Kruche podstawy układu Reportera

Grzegorz Nawacki
opublikowano: 09-07-2009, 00:00

Firma przetrwa, jeśli TFI zgodzą się na konwersję obligacji na akcje, dostawcy odpuszczą połowę długu i znajdzie się inwestor.

Z likwidacji wystarczy na spłatę zaledwie 25 proc. długów, dlatego lepsze jest porozumienie z wierzycielami — przekonuje odzieżowa spółka

Firma przetrwa, jeśli TFI zgodzą się na konwersję obligacji na akcje, dostawcy odpuszczą połowę długu i znajdzie się inwestor.

Znana marka, 125 sklepów, 458 pracowników, blisko 180 mln zł rocznych obrotów i ponad 110 mln zł długów — to najkrótszy opis Reportera, polskiej sieci odzieżowej. Do końca lipca biegły sądowy ma ocenić, czy lepszym wyjściem dla spółki, która utraciła płynność, będzie układ z wierzycielami czy likwidacja. Pierwszego chce zarząd. Drugiego, Skarbiec TFI, o czym wiadomo od kilku tygodni. Jak się okazuje, nie tylko on. Pierwszy wniosek o upadłość likwidacyjną na początku maja złożyło Dion Investment, właściciel centrum handlowego Jeziorak w Iławie. Ta firma staje się postrachem branży odzieżowej — złożyła też wniosek o upadłość Monnari. Upadłości Reportera chce też inny obligatariusz: Legg Mason TFI.

— Działamy w interesie uczestników funduszy. Uznaliśmy, że to najlepsza droga do odzyskania zainwestowanych pieniędzy. Nie mamy oficjalnych informacji o działaniach innych TFI, więc zrobiliśmy to, co uznajemy za najlepsze rozwiązanie — mówi Tomasz Jędrzejczak, prezes Legg Mason TFI.

System IT i dolar

Jeszcze kilka lat temu Reporter był prężnie rozwijającą się odzieżową siecią. W 2006 r. wypracował 150 mln zł przychodów i 11 mln zł zysku netto. W szczytowym momencie miał 200 salonów w Polsce i 60 za granicą. Nic dziwnego, że gdy w listopadzie i grudniu 2006 r. wyemitował obligacje, chętnie objęło je sześć TFI: Allianz, KBC, Legg Mason, Opera, Pioneer Pekao i Skarbiec. Zainwestowały w nie 50 mln zł. Niespodziewanie w 2007 r. Reporter miał ponad 40 mln zł straty netto.

— Problemy pojawiły się po tym, jak wdrożyliśmy nowy system IT. Nie działał prawidłowo i przez trzy miesiące praktycznie nie mogliśmy sprzedawać towaru. Przez to pojawiły się ogromne ilości towaru w magazynie. Gdy system został poprawiony i sprzedaż mogła być wznowiona, było już po sezonie i musieliśmy sprzedawać z dużymi zniżkami — tłumaczy Mariusz Klimek, główny akcjonariusz Reportera.

W aktach sądowych spółka wspomina także zawalenie się regałów w magazynie, co na kilka dni sparaliżowało pracę sieci sprzedaży. Ale problemy z magazynem to tylko jeden cios dla spółki. Nokautujący przyszedł ze strony rynku walutowego. Spółka wylicza, że od połowy lipca do lutego 2009 r. kurs dolara wzrósł z 2,02 do 3,9 zł, a to oznaczało, że za towar z Chin musiała płacić o 90 proc. więcej. Do tego wzrosły czynsze w centrach handlowych. Wyższych kosztów firma nie mogła przełożyć na ceny w sklepach i zaczęły się problemy.

