. Można jednak powiedzieć, że posiedli oni jedną cenną zdolność — miękkiego lądowania. Nie chcę nic zarzucać prezesowi Fed. Obawiam się jednak, że jego czwartkowe wystąpienie było kolejnym zabiegiem mającym na celu złagodzenie narastających turbulencji na rynku. Uspokajanie, że USA zdołają uniknąć recesji, miało stanowić przeciwwagę dla coraz śmielej się pojawiających głosów o spowolnieniu amerykańskiej gospodarki. Z drugiej strony — to wystąpienie miało charakter sondy, jaka obniżka stóp procentowych zadowoliłaby rynek. Choć do miękkiego lądowania całej gospodarki jest jeszcze bardzo daleko i szczerze wątpię, czy się ono uda, to jednak można powiedzieć, że takie lądowanie zostało zapewnione przynajmniej posiadaczom akcji. Pojawiła się bowiem okazja do wyjścia z inwestycji po nieco lepszych cenach.

Warszawscy inwestorzy takiej sposobności nie mieli. Indeksy spadają mocno i szybko. Szans na jakieś większe odbicie na razie nie widać. Nie pomaga nawet chwilowe odreagowanie za oceanem. To pokazuje, że na rynku rządzi podaż, a popyt wciąż nie jest zainteresowany kupnem. Niestety, odwrócić obraz tej sytuacji będzie bardzo trudno. Podaż się szybko nie skończy, ponieważ stoją za nią klienci TFI, którzy z taką samą determinacją, z jaką jeszcze niedawno kupowali jednostki uczestnictwa, teraz je umarzają. Każda, nawet najmniejsza zwyżka, jest wykorzystywana od razu do sprzedaży akcji, co raczej ogranicza perspektywę mocnego odreagowania.

Dziś wydaje się, że wszystko, na co mogłoby stać WIG20, to podejście pod 3300 pkt. Na mWIG40 również nie można liczyć na mocniejsze uderzenie popytu, bo podaż czai się co krok. Opory wyznaczają tu 3550, 3600 i 3700 pkt. Jednak niedźwiedzie są bardzo silne. Obawiam się, że nie pozwolą one bykom na więcej niż dotarcie do pierwszej z wymienionych barier.

Co dalej?

Cena nie czyni cudÓw

Wydaje się, że w najlepszym razie czeka nas płaska korekta. A ceny? Cóż, może i wyglądają już atrakcyjnie, ale to wciąż za mało, by myśleć o kupnie. Dlatego też nie ma co spoglądać na akcje, tylko trzymać krótkie pozycje w portfelu. Stop loss powinien być ustawiony na poziomie 3300 pkt.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Katarzyna Płaczek

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Krótkie pozycje nadal są lepsze niż akcje