Chińczycy ucierpią

Aktywa należące do Reportera wycenione są na 92 mln zł. To niewiele mniej niż długi. 11 maja zarząd oszacował wierzytelności na 110,4 mln zł. Zarząd przekonuje jednak, że likwidacja nie jest dobrym wyjściem dla spółki. Twierdzi, że w przypadku szybkiej sprzedaży majątku uzyska się nie 92 mln, ale 40,25 mln zł. Ponad połowę majątku stanowią bowiem ubrania w magazynach i prawa do marki, a z ich wyprzedaży można odzyskać ledwie jedną czwartą wartości z ksiąg. Ze sprzedaży innych aktywów też uzyska się mniej. Po zmniejszeniu o kaucje i wymagane zobowiązania do podziału zostanie 32,3 mln zł. Odliczając to, co zgodnie z prawem nie może wejść do układu, wystarczy na spłatę ledwie 25 proc. wierzytelności. Dlatego spółka przygotowała program układu, który doprowadzi do spłacenia 83,6 proc. wierzytelności. Głównym wierzycielem spółki są obligatariusze: sześć TFI, Mikołowski Bank Spółdzielczy i kilka osób prywatnych. Z tytułu niewykupionych obligacji i odsetek spółka jest im winna 47,15 mln zł. Propozycja układowa zakłada konwersję obligacji na akcje.

To musisz wiedzieć dziś rano
Codzienny newsletter z najważniejszymi informacjami dla inwestorów.
ZAPISZ MNIE
×
To musisz wiedzieć dziś rano
autor: Kamil Zatoński
Wysyłany codziennie
Kamil Zatoński
Codzienny newsletter z najważniejszymi informacjami dla inwestorów.
ZAPISZ MNIE
Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa. Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa. Nasz telefon kontaktowy to: +48 22 333 99 99. Nasz adres e-mail to: rodo@bonnier.pl. W naszej spółce mamy powołanego Inspektora Ochrony Danych, adres korespondencyjny: ul. Ludwika Narbutta 22 lok. 23, 02-541 Warszawa, e-mail: iod@bonnier.pl. Będziemy przetwarzać Pani/a dane osobowe by wysyłać do Pani/a nasze newslettery. Podstawą prawną przetwarzania będzie wyrażona przez Panią/Pana zgoda oraz nasz „prawnie uzasadniony interes”, który mamy w tym by przedstawiać Pani/u, jako naszemu klientowi, inne nasze oferty. Jeśli to będzie konieczne byśmy mogli wykonywać nasze usługi, Pani/a dane osobowe będą mogły być przekazywane następującym grupom osób: 1) naszym pracownikom lub współpracownikom na podstawie odrębnego upoważnienia, 2) podmiotom, którym zlecimy wykonywanie czynności przetwarzania danych, 3) innym odbiorcom np. kurierom, spółkom z naszej grupy kapitałowej, urzędom skarbowym. Pani/a dane osobowe będą przetwarzane do czasu wycofania wyrażonej zgody. Ma Pani/Pan prawo do: 1) żądania dostępu do treści danych osobowych, 2) ich sprostowania, 3) usunięcia, 4) ograniczenia przetwarzania, 5) przenoszenia danych, 6) wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania oraz 7) cofnięcia zgody (w przypadku jej wcześniejszego wyrażenia) w dowolnym momencie, a także 8) wniesienia skargi do organu nadzorczego (Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych). Podanie danych osobowych warunkuje zapisanie się na newsletter. Jest dobrowolne, ale ich niepodanie wykluczy możliwość świadczenia usługi. Pani/Pana dane osobowe mogą być przetwarzane w sposób zautomatyzowany, w tym również w formie profilowania. Zautomatyzowane podejmowanie decyzji będzie się odbywało przy wykorzystaniu adekwatnych, statystycznych procedur. Celem takiego przetwarzania będzie wyłącznie optymalizacja kierowanej do Pani/Pana oferty naszych produktów lub usług.

Ponad 43 mln zł Reporter jest winien chińskim dostawcom i producentom. Głównemu chce spłacić 12,6 mln zł. Od pozostałych oczekuje redukcji połowy długu. Spłacać chce ich w ratach przez sześć lat. Pozostałym wierzycielom (m.in. franszyzobiorcy, banki) obiecuje spłatę całości w ratach. By układ się udał, spółka musi pozyskać inwestora, ale to nie będzie łatwe (patrz tekst obok).

Ugodę blokuje pat pomiędzy inwestorem, TFI i właścicielem

Bez inwestora TFI nie zgodzą się na konwersję obligacji na akcje. A bez tego nie wejdzie inwestor. Chętnym był Abris Capital.

Bez inwestora Reporter nie przetrwa w obecnej formie — taki wniosek płynie z propozycji układowej przygotowanej przez zarząd. Brakuje pieniędzy nawet na zapłatę za towar, który zamiast trafić do sklepów, zalega w portach. Kilka tygodni temu Mariusz Klimek, główny akcjonariusz Reportera, na łamach "Pulsu Biznesu" poinformował o fiasku rozmów z funduszem na temat dokapitalizowania. Nie chciał ujawnić szczegółów rozmów. Nam udało się je poznać. Chętny do przejęcia był Abris Capital, fundusz zarządzany przez byłych założycieli Copernicus Capital, właściciel ukraińskiej sieci sklepów Barvynok. Negocjacje były zaawansowane, fundusz złożył nawet TFI wstępną ofertę wykupienia obligacji za 25 proc. wartości. Dlaczego ostatecznie się nie zdecydował?

— Nie mam w tej sprawie absolutnie nic do powiedzenia — ucina Paweł Gieryński, partner Abris Capital.

Kto pierwszy

Według naszych ustaleń, kluczowym warunkiem w rozmowach zarządu z potencjalnymi inwestorami była zgoda TFI na konwersję obligacji na akcje. To znacząco zmniejszyłoby zadłużenie. Było całkiem blisko. Fundusze warunkowo zgodziły się na konwersję na akcje. Dawałaby im 80 proc. kapitału. Właśnie do nich miały trafić akcje z podwyższenia kapitału, które było w porządku obrad 18 maja. W połowie kwietnia postawiły warunek. Reporter miał przedstawić źródło finansowania dalszej działalności: gwarancję udzielenia kredytu bankowego lub dokument potwierdzający gotowość inwestora do objęcia akcji za gotówkę.

— Konwersja obligacji na akcje bez pozyskania inwestora nie ma sensu. Bez tego spółka nie ma szans na przetrwanie. A lepsze są obligacje słabej firmy niż jej akcje, bo akcjonariusze są na końcu przy podziale majątku — mówi jeden z zarządzających.

Trzy tygodnie później zarząd Reportera odpowiedział, że nie ma możliwości przedstawienia gwarancji.

"Bez dokumentów potwierdzających konwersję banki nie chcą rozpatrywać wniosków kredytowych. Podobnie inwestor — bez konwersji nie będzie chciał dokapitalizować gotówką" — napisała spółka do TFI.

Innymi słowy — najpierw konwersja, potem inwestor. I koło się zamknęło.

TFI postawiły jeszcze jeden warunek. Chciałby mieć pięciu członków w radzie nadzorczej i zmienić zarząd.

— Firma wpadła w tarapaty, bo była źle zarządzana. Wątpię, czy ci sami ludzie potrafią ją wyciągnąć na prostą. Poza tym nie mamy do nich zaufania — mówi inny zarządzający.

Inwestor lub hurt

Spółka zakładała, że nie uda się jej pozyskać inwestora i przygotowała alternatywny plan układu z wierzycielami. Przekształci się z sieci detalicznej w firmę sprzedaży hurtowej do sieci wielkopowierzchniowych i sklepów z wieloma markami. Ma już za sobą pilotażowe wdrożenie. W grudniu 2008 r. sprzedawała ubrania w sieci Carrefour. Przekonuje, że ta formuła pozwala uzyskiwać 30-35-procentową marżę. Zmniejszy magazyn i zatrudnienie do 40 pracowników. W tym scenariuszu wierzyciele mieliby się zgodzić na 60-procentową redukcję zobowiązań i spłatę w 20 kwartalnych ratach z sześciomiesięczną karencją.

Grzegorz Nawacki

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Grzegorz Nawacki

Polecane